"Upalne lato Marianny" to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Zyskowską-Ignaciak. W zeszłym roku, kiedy założyłam sobie, ze
odkryję polskich autorów na nowo, jej nazwisko umknęło mi w tłumie. Niedawno odłożyłam "Upalne lato Marianny" na półkę i wiem, że chcę więcej!
Ta książka ma wszystko to, czego było mi potrzeba
w letnie, spokojne popołudnie. Moje ukochane czasy międzywojenne, dworek
ziemiański, miłość, rozpacz, ale także tragedia…
Wszystko opisane pięknym językiem, który spowodował, ze zagubiłam się w
mazowieckiej wsi, spacerowałam łąkami, przysiadałam z bohaterami na brzegu
rzeki.
Marianna Borucka właśnie wkracza w dorosłość, zdała
maturę i dostała się na upragnione studia. Jest upalne lato 1939 roku, wszyscy mówią
o zbliżającej się wojnie, ale Marianna w to nie wierzy, nie teraz, kiedy świat
stoi przed nią otworem, a ona z umysłem zbyt otwartym, jak na dobrą panienkę przystało,
pragnie zasmakować życia, świata, udowodnić wszystkim, że ma prawo myśleć i czynić jak mężczyzna. Tak, ona nie chce być posłuszną żoną, nie chce spędzać niedziel w kościele i nie chce mieć dzieci. W tamtych czasach musiałabym zakrzyknąć - o zgrozo! Na razie jest lato, ostatnie takie beztroskie. Ja, wiedząc co się stało "potem" z jednej strony zazdrościłam Mariannie i wszystkim w Kamieńczyku nad Liwcem, tego planowania, wyjazdow, tej ufności, że będzie dobrze, z drugiej strony byłam przerażona beztroską. Na drodze Marianny staje uczucie, niespodziewane, ale bardzo upragnione. Wychowana pod kloszem, rozpieszczona, niemająca
pojęcia o tym, jak naprawdę wygląda życie dorosłych, niezdająca sobie sprawy z
toczących się wokół dramatów, odkrywa smak pożądania i odkrywa własną cielesność. Nic o nich nie wie, nie ma pojęcia, co tak naprawdę się z nią dzieje, jak sobie z nimi poradzić, a nikt według ówczesnych konwenansów nie może
jej w tym pomóc. Jakże urocza w swojej naiwności i niewiedzy. Świadoma swojej urody i tego, że nie jest już dzieckiem myśli, że to wystarczy, aby rzucić się w ramiona dorosłości. To, co się dzieje tego
lata zmusza Mariannę, aby szybko dojrzeć i zrozumieć, że każdy czyn
niesie za sobą konsekwencje.
"Upalne lato Marianny" wbrew tytułowi nie tylko jest o Mariannie, ale także o gospodyni Gabrysi, służącej Zosi, Władku oraz o kobietach i mężczyznach tamtych czasow.
Ta książka jest jak stary, piękny koronkowy obrus misternie udziergany ze wspomnień dziadków Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, jest w niej tęsknota za tym, co minęło i prawdziwość. Tak, to pewnie to różni ta książkę od innych wydumanych, kalkowych polskich historii, które przeczytałam w zeszłym roku. Dostarczyła mi wiele wzruszeń i wspaniale spędziłam z nią czas. Jest to pierwsza z trzech planowanych części. Będę ich wyczekiwala.
"Upalne lato Marianny" wbrew tytułowi nie tylko jest o Mariannie, ale także o gospodyni Gabrysi, służącej Zosi, Władku oraz o kobietach i mężczyznach tamtych czasow.
Ta książka jest jak stary, piękny koronkowy obrus misternie udziergany ze wspomnień dziadków Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, jest w niej tęsknota za tym, co minęło i prawdziwość. Tak, to pewnie to różni ta książkę od innych wydumanych, kalkowych polskich historii, które przeczytałam w zeszłym roku. Dostarczyła mi wiele wzruszeń i wspaniale spędziłam z nią czas. Jest to pierwsza z trzech planowanych części. Będę ich wyczekiwala.



