Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 stycznia 2013

CRIMEN, JÓZEF HEN


„           Nadszedł od człowiek od północnej strony, od wąskiej uliczki, co ja rymarze zajmowali. Stałem ukryty za framugą okna i widziałem z góry, jak nadchodzi, wysoki, w kaftanie obcisłym, szedł ostrożnie i miękko, jak kot, co się podkrada, szablisko u boku podtrzymywał, żeby pałętając się nie zawadzało. Idąc rozglądał się zdziwiony...”
Cytat ten spina klamrą powieść „Crimen”. Powieść o zbrodni. Soczysta to proza i pełnokrwista, napisana językiem stylizowanym na staropolski. Nie, język nie przeszkadza. Po kilkunastu stronach porywa on i wciąga między strony książki tak, że zaczyna się żyć innym życiem, wśród szlachty na Rusi Czerwonej.

Tomasz Błudnicki walczył dla Maryny Mniszchówny. Podczas obrony Moskwy przeżył horror, a potem dostał się do niewoli. Po ośmiu latach, wewnętrznie znękany, wraca do domu. Został już opłakany przez większość, nadzieję stracili, że ujrzą go ponownie. Błudniki zastaje w ruinie, ojciec nie żyje, siostra nieszczęśliwa. Nic nie jest tak, jak się spodziewał. Dochodzą do niego pogłoski, że ojciec być może nie umarł śmiercią naturalną, że to prawdopodobnie było morderstwo. Tomasz postanawia więc odkryć prawdę i pomścić ewentualnego mordercę.

Wątek sensacyjny, aczkolwiek bardzo interesujący, nie był tym, który zdobył moje serce. To wspaniale nakreślone tło, obraz szlachty srebrnego wieku Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zawojował moją duszę. W tym społecznym, etnicznym i religijnym tyglu żyli obok siebie Polacy, Ormianie, Niemcy, Rusini, Tatarzy, Żydzi, katolicy, prawosławni, arianie i ich odłam zwany „kosturowcami”. Ten unikalny, kresowy klimat został wspaniale w książce oddany.
Nie ukrywam, że uwielbiam wszelkie opowieści spod znaku kontusza i szabli.  Hermetyczne środowisko szlachetne, dostępne jedynie dla tych, którzy mogli się nazywać prawdziwymi szlachcicami, zostało wspaniale przedstawione, ze wszystkimi wadami i zaletami. Józef Hen zabiera nas do domów drobnej i średniej szlachty, gdzie dochodziło do częstych spotkań towarzyskich, podczas których stoły uginały się od mięsiwa, a wino i piwo lało się strumieniami. Nawet, gdy beczki z gotówką były puste, stawiano na stołach wszystko to, co najlepsze, częstowano ostatnią kroplą wina.  Zastaw się, a postaw się. Dumni, waleczni, męscy i odważni szlachcice potrafili uszanować gościa pod swoim dachem, chociaż nie raz wystawiano wzajemnie swoją cierpliwość na próbę, bo krew mieli wrzącą. 
Autor prowadzi nas także do karczmy Rosińskich, gdzie kwitło pijaństwo, tańce i swawole, a rozochoceni panowie żądni krwi, pod byle pretekstem wywijali szablą. Poznajemy też los zwykłych kobiet, które nie miały szczęścia urodzić się szlachciankami. Nastka, Lea, Zocha... Zależne od woli i kaprysów swych panów, ojców, braci,  a mimo tego każda z nich charakterna i barwna.

Z pewną nostalgią czytałam o mężczyznach walczących o honor swój, rodziny, białogłowy i Ojczyzny. Nie są oni papierowymi bohaterami, a mężczyznami z krwi i kości, o gorącym sercu, którzy potrafili stracić głowę dla panny i bronić jej honoru i czci. Jakaś tęsknota we mnie tkwi za tym, co przeminęło i już nie wróci. 
Z kobiet moje serce podbiła Urszula Bełzecka, której śmiałość, inteligencja, oczytanie przewyższały czasy w których żyła. Mądra była larwa, oj mądra! Tomasz Błudnicki też w końcu zasłużył na moje uznanie swoim dobrym i honorowym sercem.

Bardzo podobała mi się ta powieść o trudnych miłościach i skomplikowanych wyborach, męskiej przyjaźni, ponadczasowych wartościach, za które warto walczyć i oddać życie.  Z niecierpliwością czekałam, aż wszyscy domownicy pójdą spać,  a ja, wolna od obowiązków, z kubkiem herbaty w ręce i kotem na kolanach, będę mogła skupić się i zapomnieć o wszystkim, aby na kilka godzin wrócić do XVII wieku tropiąc mordercę ojca Tomasza Błudnickiego. Książkę czytałam jednym tchem, bardzo niecierpliwie, bo nie tylko wątek sensacyjny mnie nęcił, ale i losy głównego bohatera z barwną panoramą ówczesnej Polski w tle. Jedna z najlepszych powieści historycznych. Zdecydowanie. 


_________________


Józef Hen, Crimen, Instytut Wydawniczy Erica, Warszawa 2011, s. 468.



Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki,

-------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań "Z półki - 2013" (5/32), "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę", "To już było". 

Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 11 grudnia 2012

KORONA ŚNIEGU I KRWI, ELŻBIETA CHEREZIŃSKA


Po bardzo dobrej poprzedniej książce Elżbiety Cherezińskiej, opisującej okres zjazdu gnieźnieńskiego, przyszedł czas na historię trzynastowiecznej Polski, która na mapie Europy funkcjonowała jako zlepek księstw rządzących przez krewkich Piastów.  „Korona śniegu i krwi” odczarowuje dla nas współczesnych czas, który nie darzymy sentymentem na lekcjach historii. Mnogość książąt i księstw oraz częste zmiany terytorialne i rządzących powodował u mnie zawsze liczne westchnienia i pobożne życzenia, aby nie pomylić na przykład Bolesława Wstydliwego z Bolesławem Pobożnym.  Już nigdy więcej! Po lekturze „Korony...” nie tylko ich nie pomylę, ale i będę w stanie dodać do ich życiorysów kilka ciekawych, a czasami pikantnych szczegółów, o których nie ma czasu mówić na lekcjach historii.

Droga do tej wiedzy nie była jednak pozbawiona trudów (słodkich, bo słodkich, ale jednak trudów). Książka jest pięknie i solidnie wydana, jednak jej wielkość i waga uniemożliwiają zabranie jej do przysłowiowej torebki, a i ręce podczas czytania czasami mdleją z wysiłku. Ilość bohaterów o wdzięcznym imieniu „Bolesław” doprowadzała mnie do zawrotów głowy i często musiałam odpoczywać podczas lektury, przemyśleć, przekartkować jakąś inną książkę, aby upewnić się, że właśnie o tego, a nie o innego Bolesława chodzi. Początkowo więc czytałam książkę bardzo wolno,  w całkowitym skupieniu, aby niczego nie uronić i nie poplątać. Warto jednak przymknąć oko na te niedogodności, oj warto! Z czasem wszystkie te imiona, niczym kawałki układanki, wskakują na właściwe miejsca i nie ma się problemów z odróżnieniem jednego bohatera od drugiego. Historia Polski to materiał na wiele książek historycznych, a jej trzynastowieczny wycinek jest bez dwóch zdań arcyciekawy. Porwania książąt , uprowadzenia mniszek z klasztorów, zdrady, romanse, knowania dotyczące tronu, turnieje rycerskie - to tylko nieliczne smaczki średniowiecznej Polski.

Elżbieta Cherezińska językiem pozbawionym stylizacji, ożywiła sylwetki postaci historycznych sprawiając, że z zapartym tchem śledziłam losy głównego bohatera Przemysła II, ale także i jego Czterech Wichrów, jak również Bolesława Rogatki, Leszka Czarnego, Henryka Probusa, Bolesława Wstydliwego, Bolesława Pobożnego, Władysława Łokietka i wielu innych. Te sylwetki z krwi i kości, z całą gamą wad i zalet, dzięki plastycznym opisom pisarki stały się dla mnie kimś więcej, niż postaciami zapamiętanymi z historii. Jednak mojego ulubionego męskiego bohatera nie znalazłam wśród władców, a wśród kleru – to arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka o niesamowitej przeszłości, którą mogłam wraz z nim odkrywać. Interesujących sylwetek kobiecych również nie brakuje, chociażby moje dwie najbardziej nieulubione: Mechtylda Askańska i Eufrozyna opolska – matka Władysława Łokietka. Znacznie cieplejszym uczuciem obdarzyłam dwie żony Przemysła II – Lukardis oraz Rikissę. Ogromnie podobał mi się wątek Starszej Krwi, Elżbieta Cherezińska wspaniale, tak samo jak w „Północnej Drodze”, splotła wierzenia pogańskie z wątkiem chrześcijańskim.
Całość układa się w wymagającą, ale fantastyczną, genialną historię o namiętnościach, pasji, zdradzie, walce o tron,  ambicjach, którą czyta się z największym zainteresowaniem.

Jedynie, co mnie nieco uwierało, to ta szczypta magii za dużo. O ile wątek świętej Kingi pachnącej liliami, jaśniejącej blaskiem, unoszącej się nad podłogą, czytającej w myślach, uznałam za zabawny, to tych wszystkich ożywionych zwierząt herbowych ryczących, syczących, łopoczących skrzydłami, było dla mnie ciut za dużo. Elżbieta Cherezińska jest wspaniałą pisarką o doskonałym piórze, która wziąwszy na warsztat tak niezwykle ciekawy kawałek polskiej historii, nie musiała już go ubarwiać, czy raczej udziwniać.  

Teraz z niecierpliwością będę wyglądać kolejnej historii o historii autorstwa Cherezińskiej i łamać sobie głowę, kogóż to uczyni głównym bohaterem kolejnej książki.




Elżbieta Cherezińska, Korona śniegu i krwi, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2012, s. 768.

-----------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: „To już było” , „Z literą w tle”, „Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę”. 



Image and video hosting by TinyPic

sobota, 25 sierpnia 2012

OGRÓD AFRODYTY, EWA STACHNIAK

Barwny życiorys Zofii Potockiej jest z pewnością wspaniałym materiałem na książkę. Taką próbę napisania zbeletryzowanego życiorysu tej ciekawej kobiety podjęła Ewa Stachniak w "Ogrodzie Afrodyty". Do tej pory czytałam wiele złych rzeczy o „pięknej Bitynce”, ta książka nie ukazuje tylko jej czarnej strony. Jest to opowieść o kobiecie, która z nizin społecznych wspięła się na wyżyny dworskiego życia ówczesnej Europy. Osiągnęła to wszystko dzięki legendarnej urodzie i sprytowi, nie zaprzepaściła żadnej szansy, którą napotkała na drodze i zawsze mierzyła wysoko. Jej uroda, towarzyska ogłada, umiejętność konwersacji i doskonała znajomość mężczyzn zaprowadziły ją na najlepsze salony. Dzięki tym przymiotom poznała wielu liczących się mężczyzn Europy na przełomie XVIII/ XIX wieku, wliczając w to cesarza i królów. Podobno każdy mężczyzna ulegał jej magnetyzmowi niezależnie od stanu i wieku. 

