Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść kryminalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść kryminalna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 stycznia 2013

RZEKI HADESU, MAREK KRAJEWSKI


Moje trzecie spotkanie z komisarzem Popielskim odkładałam z miesiąca na miesiąc już od dnia premiery. Powody były przynajmniej dwa. Pierwszy to taki, ze „Rzeki Hadesu” to ostatnia część trylogii, a drugim jest okładka. Okładka wstrętna, zapowiadająca sporą dawkę perwersji. Nie pomyliłam się, dokładnie to otrzymałam, ale tym razem nie w postaci brutalnej, obrzydliwej i krwawej zbrodni, ale w postaci pedofila wykorzystującego upośledzone umysłowo dzieci. Czy może być coś bardziej odrażającego? W mojej skali rzeczy, które mnie odrzucają i wyzwalają mnie najgorsze instynkty  - niewiele.
„Erynie” i „Liczby Charona” podobały mi się, z tym, że owo podobanie nie ma nic wspólnego z osobą komisarza Popielskiego, który dla mnie jest kawałem  świni ukrytym pod szykownym ubraniem. Dodam, że również dosyć błyskotliwym, inteligentnym, wypijającym morze wódki  smakoszem. Nie tylko kobiecych ciał oczywiście, ale i zwyczajnym mężczyzną doceniającym walory dobrej kuchni. Mimo tego, że jest antypatyczny, to jednak jego przygody i kolejne śledztwa przyciągają mnie jak magnes.

Rok 1946. Wrocław. Tutaj przed UB ukrywa się Edward Popielski. Pod sutanną. Dosłownie i  w przenośni. Tylko jego kuzynka Leokadia zna jego miejsce pobytu, ale nawet tortury nie zmuszą jej do piśnięcia słowa na ten temat. W tym czasie córka szefa wrocławskiego UB zostaje uznana za zaginioną, a okoliczności tego zdarzenia wskazują, że mamy do czynienia z tym samym zbrodniarzem, który grasował we Lwowie w 1933 roku. Zbrodniarzem, który zniknął z powierzchni ziemi. Popielski łączy swoje siły z Eberhardem Mockiem, znanym czytelnikom z wrocławskiej sagi... Wszystko zmierza nie tylko do rozwiązania kryminalnej zagadki, ale do pożegnania się z Breslau Mocka i Lwowem Popielskiego. Na zawsze. Przez powieść płynie się jak przez mitologiczne rzeki, najpierw przez Strumień Ognisty, później przez rzekę lamentu, ale i oskarżeń, aby na końcu bohaterowie wypili szklankę wody z Lete i zapomnieli o przeszłym życiu. Ja odmówiłam wypicia z tej rzeki. Ciekawa jestem jak się potoczą losy wrednych, czasami obleśnych, ale wręcz obrzydliwie inteligentnych detektywów. Może kiedyś się dowiemy odnajdując wspomnienie o nich w kolejnych książkach Markach Krajewskiego, a może nie.

Lubię sugestywne pióro Marka Krajewskiego. Genialne opisy pięknego przedwojennego Lwowa i brudnego, wstrętnego powojennego Wrocławia zachwycają. I te opary alkoholu, w których nieustannie poruszają się bohaterowie powieści, zapach ciał po całonocnym piciu... Brrr! Dokładnie to czuję!  Przemawia do mnie mieszanka ulicznego slangu, łacińskich cytatów i mitologicznych powiązań. Dobra proza, której językiem lubię się delektować. Zamierzam więc pospacerować z Markiem Krajewskim ulicami Breslau. Już wkrótce. 



___________________

Marek Krajewski, Rzeki Hadesu, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012, s. 275.

-------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań "Z półki - 2012" (7/32), "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę", "Trójka e-pik", "Z literą w tle".

Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 5 listopada 2012

RZEKA TAJEMNIC, DENNIS LEHANE


Trzej jedenastoletni, mieszkający na przedmieściach Bostonu chłopcy - Sean Devine, Jimmy Marcus i Dave Boyles spędzają ze sobą sporo czasu poza szkołą. Jak to kumple - mają różnego rodzaju pomysły. Pewnego razu na środku ulicy dochodzi pomiędzy nimi do sprzeczki, która zostaje przerwana przez najeżdżający samochód. Wysiadają z niego dwaj mężczyźni o wyglądzie policjantów i zabierają ze sobą Dave’a.  Młody Boyles wraca do domu po czterech dniach. Chłopiec, który wsiadł do samochodu nigdy już nie wrócił, na jego miejsce zjawił się ktoś zupełnie inny, odmieniony.
Po dwudziestu pięciu latach drogi trzech kumpli krzyżują się raz jeszcze, a to za sprawą zaginięcia córki Marcusa- sklepikarza z kryminalną, złodziejską przeszłością. Devine pracuje w policji, a Boyles prowadzi życie szarego człowieka…

