Już od kilku dni zastanawiam się, jak napisać
o „Dyptyku petersburskim” Josifa Brodskiego, bo te dwa eseje są
tak dobre, że powinnam się ograniczyć do przetoczenia kilku cytatów, które byłyby
najlepszą rekomendacją. Będę więc oszczędna w słowach i niech Brodski mówi sam
za siebie, bo to on jest mistrzem słowa pisanego.
Pierwszy esej, w oryginale napisany po rosyjsku,
a przetłumaczony przez Pawła Hertza – „Przewodnik po przemianowanym mieście” – traktuje
o ukochanym mieście Brodskiego, któremu patronują dwa pomniki – słynny Jeździec
Miedziany na Placu Senackim oraz pomnik Lenina przed dworcem Fińskim. To
Petersburg, przez 67 zwany również Leningradem.
"Oto więc miasto, liczące sobie dwieście siedemdziesiąt sześć
lat, istnieje pod dwiema nazwami - otrzymanej przy "narodzinach"
i potem, jako "przezwisko" - jego mieszkańcy natomiast wolą nie używac ani jednej, ani drugiej. W
dokumentach i adresach pocztowych piszą oczywiście Leningrad, ale w rozmowie potocznej mówią po prostu Piter. Bynajmniej nie
chodzi tu o politykę, ale o to, że i Leningrad, i Petersburg są raczej trudne do wymówienia, a poza tym ludzie zawsze
chętnie
nadają
przezwiska zamieszkiwanym przez siebie miejscowościom, co w istocie stanowi coś w rodzaju kolejnego etapu
przywykania do swojej siedziby”.
Brodski maluje jego duchowy portret, mocno
osadzony w ramach historii, przypomina, że to rosyjskie miasto zbudowano nad kanałami
Newy, niczym Wenecję Północy i jest najmniej rosyjskim miastem, a przez to
bardzo osamotnionym.
“To
miasto rzeczywiście wznosi się na kościach
swoich budowniczych w tej samej mierze, co na wbitych przez nich słupach. W pewnym stopniu odnosi
się to
również do
każdego
innego miejsca w Starym Świecie, ale zazwyczaj historia jakoś potrafi dać sobie radę z niemiłymi wspomnieniami. Petersburg jest za młody, aby można było złagodzić jego mitologię i za każdym razem, kiedy zdarza się tu żywiołowe lub zawczasu obmyślone nieszczęście, można dostrzec w tłumie jakąś "zagłodzoną", pozbawioną wieku twarz z zapadniętymi poblakłymi oczyma, i usłyszeć szept: "Przecie wiadomo, że to miejsce przeklęte!" Wzdrygamy się, ale po chwili, kiedy jeszcze
raz chcielibyśmy
spojrzeć na
mówiącego,
nie ma po nim nawet śladu”.
Petersburg w oczach Brodskiego i świata, to nie
tylko piękne położenie, wspaniałe budynki, ale przede wszystkim kolebka
literatury rosyjskiej.
“Ale chyba lepiej niż w rzekach i kanałach, owo, jak powiada
Dostojewski "najbardziej wymyślone miasto na swiecie" odbija się w literaturze
rosyjskiej. Woda może świadczyć jedynie o tym, co widać z wierzchu, może to wszystko, i tylko to,
ukazywać.
Ukazywanie fizycznego i duchowego wnętrza miasta, jego wpływu na ludzi i na ich świat wewnętrzny,
niemal od założenia Petersburga stało się głównym tematem literatury rosyjskiej. Literatura rosyjska w istocie
urodziła się nad brzegami Newy”.
Niezwykły to esej, który wiele wyjaśnia,
ale skłania również do kolejnych wewnętrznych poszukiwań.
Drugi esej “W półtora pokoju” Brodski napisał po angielsku, a został
przetłumaczony przez Annę Husarską. Wzruszający, ściskający za gardło, napisany
ku pamięci rodziców Brodskiego, ktorzy żyli przez większość swego życia w półtora
pokoju w Peterburgu. Wygarnięte z zakamarków pamięci strzepki wspomnień, aby
zachować je zanim zostaną unicestwione, bowiem “Pamięć zdradza wszystkich,
szczególnie tych, których znaliśmy najlepiej. To wspólniczka zapomnienia,
sojuszniczka śmierci. To sieć z drobnym połowem, z której wypłynęła woda. Nie
można użyć pamięci do wskrzeszania kogokolwiek, nawet na papierze”. To wspomnienia mieszkania, zapis gestów,
mimiki, wspólnego spaceru z ojcem, wspomnienie łóżka rodziców czy chińskich
figurek przywiezionych przez ojca, oficera marynarki. Bardzo osobiste,
przepięknie napisane, przepełnione miłością i tęsknotą.
Typ prozy do której chce się wracać i
wracać, aby upajać sie pięknem języka.
__________
Josif Brodski, Dyptyk petersburski, czyli przewodnik po przemianowanym mieście, przeł. Pawel Hertz i Anna Husarska, Zeszyty Literackie, Warszawa 2003, s. 77.
Pierwsze zdanie: Przed Dworcem Finlandzkim, jednym z pięciu dworców, skąd podróżny może dostać się do tego miasta lub je opuścić, tuż nad brzegiem Newy, stoi pomnik człowieka, od którego nazwiska miasto obecnie się nazywa.
Ostatnie zdanie: Patrząc na orkiestrę, nagle zapytałem, jakie obozy koncentracyjne uważał za gorsze: hitlerowskie czy nasze. "Wolę być raczej spalony od razu na stosie, niż umierać powolną śmiercią i znajdować w tym jakiś sens" - odpowiedział i jął pstrykać zdjęcia.
--------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Projekt Nobliści, Z literą w tle, Rosja w literaturze, Nie tylko literatura piękna.