Zofię Potocką poznajemy u schyłku jej życia, kiedy walczy z chorobą nowotworową. Niestety za późno jest już na leczenie, została tylko pomoc doraźna w postaci środków przeciwbólowych. Powieść podzielona jest na cztery rozdziały : Wody, Laudanum, Opium, Morfina, które odzwierciedlają kolejne etapy jej choroby. Narracja głównie prowadzona jest przez Zofię Potocką, Rozalię Romanowicz oraz lekarza Thomasa Lafleura. Wątkiem pobocznym są losy Rozalii i Thomasa, a także ich rodzące się nieśmiało uczucie.

młodziutka Zofia Potocka - źródło 

Zofia Potocka z pochodzenia była Greczynką, ale wychowała się w Turcji, jej ojciec był sprzedawcą bydła. Już jako bardzo młode dziewczę przyciągała meskie spojrzenia. Pierwszym admiratorem był jej kuzyn, z którym zgrzeszyła i w konsekwencji cała rodzina musiała przenieść się z Bursy do Stambułu. Kiedy umiera jej ojciec zaczyna im się wieźć źle, matka para się najstarszym zawodem świata próbując chronić swą córkę przed pożądliwymi spojrzeniami. Nie udało jej się to jednak, bo Zofia wpadła w oko sułtańskiej księżniczce i została jej kochanką. W pałacu sułtana Zofia nie jest szczęśliwa, marzy o czymś większym, ucieka więc z niego i wpada szybko w ramiona Karola Boscampa - posła Rzeczypospolitej Polskiej przy Porcie Ottomańskiej. Od niego usłyszała po raz pierwszy o Polsce, o królu Stanisławie Auguście, którego oczywiście zapragnęła poznać i usidlić. Co postanowiła to oczywiście uczyniła, poślubiając po drodze kapitana Witta. Kochanków miała wielu, brylowała na europejskich dworach, ale absorbował ją jeden mężczyzna - Szczęsny Potocki, o którego zabiegała najdłużej, ale ostatecznie również zdobyła. Tak, taka była Zofia- ten, który był teoretycznie nieosiągalny był dla niej największym wyzwaniem, ale później okazywał się zwykle tylko środkiem do celu. Innego celu.
Kochała, ale najbardziej mimo wszystko siebie, a w późniejszym wieku także dzieci i dbała o to, aby były dobrze uposażone na przyszłość. Czy kochała mężczyzn? Największa miłością wydaje się być jedyny mężczyzna, który jej nie kochał, a jedynie posłużył się nią, aby odegrać się na Karolu Bascompie. To jego właśnie często wspomina, także na łożu śmierci. 

Szczerze mówiąc najbardziej podobały mi się dwa pierwsze rozdziały, kiedy piękna Zofia pączkuje i rozkwita, torując sobie drogę do wspanialszego życia. Dwa ostatnie nieco mnie przytłoczyły i trudno mi było sympatyzować z bohaterką, która nie mogla się zdecydować, czy stoi po stronie Polski czy Rosji, aż w końcu jak zwykle wybiera... interes własny. Nie będę już nawet roztrząsać kwestii targowicy i zdrajcy Potockiego. 

"Ogród Afrodyty" jest dobrą książką, napisaną z rozmachem. Pokazuje nam kobietę, ktora wyprzedziła swoją epokę, niezależną i walczącą o swoje szczęście. Ewa Stachniak nie ocenia w swojej książce pięknej Zofii, to pozostawia nam, ale pokazuje nam ją od innej strony, może tej mniej znanej. Sama autorka pisze, że przygotowywała się do tej książki 5 lat przeczesując europejskie archiwa. Nie podziela też zdania Jerzego Łojka, który napisał "Dzieje pięknej Bitynki" i ogłosił ją czarnym charakterem, zdrajczynią i szpiegiem. 



-------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowej Trójki e-pik - literatura polska (pierwsze spotkanie z autorem, którego wcześniej nie czytaliśmy)