Dennis Lehane napisał dobry, trzymający w napięciu kryminał. Dobrze nakreślił tło obyczajowe, które oddaje klimat przedmieść wielkich miast, gdzie żyją ludzie często na granicy prawa, pozbawieni złudzeń i nadziei na lepsze jutro, a rzadko kto ma czyste policyjne konto. Poruszony został bolesny problem molestowania seksulanego nieletnich i jego konsekwencje, nie tylko dla bezpośrednio dotkniętego, ale także dla jego najbliższych.  Brak jakiekolwiek pomocy, wsparcia psychologicznego, a przede wszystkim ogromne niezrozumienie tej tragedii przez społeczeństwo, niesie ogromne konsekwencje na całe dorosłe życie. Jedno zdarzenie może wpłynąć tragicznie na los wielu osób. Wszystkie relacje pomiędzy kolegami zostają zniszczone, bo każdy z nich czuje się winny. Nie wiedzą, jak rozmawiać o tym, co zaszło, jak sobie wzajemnie pomóc i wybaczyć. Właściwie nikt z otoczenia nie wie, co z tym fantem zrobić, więc swoją niewiedzę i zażenowanie ukrywają pod maską drwiny. W konsekwencji mały chłopiec nigdy nie dorasta, chowa się w ciele dorosłego człowieka i stara się walczyć z lękiem każdego dnia, a jego kumple walczą z poczuciem winy.

W książce przygniatało mnie poczucie bezsilności. Urodzeni w biednej dzielnicy chłopcy mieli trudniej już na starcie, cokolwiek robili, wikłało ich to jeszcze bardziej w życie, z jakim chcieli skończyć, a widmo zatrzymującego się samochodu ciągle ich goniło. Tak naprawdę nie da się uciec od przeszłości, szczególnie w miejscach, gdzie wszyscy siebie znają i pamiętają zdarzenia sprzed wielu lat.  

Wątek kryminalny w „Rzece tajemnic” jest istotny i dobrze poprowadzony, autor niejednokrotnie myli tropy i stopniowo dawkuje napięcie. Ważniejsze jednak wydają się być portrety psychologiczne trójki głównych bohaterów, ich relacje rodzinne oraz tło obyczajowe krańcowych dzielnic wielkich miast w latach siedemdziesiątych i końcu ubiegłego wieku. Dla mnie to akurat nie wada, a zaleta powieści.

Film w reżyserii Clinta Eastwooda oparty na motywach tej powieści jest również dobry, ale polecam obejrzenie go po przeczytaniu książki. Ja niestety zbyt dobrze go pamiętałam, aby czuć pełną satysfakcję z lektury.



Dennis Lehane, Rzeka tajemnic/Mystic River, przeł. Łukasz Nicpan, s. 495, Świat Książki, Warszawa 2003.

------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania „Z literą w tle


Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 9 sierpnia 2012

ZŁODZIEJ Z SZAFOTU, BERNARD CORNWELL


Cornwell, mój Cornwell… Po przeczytaniu „Złodzieja z szafotu” znowu mogę powiedzieć, że przeczytałam dobrą książkę.  Ze zwykłą u niego dbałością o szczegóły i wierność historyczną przedstawia nam siedem dni z życia byłego oficera walczącego pod Waterloo – Ridera Sandmana. Oficer ten, kiedyś stojący dosyć wysoko w hierarchii społecznej stracił wszystko, kiedy jego ojciec – zawodowy hazardzista – popełnia samobójstwo po stracie całego majątku i zaciągnięciu olbrzymich długów. Rider ma na utrzymaniu matkę i siostrę, a sam wiedzie biedne życie, zostaje nawet zmuszony sprzedać swój stopień oficerski. Jego dama serca za namową matki zrywa z nim zaręczyny, a on żyje od jednej do drugiej gry w krykieta wspominając ciężki czas wojny z Francuzami zmagając się z prozą życia. Pewnego dnia zostaje poproszony o stawienie się w biurze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie czeka na niego zadanie zbadania sprawy pewnego malarza, który został skazany na śmierć za zabójstwo hrabiny. Egzekucja ma odbyć się za siedem dni. Matka skazanego była szwaczką samej królowej, a ta poleciła, aby zrobić ponowną ekspertyzę. Rider Sandman zostaje więc złodziejem szafotu – człowiekiem, który ma uratować potencjalnie niewinną osobę od zawiśnięcia na sznurze.

Zagadka kryminalna została poprowadzona przez Cornwella bardzo dobrze, ale mnie jak zwykle zachwyciło tło obyczajowe. Cornwell doskonale pokazał nam Londyn XIX wieku od ulicy, panujące tam klimaty wprowadzając galerię bardzo ciekawych postaci, które jednak nie odwracają naszej uwagi od głównego wątku, a dodają mu jedynie smaczku. Książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem, jest to oczywiście zasługą lekkości i dobrego pióra Cornwella, który potrafi pisać o historii w sposób szczególny. Wiernie kibicowałam szlachetnemu Sandmanowi do ostatniej strony.  Poznałam nieznane mi oblicze wiktoriańskiej Anglii, bowiem do tej pory bywałam tylko na salonach przedstawicieli wyższych klas społecznych, a tutaj spotkałam zwykłych, aczkolwiek bardzo interesujących mieszkańców Londynu, nierzadko wręcz biedotę.

Jak sam Bernard Cornwell pisze w notce historycznej,  starał się dokładnie opisać przebieg egzekucji, niektóre postacie w tej książce są również autentyczne. Merytoryczne przygotowanie autora zasługuje na oklaski, pod tym względem Cornwell nigdy nie zawodzi.

Sama dawkuję sobie książki tego autora, bo kiedy mam gorszy czas lub zwyczajnie trafiam na mniej interesujące pozycje to wiem, że mając w zanadrzu powieść Cornwella mogę być pewna dobrej lektury. Tak było i w tym przypadku.

--------------

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowej "Trójki e-pik" -powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii