Z „City” Alessandra Baricco przeniosłam się
wprost nad jego „Ocean morze”. Nie ukrywam, że z głową pełną znaków zapytania,
jakimi też opowieściami tym razem będzie mnie raczył autor. To, że będą
niesamowite nie miałam wątpliwości, obawiałam się jedynie, czy mi się spodobają.
Alessandro Baricco tym razem stara nam się „opowiedzieć morze”. Czy jest w ogóle możliwe
ogarnąć ten szmer fal cichutko przybijających do słonecznej plaży? Czy jest możliwe
opisać okrutne, bezlitosne, potężne masy wody na środku morza? Baricco udało
się dotknąć tematu bardziej niż innym.
Gdzieś na brzegu morza, w małej miejscowości stoi hotel Almayer. Większość
osób na pytanie o ten hotel odpowie ze zdumieniem, że nigdy o nim nie słyszała,
co nie powinno dziwić, bo mieszkają tam osoby, które mają do niego trafić.
Smutne, schorowane, zagubione, cierpiące, poszukujące... Niezwykły to hotel,
gdzie pokoje nie są zamykane na klucz, a obsługę hotelowa tworzą dzieci o niezwykłych
umiejętnościach i mądrości starych ludzi. Nic więc dziwnego, że gośćmi hotelowymi są tylko niezwykli ludzie. Jest malarz Passon, który próbuje namalować
morze, profesor Bartleboom piszący książkę, a właściwie encyklopedię o cechach nieskończoności,
Ann Deveria wysłana przez męża, aby morze uleczyło ją z romansu, eteryczna
Elisewin cierpiąca na tajemniczą chorobę i towarzyszący jej ojciec Pluche...
Te, wydawałoby się, przypadkowe spotkania gości
i dzieci na plaży, w jadalni, w pokojach są w istocie zaistnieniem w
odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Nic nie pozostanie bez znaczenia i
nic już nie będzie takie samo.
„Ocean morze” to książka, która łagodnie szumi
w tle, aby po chwili wzburzyć się i spienić, pełna niestworzonych historii oprószonych
magią. Pełna „czegoś” czego nie potrafię uchwycić słowami i nawet nie chcę. Udało
się Baricco sprawić, aby czytając ją czuć łagodne promienie słońca pieszczące
skórę i zlizywać sól z ust, widzieć w oddali tajemnicze, nieodgadniony ocean
morze łagodny, leczący, przynoszący ukojenie, tajemniczy, okrutny, potężny,
dający i odbierający, przynoszący nadzieję i roztrzaskujący ją o przybrzeżne skały.
Niezwykła książka, o niezwykłej formie i treści, która sprawiła na mnie ogromne
wrażenie, zostawiając mnie z uśmiechem na twarzy i plątaniną myśli i niepewności
na temat, co takiego właściwie przeczytałam.
To "moje" morze, zdjęcia z tego miesiąca, ulubione miejsce moich spacerów z Antosiem:
To "moje" morze, zdjęcia z tego miesiąca, ulubione miejsce moich spacerów z Antosiem:
_____________
Alessandro Baricco, Ocean morze, przeł. Halina Kralowa, Czytelnik, Warszawa 2001, s. 241.
Pierwsze zdanie: Piasek, jak okiem sięgnąć, między ostatnimi pagórkami a morzem - m o r z e m - w zimnym powietrzu popołudnia.
Ostatnie zdanie: Dlatego nie widział, jak hotel Almayer oderwał się lekko od ziemi i rozpadł na tysiąc kawałków, które przypominały żagle i wznosiły się w powietrzu, opadały i wznosiły, f r u w a ł y, unosząc daleko ze sobą wszystko, nawet tę ziemię i to morze, i słowa, i historie, wszystko, nie wiadomo gdzie, nikt tego nie wie, może któregoś dnia ktoś będzie tak zmęczony, że to odkryje.
------------------------