wtorek, 21 sierpnia 2012

KRÓL Z ŻELAZA, MAURICE DRUON


„Król z żelaza” to pierwsza powieść Maurice’a Druona z cyklu „Królowie przeklęci”.  Historia, a przynajmniej jej zarys zapewne jest większości znana.  Tytułowy król  to Filip IV Piękny, piękny niestety tylko z wyglądu według ówczesnych kanonów urody, ponieważ dzięki twardemu sercu i ręce dorobił się kolejnego przydomka – "króla z żelaza".  Poznajemy go u schyłku jego życia, jako władcę państwa silnego, ale wymęczonego kosztownymi wojnami. Pusty skarbiec król Filip zapełniał nakładając liczne podatki na szlachtę, duchowieństwo oraz ograbiając Żydów. Pozostał bogaty zakon Templariuszy, więc Philippe le Bel poprosił o przyjęcie do niego, ale reguła tegoż zakonu zabraniała przyjmowania w swoje szeregi książąt, co z pewnością godziło w jego dumę i gmatwało plany zagrabienia ich majątku. Zaczął więc swoją cichą kampanię przeciwko Templariuszom i razem ze swoimi stronnikami - Nogaretem i papieżem Klemensem V doprowadził do licznych pomówień, w tym najcięższego - o herezję. Samego Wielkiego Mistrza Zakonu Jakuba de Molay postawiono przed sądem i wkrótce zgładzono. Na stosie śmierci rzucil klątwę: Papieżu Klemensie!... Rycerzu Wilhelmie!... Królu Filipie!... Powołuję was przed Sąd Boży, przed którym zjawicie się w ciągu roku, aby otrzymać słuszną karę! Przeklinam was! Przeklinam was! Niech niech wasze rody będą przeklęte aż do trzynastego pokolenia!
Klątwa ta niestety się spełnia.

Filip IV Piękny - źródło

Maurice Druon w prosty, przejrzysty sposób opisuje zagmatwane stosunki, które panowały na dworze, życie możnych panów, drobnej szlachty oraz kupców.  Śledzimy więc losy trzech synów króla Filipa  w małżeństwach z cudzołożnymi żonami, które dwie z nich zostały surowo ukarane. Poznajemy również córkę króla Filipa – Izabelę, która była nieszczęśliwą żoną króla Anglii Edwarda II (ja pamiętam ją najbardziej z filmu “Braveheart” jako popleczniczkę, i nie tylko, Williama Wallace’a).    Możemy również przespacerować się po uliczkach Paryża i poznać bogatych kupców, którzy wspomagają puste kieszenie możnych, w tym samego króla. 

Niesamowite jest to, jak można w arcyciekawy sposób ożywić suche kronikarskie zapiski i historyczne fakty na stronach powieści, które aż kipią od emocji. Książkę naprawdę czyta się świetnie i nawet osoba nie mająca wielkiej wiedzy historycznej poradzi sobie doskonale dzięki znakomitym objaśnieniom na końcu książki.

--------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowego Book-Trottera - literatura francuska. 



czwartek, 9 sierpnia 2012

ZŁODZIEJ Z SZAFOTU, BERNARD CORNWELL


Cornwell, mój Cornwell… Po przeczytaniu „Złodzieja z szafotu” znowu mogę powiedzieć, że przeczytałam dobrą książkę.  Ze zwykłą u niego dbałością o szczegóły i wierność historyczną przedstawia nam siedem dni z życia byłego oficera walczącego pod Waterloo – Ridera Sandmana. Oficer ten, kiedyś stojący dosyć wysoko w hierarchii społecznej stracił wszystko, kiedy jego ojciec – zawodowy hazardzista – popełnia samobójstwo po stracie całego majątku i zaciągnięciu olbrzymich długów. Rider ma na utrzymaniu matkę i siostrę, a sam wiedzie biedne życie, zostaje nawet zmuszony sprzedać swój stopień oficerski. Jego dama serca za namową matki zrywa z nim zaręczyny, a on żyje od jednej do drugiej gry w krykieta wspominając ciężki czas wojny z Francuzami zmagając się z prozą życia. Pewnego dnia zostaje poproszony o stawienie się w biurze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie czeka na niego zadanie zbadania sprawy pewnego malarza, który został skazany na śmierć za zabójstwo hrabiny. Egzekucja ma odbyć się za siedem dni. Matka skazanego była szwaczką samej królowej, a ta poleciła, aby zrobić ponowną ekspertyzę. Rider Sandman zostaje więc złodziejem szafotu – człowiekiem, który ma uratować potencjalnie niewinną osobę od zawiśnięcia na sznurze.

