Moje pierwsze polskie wydanie tej książki
poprzetykane jest pięknymi sztychami Joannesa Baptisty Brustoloni. Cudownie obrazują
poetycko-nostalgiczną treść. Esej niewielki, zaledwie sto stron, a pochłania całkowicie
uwagę i narzuca wolne tempo czytania. Tam wśród stron słychać szum wody, cichy
plusk wiosła, krople wody, które spływają po murach i drążą je niestrudzenie.
Przez esej płynie się niczym gondolą, wznosi i opada, czytając pełne miłości,
troski i uwielbienia słowa na temat kolejnego miasta Brodskiego nierozerwalnie połączonego
z wodą, tym razem położonego na bagnistych wyspach, poprzecinanego niezliczonymi
kanałami. Wenecja.
„W zimie budzi
nas w tym mieście, zwłaszcza w
niedzielę, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy
gigantyczny, porcelanowy serwis do herbaty. Otwieramy okno na oścież i pokój w jednej chwili zalewa ta kłębiąca się na zewnątrz, przesycona dzwonieniem mgiełka.”.
Potrzeba nieco czasu, aby wsluchać się w tą mokrą opowieść
lawirującą pomiędzy kanałami.
Przez siedemnaście zim Brodski chował się świątecznie
i noworocznie w Wenecji, która ukochał właśnie o tej porze roku.
Nie-mieszkaniec, ale również nie-turysta, dostrzegał w tym mieście więcej niż przeciętne
oko. I mam wrażenie, że kochał Wenecję nie mniej, niż przeciętny wenecjanin. Poetycka proza Brodskiego to obrazy miasta
odbite w wodzie i w lustrach, cuda architektury, które oglądane przez pryzmat
wody nabierają zupełnie innego znaczenia, wrażenia przemijalności, upływania czasu.
Cudownie byłoby spacerować ze „Znakiem wodnym”
po Wenecji, jakże inaczej brzmiałyby te słowa na moście Westchnień czy u stóp Canale
Grande. Jakże inny byłby Plac św. Marka czy mały bar przy stazione. „My bowiem znikamy, a piękno pozostaje. My
bowiem zmierzamy w przyszłość, podczas gdy piękno jest wieczną teraźniejszością”.
Z przyjemnością poznałam Wenecję Brodskiego,
ale przyznaję, że wolę jego Petersburg, bardziej rosyjski, słowiański i bliższy
mojemu sercu.
Brodski ukochał obydwa miasta, w Petersburgu zostawił
swoje serce, zaś jego ciało spoczęło na
San Michele.
Powiązane linki:
_____________
Josif Brodski, Znak Wodny, przeł. Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1993, s. 105.
Pierwsze zdanie: Wiele księżyców temu dolar byl wart 870 lirów, a ja miałem trzydzieści dwa lata.
Ostatnie zdanie: To samo z miłością: nasza miłość jest także większa niż my sami.
-------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Rosja w literaturze, Z literą w tle, Projekt Nobliści.
