Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virginia C. Andrews. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virginia C. Andrews. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

OGRÓD CIENI, VIRGINIA C. ANDREWS


„Ogród cieni” Virginii C. Andrews to piąta część sagi o Dollangangerach. Niestety w trakcie pisania tej książki autorka zachorowała na raka piersi i zmarła. Dokończył ją Andrew Neiderman (ten sam, który napisał „Adwokata diabła”). Właściwie pod względem chronologicznym powinno się ją czytać nie jako ostatnią, a jako pierwszą.

Kogo najbardziej nie cierpiałam czytając „Kwiaty na poddaszu”? Oczywiście Oliwii – babki Cathy i Chrisa, a także Malcolma – dziadka, którego cień pada na wszystkie części całej serii. To właśnie o ich małżeństwie opowiada „Ogród cieni”.  Wyjątkowo cieszę się, że tej serii nie czytałam chronologicznie, a to przecież taki mój mały bzik. 

Wysoka jak wieża i niezbyt urodziwa Oliwia poznaje młodego Malcolma – partnera ojca w interesach i zostaje nim oczarowana. Po bardzo krótkiej znajomości niezwykle urodziwy i bogaty Malcolm oświadcza się i zostaje przyjęty. Oliwia jest młodą kobieta, która marzy o prawdziwej, wielkiej miłości i z wielkimi oczekiwaniami wyjeżdża do Foxworth Hall. Niestety tam jej marzenia zostają już na wstępie brutalnie podeptane. Malcolmowi bardzo daleko do wyśnionego męża, a historia matki, która porzuciła go, gdy miał zaledwie pięć lat, odcisnęła ogromne piętno na jego psychice. Fatalna, szara rzeczywistość tylko się pogarsza, kiedy do domu, po kilku latach nieobecności, wraca ojciec Malcolma  z młodziutką żoną Alicją..

Cóż, nie zachwyciła mnie ta książka. Powielane historie, schematyczne zachowania, które były mi tak dobrze znane z poprzednich części, nie przekonują.  Akcja nagle przyśpiesza, przeskakujemy kilkanaście lat, a to co się dzieje, jest opisane po łebkach. Pewnie dlatego jakieś dwie trzecie powieści czytałam z zainteresowaniem, później już czułam, że książka jest pisana nieco na siłę, aby jakoś doprowadzić historię do końca. To przecież nie ma być tak, że wzdycham, wynajduję sobie powody, aby nie czytać i liczę ile stron zostało mi do końca. Nie wiem, czy to zasługa Neidermana, ale przyczyny nagłej przemiany Oliwii w fanatyczkę religijną w ogóle do mnie nie trafiły, wydawały mi się mocno naciągane. Zawód. Wielki zawód. 

Cieszę się, że tą część przeczytałam na końcu, bo gdybym czytała chronologiczne, to pewnie nie miałabym specjalnej ochoty sięgnąć po „Kwiaty na poddaszu”.  Czuje się, że nazwisko Andrews było komercyjnym sukcesem i tylko dla pieniędzy dokończono tą historię. Średnia książka, a z całej serii, moim zdaniem najsłabsza.



____________________

Virginia C. Andrews, Ogród cieni, przeł. Jerzy Łoziński, Świat Książki, Warszawa 1995, s. 317.

----------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Trójka e-pik", "Z półki - 2013" (8/32). 


Image and video hosting by TinyPic

sobota, 6 października 2012

KTO WIATR SIEJE..., VIRGINIA C. ANDREWS


„Kto wiatr sieje…” jest czwartą częścią sagi Dollangangerów napisaną przez Virginię Andrews. Przyznaję, że mam słabość do tej sagi i mimo trudnych tematów czytało mi się ją doskonale.

Chris i Cathy są już atrakcyjnymi pięćdziesięciolatkami. Z trójką dzieci próbują nadal budować swój świat oparty na misternych kłamstwach i rodzinnych tragediach. Jory i Melody święcą tryumfy na światowych baletowych scenach, Cindy jest urodziwą szesnastolatką wkraczającą w kobiecy świat, a Bart kończy Harvard na wydziale prawniczym z bardzo wysokimi notami. Jeszcze raz upomni się o ich rodzinę Foxworth Hall odbudowany przez Corrine, która przekazała go Bartowi. W dniu dwudziestych piątych urodzin Barta ma zostać odczytany testament Corrine, a sam Bart spodziewa się odziedziczyć cały majątek z Foxworth Hall włącznie. Sam włożył w dokończenie odbudowy dużo pieniędzy i serca pragnąc, aby nie tylko dorównywał on starej rezydencji, ale wręcz ją przyćmiewał. Bart planuje z tej okazji wydać ogromne przyjęcie,  na które ściąga do swej rezydencji nie tylko Cathy i Chrisa, ale również swojego brata z żoną. Przybędzie również jego przybrana siostra Cindy. Bart przeszedł leczenie psychiatryczne i według lekarzy można go nazwać wyleczonym. Czy aby na pewno? Czy pozbył się swych dawnych frustracji i uwolnił się od fascynacji pradziadkiem Malcolmem? Jakie niespodzianki planuje dla swojej rodziny? Czy wydarzy się kolejna tragedia? A może wyczerpano już limit nieszczęść na jedną rodzinę Dollangangerów?

Szczerze mówiąc ta część sagi nie poruszyła mnie aż tak bardzo, jak poprzednie. Znając już Barta spodziewałam się po nim wszystkiego najgorszego i od pierwszych stron nie budził mojej sympatii, za to byłam pełna podejrzeń co do jego intencji.  Cathy i Chris drażnili mnie nieco swoją układnością i przemowami do pozostałych członków rodziny rodem z poradników psychologicznych. Nie mogłam wręcz uwierzyć, że mimo swych poprzednich doświadczeń byli tak bardzo naiwni. Na zewnątrz wydawali się piękni i silni, ale żyły w nich wciąż kruche drezdeńskie laleczki. Cathy nigdy nie wybaczyła swojej matce, że wybrała miłość innego mężczyzny ponad miłość do własnych dzieci, ale sama postępuje bardzo podobnie. Nie ma sił zerwać toksycznego związku z osobą, którą kocha najbardziej na świecie, nawet za cenę szczęścia swoich dzieci,  w szczególności  Barta.  Smutna to historia pokazująca, że mimo największych starań nie można zbudować trwałego, dobrego domu, gdy podwaliny są zmurszale i w każdej chwili mogą runąć. Nawet ogrom pieniędzy nie potrafi uleczyć chorej wewnętrznie rodziny. 
Czułam się zmanipulowana przez autorkę, która niby mimochodem segreguje bohaterów na tych dobrych i złych. Czy rzeczywiście Chris i Cathy są pozytywnymi bohaterami? Czy przebyta tragedia może usprawiedliwiać każdą ich życiową decyzję? Jaki byłby Bart, gdyby od dziecka nie musiał walczyć o uczucia matki z Chrisem, Jorym i Cindy? Dlaczego Cathy nie potrafiła kochać jednakowo, a może po prostu nie chciała? 

Zakończenie słodko-gorzkie, po części spodziewane, bardzo w amerykańskim stylu. Czy jestem nim rozczarowana? Nie. Historia zatoczyła koło, umęczone dusze odnalazły spokój i, miejmy nadzieję, szczęście. Parę łez popłynęło po zamknięciu książki. Trudno było mi się rozstać z bohaterami książki. Tak - wiem, przede mną jeszcze część piąta, ale właściwie powinno się ją czytać jako pierwszą, opowiada bowiem o tym, jak to się wszystko zaczęło. 



Virgina C. Andrews, Kto wiatr sieje.../Seeds of Yesterday, przeł. Marek Ostaszewski, s. 414, Świat Książki, Warszawa 1996.



--------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach "Tygodnia bez nowości".
Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 30 sierpnia 2012

A JEŚLI CIERNIE, VIRGINIA CLEO ANDREWS


„A jeśli ciernie” Andrews wciągnęły mnie bez reszty, podobnie jak poprzednie części sagi Dollangerów. Po cichu cieszę się, że nie muszę czekać na wznowienia kolejnych tomów, bo mam wszystkie części w starym wydaniu. Do cierpliwych osób na pewno nie należę i jeśli jakaś książka mnie ciekawi, to chce ją przeczytać wtedy, kiedy mam na nią ochotę, najczęściej natychmiast bez oczekiwania jak się potoczą losy wydawnicze. Mimo, że książka nie zawiera wielu drastycznych scen, które uwierały mnie w poprzednich częściach, to mogłabym ją określić jako najbardziej mroczną i budzącą niepokój.

Cathy i Chris myślą, ze uciekli przed demonami przeszłości. Żyją razem jako mąż i żona, a ich dziećmi są synowie Cathy – Jory i Bart. Adoptują też złotowłosą Cindy, która do bólu przypomina ich zmarłą małą siostrzyczkę. Naiwnie wierzą, że ich tajemnica nie wyjdzie na jaw, mimo żyjących świadków zdarzeń z przeszłości. Ich życie nie jest pozbawione cieni. O ile uzdolniony tanecznie, uczuciowy, wrażliwy i urodziwy Jory nie przysparza im trosk, to z Bartem mają sporo problemów. Bart nie dość, że niski, podobnie jak jego zmarli wujek i ciocia, nie posiada przyjemnej dla oka aparycji, to jeszcze swoim zachowaniem ujawnia głębokie rysy w psychice. Widać, że w genetycznej ruletce nie powiodło mu się i odziedziczył wszystkie najgorsze cechy swoich przodków. Żyje we własnym świecie dziecięcych marzeń i wyobrażeń, które z czasem stają się coraz bardziej schizofreniczne. Coraz trudniej jest mu oddzielić świat realny od wyimaginowanego, a jego dobra cząstka natury prowadzi zmagania z ta złą i niestety coraz częściej przegrywa. Jego rodzice początkowo bagatelizują, a później tłumaczą i ukrywają jego różnorakie zachowania i występki, pogarszając, niestety, jego sytuację i kondycję psychiczną. Jego zachowania są krzykiem o pomoc, ale zakochana w tańcu matka i zajęty ciągle pacjentami ojczym nie potrafią go usłyszeć. Jedynie Jory widzi, że cos bardzo złego się dzieje, ale nastoletni chłopak, który jest sam jeszcze dzieckiem często wyciąga błędne wnioski i stara się go chronić.
Bartowi wydaje się, że lekiem na wszystko jest kobieta w czerni, która zamieszkuje sąsiedni dom, ona wydaje się go kochać naprawdę i bezwarunkowo, ale czy tak jest naprawdę?

Smutna jest to opowieść o dzieciach na których barkach składa się ogromne oczekiwania  i w których bliscy widzą spełnienie swoich marzeń i wyobrażeń. Historia, która po raz kolejny raz dowodzi, że cie(r)nie  przeszłości zawsze oplączą i zranią nas pierwsze, jeśli nie rozprawimy się z nimi wcześniej. Dom o niestabilnych fundamentach ulega stopniowemu zniszczeniu, rokuje tylko katastrofę. 

Na okładce starego wydania widzę oczy knującego Barta, który chowa się przed światem i obserwuje otaczającą rzeczywistość z rosnącą nienawiścią. 

poniedziałek, 23 lipca 2012

PŁATKI NA WIETRZE, VIRGINIA C. ANDREWS

"Płatki na wietrze" to druga z pięciu części sagi o rodzinie Dallangangerów. Trójka rodzeństwa, która przeżyła koszmar uwięzienia na poddaszu, z ranami duszy i serca jest delikatna, wrażliwa, miotana wiatrem dzieciństwa przez dorosłe życie niczym płatki na wietrze. Są wolni, ale tylko fizycznie, psychicznie wciąż są uwięzieni na poddaszu i nie potrafią tak naprawdę cieszyć się życiem. Pod skrzydłami doktora Paula i kochającej ich Henny dalej marzą i realizują swoje marzenia, ale nie potrafią być tak do końca szczęśliwi. Chris kocha dalej Cathy miłością bynajmniej nie braterską, nie potrafi i nie chce się od niej wyzwolić. Cathy nie potrafi przebaczyć matce i planuje zemstę wykorzystując i raniąc po drodze niemal każdego mężczyznę. Chce być inna niż matka, ale nieświadomie przyjmuje jej sposób postępowania. Corrie marzy o tym, aby urosnąć i być kochana, jak każda dziewczyna, ale świadoma swojego kalectwa nie potrafi uwierzyć, ze ktoś może ją pokochać bez względu na wzrost. Trudno mi cokolwiek więcej napisać, bo nie chce zdradzić za dużo z fabuły książki i odebrać przyjemność czytania.

Właśnie- czy tą książkę można czytać z przyjemnością? Ja ją pochłonęłam, tak bardzo mnie wciągnęły losy rodziny Dallangangerów - naznaczone cierpieniem i okrucieństwem. Czasami po drodze zastanawiałam się dlaczego znajduję przyjemność w czytaniu takich historii i nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie, a może po prostu nie chcę. Faktem jest, że od 1979 roku, kiedy to ukazała się pierwsza część sagi, święci ona tryumfy wśród czytelników, a więc nie czuję się osamotniona w mojej przyjemności. Może też niepotrzebnie rozpatruję to w tej kategorii, bo może to po prostu saga, którą dobrze się czyta.
Rozmawiałam z kilkoma osobami, które czytały tą historię 20-30 lat temu i ciągle ją pamiętają, bo wywołała w nich silne emocje. Jedni określali ją jako świetną, ale wstrząsającą, drudzy jako obrzydliwą. Nikogo nie pozostawiła obojętnym. Może właśnie o to chodzi? Przecież takie rzeczy się działy, dzieją i będą dziać. Niestety. Czy tego chcemy, czy nie. Może powinniśmy pamiętać, że dzieciństwo, jakie zapewniamy naszym dzieciom ma kluczowy wpływ na cale ich życie?
Kochajmy nasze dzieci, nie krzywdźmy ich, bo zrujnujemy im całe życie. Takie motto ja wyczytałam z tej książki.