Zagadka kryminalna została poprowadzona przez Cornwella bardzo dobrze, ale mnie jak zwykle zachwyciło tło obyczajowe. Cornwell doskonale pokazał nam Londyn XIX wieku od ulicy, panujące tam klimaty wprowadzając galerię bardzo ciekawych postaci, które jednak nie odwracają naszej uwagi od głównego wątku, a dodają mu jedynie smaczku. Książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem, jest to oczywiście zasługą lekkości i dobrego pióra Cornwella, który potrafi pisać o historii w sposób szczególny. Wiernie kibicowałam szlachetnemu Sandmanowi do ostatniej strony.  Poznałam nieznane mi oblicze wiktoriańskiej Anglii, bowiem do tej pory bywałam tylko na salonach przedstawicieli wyższych klas społecznych, a tutaj spotkałam zwykłych, aczkolwiek bardzo interesujących mieszkańców Londynu, nierzadko wręcz biedotę.

Jak sam Bernard Cornwell pisze w notce historycznej,  starał się dokładnie opisać przebieg egzekucji, niektóre postacie w tej książce są również autentyczne. Merytoryczne przygotowanie autora zasługuje na oklaski, pod tym względem Cornwell nigdy nie zawodzi.

Sama dawkuję sobie książki tego autora, bo kiedy mam gorszy czas lub zwyczajnie trafiam na mniej interesujące pozycje to wiem, że mając w zanadrzu powieść Cornwella mogę być pewna dobrej lektury. Tak było i w tym przypadku.

--------------

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowej "Trójki e-pik" -powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii

czwartek, 2 sierpnia 2012

WYZNANIA KATARZYNY MEDYCEJSKIEJ, CHRISTOPHER W. GORTNER



Po książkę Christophera Gortnera sięgnęłam z przyjemnością, byłam naprawdę ciekawa, co napisze o Katarzynie Medycejskiej. Przeczytałam jego autorstwa "Ostatnią królową" - opowieść o Joannie Kastylijskiej zwanej szaloną. Wiedziałam więc, że Gortner lubi przedstawiać nam znane i kontrowersyjne postacie historyczne w zupełnie innym świetle. 

Katarzyna Medycejska

Gdyby ktoś mnie zapytał, jakie trzy słowa kojarzą mi się z Katarzyna Medycejska odpowiedziałabym bez wahania: okrutna, brzydka, noc świętego Bartłomieja, byłam więc bardzo ciekawa, jaka wizję przedstawi na Gortner.

Katarzynę Medycejska poznajemy jako dziesięcioletnią osieroconą dziewczynkę wychowywaną przez ciotką we florenckim pałacu. Od poczatku uczono ją, że jako jedyna spadkobierczyni rodu Medyceuszów oraz siostrzenica papieża Klemensa VII ma do spełnienia historyczną misję i wiele się od niej oczekuje. Wkrótce ciotka umiera, a wuj Klemens nie jest zainteresowany młodą Katarzyną w takim sensie, w jakim by sobie ona życzyła, ponieważ obchodzi go tylko, jakie korzysci może mu przynieść jej osoba. Zostaje zaślubiona drugiemu synowi króla  Francji - Henrykowi Walezjuszowi i opuszcza ukochana Italię, aby poznac swój nowy kraj. Bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że każdy królewski zwiazek jest taki sam niezależnie od predylekcji małżonków i służy temu samemu: spłodzeniu następcy tronu. Henryk nie okazuje jej początkowo żadnego zainteresowania jako kobiecie, więc bardzo trudno jest jej wypełnić swoja królewską powinność. Niejednokrotnie wytykane jest jej  też kupieckie pochodzenie oraz wątpliwa uroda. Najtrudniejsze dla niej jako kobiety i żony jest to, że Henryk zakochuje się we swojej byłej guwernantce - Dianie de Poitiers, która zaostaje jego kochanką. 

Diana de Poitiers

Dużo starsza i mądrzejsza życiowo Diana powoli zabiera Katarzynie wszystko to, na czym może zależeć kobiecie, zaczynajac od męża, spycha ją także na daleki plan pokazując jak mało znaczy. To Diana jest codzienną towarzyszką Henryka, przez niego kochaną i uwielbianą, ona też ma wpływ na wiele decyzji przez niego podejmowanych. Przez 10 lat Katarzyna nie dała Francji następcy, ale będąc pod parasolem ochronnym króla Franciszka I unika wydalenia z kraju. W końcu Diana widząc korzyści dla niej samej, doprowadza do tego, że Henryk pojawia się w sypialni Katarzyny, czego rezultatem było urodzenie dziesięciorga dzieci. Katarzyna jednak codziennie za to płaci. Wbrew temu, co powiedzial jej wuj papież Klemens VII, a później ona sama swojej córce Margot , a mianowicie, że Medyceusze nigdy nie zawracali sobie glowy miłością- byla kobietą namiętną. Kochała Henryka i do końca walczyła o jego uczucia i szacunek. Diana zabrała jej klejnoty, pałac, a później także jej dzieci, aby pod przykrywką guwernantki mieć je pod swoją wyłączną opieką. Chyba nie ma większej krzywdy, którą można wyrządzić matce.

Kiedy król Henryk umiera, a Diana zupełnie przestaje się liczyć, Katarzyna postanawia udowodnić swoje uczucie do Francji i przejmuje stopniowo władzę we własne ręce. Jednakże jako regentka i matka królów nie ma łatwego życia, nie omijają jej wichry namiętności, dalej cierpi, dalej jest zdradzana przez osoby, które kocha. Wojny religijne, noc świętego Bartłomieja, walka o władzę - to wszystko przedstawiono nam z nieco innego punktu widzenia, równie ciekawego co możliwego.  

Lektura bardzo dobra i zajmująca, napisana w pasjonującym gortnerowskim stylu.

Polacy mogą poczuć się nieco urażeni, bo w książce nie ma słowa o tym, ze Henryk Walezy udał się do Polski, aby zasiąść na polskim tronie, według Gortnera udał się w podróż w zupełnie inne miejsce. Mnie to osobiście nie przeszkadza, bo "Wyznania Katarzyny Medycejskiej" nie są stricte historyczną książką i akceptuję taką interpretację. Za jakiś czas sięgnę z największą przyjemnością po kolejną książkę C. W. Gortnera - "Sekret Todorów",

"




piątek, 20 lipca 2012

GRA W KOŚCI, ELŻBIETA CHEREZIŃSKA

Powieść  historyczna ma swoich zagorzałych zwolenników w Polsce, wielka popularnością cieszą się książki Bernarda Cornwella, Philippy Gregory czy Christophera W. Gortnera. Często z żalem myślałam, że z taką pasją zaczytujemy się w historii obych krajow, natomiast nie cieszą się wśród nas popularnością rodzimi autorzy piszący książki dotyczące historii Polski. Przecież mamy bogatą historię, a biografia niejednego polskiego króla dostarczyłaby materiału na kilka książek. Dziękuję więc za Elżbietę Cherezińską, która zaczyna oswajać polską historię i to właśnie tą średniowieczną, niezbyt popularną, a jakże fascynującą.

Po "Grę w kości" sięgnęłam z przeczuciem, że spędzę czas na dobrej lekturze i nie zawiodłam się. Akcja na początku zawiązuje się powoli, ale po setnej stronie gotowa byłam poświęcić spanie, picie i jedzenie, aby tylko nie uronić słowa.


Rok 1000 zbliża się wielkimi krokami, Europa stoi u progu wielkich przemian, a my mamy okazję podejrzeć, co dzieje się na dworze cesarza Ottona III, a często i papieskim oraz "księcia leśnych polan" - Bolesława - władcy Sklavinii.
Otton III, genialny młodzieniec, od trzeciego roku życia będący cesarzem, doskonale wykształcony, otoczony przez najznamienitsze umysły tamtych czasów. Żyje w luksusie i ma do dyzpozycji ogromny dwór, ale złożony jest on z pochlebców, których opromienia swoim blaskiem i łaskami. Nie jest pewien, czy jego poddani kochają jego samego, czy też władzę, którą posiada i ewentualne korzyści, ktore mogą na nich spłynąć. Zagubiony, samotny, mogący liczyć na przyjaźń tylko dwóch biskupów: Gerberta i Leona. Często depresyjny i melancholijny, wolałby raczej prowadzić życie mnicha pustelnika niż głowy potężnego cesarstwa. Mistyk i wizjoner wierzący, że pod flagą Chrystusa zjednoczy całą Europa, ale szybko przekona się, że "cesarskość i boskość nie mają ze sobą nic wspólnego". 

Z drugiej strony mamy Boleslawa - trzydziestolatka, wojownika, władcę dużego, ale podzielonego kraju. Mimo, iż niewykształcony, nieumiejący pisać i czytać, a jest jednym z najbystrzejszych umysłów ówczesnej Europy, ma doskonałe baczenie na to, co się dzieje w jego kraju i krainach ościennych. Przewidujący, doskonały taktyk i polityk, ale jednocześnie niecierpliwy, gwałtowny, gorącokrwisty, kochający kobiety, polowania i wojnę. Doskonale wie, że "Władza to gra. Gra o zmiennych regułach, przewidywalnych, ale nieobliczalnych. Nauczył się tego, nim skończył piętnaście lat, a potem już przez cale życie potwierdzał tę zasadę. Odziedziczył po ojcu wielki kraj. Mieszko, choć był drapieżnikiem, nie polował sam. Bolesław był przy nim od dziecka i ojciec nigdy nie krył przed nim, ze władza to najcięższe z zadań, jakie może wziąć na siebie człowiek. Władza nigdy nie jest za darmo, trzeba umieć za nią zapłacić. Kosztuje zdrowie, bo nigdy nie jest się panem swego ciała, lecz sługą wojny lub chociażby konieczności. Kosztuje utratę spokojnego snu, a z góry bowiem trzeba założyć, ze nie tylko sąsiedzi, ale i krewni, i możni, i nawet - lepiej brać to pod uwagę - przyjaciele w każdej chwili mogą po nią sięgnąć. I na końcu - kosztuje majątek, którym nieustannie trzeba dysponować, nie dla własnej przyjemności, lecz dla udowodnienia, że ciągle stać człowieka na bycie władcą". Uczyć mogliby się od niego i dzisiejsi rządzący. Mądre władanie i umiejętność w dobieraniu przyjaciół, wojowników powoduje, ze dwór i armia Bolesława stoją za nim murem, często są wręcz nazywani "psami Bolesława", bowiem oni służą mu czynem, a nie słowem.

Drogi tych dwóch niezwykłych mężczyzn skrzyżowały się już kiedyś i było to pamiętne spotkanie, teraz spotykają się ponownie, tym razem w Gnieźnie w marcu roku 1000, kiedy to podczas pielgrzymki milenijnej Otton po raz pierwszy opuszcza granice swojego cesarstwa. Zakochuje się on w dzikiej, pełnej lasów i polan Sklavinii, ale darzy też wielką estymą samego Bolesława, a może jest to coś więcej? Co wynika ze spotkania Ottona i Bogusława? Gdzie spocznie święty Wojciech? O tym właśnie jest ta książka.

Przyznaję, że Elżbieta Cherezińska odczarowała dla mnie tą znaną mi historię. Dzięki tej książce miałam ochotę znaleźć się w wielkiej puszczy i towarzyszyć Bogusławowi i jego drużynie podczas polowania, czuć wiatr we włosach i wdychać żywiczny zapach drewnianych grodów, a potem pić z nimi miód ze wspólnego rogu.