Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 września 2012

MARZENIA JOY, LISA SEE


Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po „Marzenia Joy” Lisy See. Wcześniej przeczytałam „Dziewczęta z Szanghaju”, które bardzo mi się podobały, o czym pisałam tutaj. Byłam więc bardzo ciekawa dalszych losów Pearl, May i Joy.

Lisa See przenosi nas do lat pięćdziesiątych XX wieku. Joy, dziewczyna o bardzo czerwonym sercu, ucieka do Chin, pragnie znaleźć swojego ojca. Marzy również o wcieleniu w życie wszystkich ideałów Chińskiej Republiki Ludowej, o których dowiedziała się w USA, a które gorąco popierała. W jej głowie tworzy się wizja kraju idealnego, pełnego szczęścia, harmonii, gdzie wszyscy są równi i pracują wspólnie ku chwale Chin i Mao. Niekoniecznie w tej kolejności. Jej tropem podąża Pearl, która pragnie uchronić córkę przed niebezpieczeństwem i wywieźć ją z powrotem do Stanów. Chińska rzeczywistość okazuje się zupełnie inna, nawet od najgorszych przeczuć. Okazuje się, że do kraju można wjechać, ale wyjazd jest prawie niemożliwy.
Pearl dociera do Szanghaju, zamieszkuje w swoim byłym domu, oczywiście na zupełnie innych prawach. W domu rządzi były kucharz, który należy teraz do komitetu osiedlowego i wspiera czerwonych, a pozostałe pokoje zajmują ci sami lokatorzy, którym ojciec Pearl wynajął pokoje jeszcze przed ich ucieczką z Szanghaju.  Joy pławi się w socjalistycznej iluzji, nie myśli nawet o powrocie do Stanów, szczególnie, ze zapalała uczuciem do Tao z Zielonego Smoka…

Przyznaję, że książki traktujące o  Chiny czasów Mao Tse-tunga zawsze omijałam. Wystarczyło mi to, co wiedziałam z historii o kampanii przeciwko prawicowcom i „Wielkim Skoku”.  Pamiętałam o dziesiątkach milionach osób, które straciły życie wskutek polityki Mao. Lisa See posiada jednak wyjątkowy dar opowiadania o sprawach trudnych w taki sposób, że nie sposób oderwać się od książki. Barwnie odmalowuje na stronach powieści Szanghaj tamtego okresu  oraz prowincję. To właśnie bardzo sugestywnie ukazana chińska wieś tamtej epoki oraz jej mieszkańcy skradła moje serce. Przerażała mnie bezkrytyczna wiara i ufność wieśniaków w słowa Mao, zatrważała mnie polityka, która czyniła z ich prostych mózgów jedną wielką, czerwoną papkę. „Marzenia Joy” to historia upadku i totalnej klęski chińskiej wsi, ukazująca degradację człowieczeństwa w obliczu ogromnego głodu, kiedy ludzie przestawali być ludźmi, a stawali się zwierzętami, które marzą tylko o tym, aby zaspokoić swoje instynkty.  Chłopiec wpatruje się w ryż. Potem zaczyna odliczać po jednym ziarenku – jedno dla Z.G., jedno dla mnie, jedno dla siebie – układając je na stole w trzy małe kopczyki. Więc tak jadali. Życie i śmierć oddziela cienka kreska - w tych czasach usypana z ziaren ryżu.
Jak bardzo trzeba być głodnym, aby jeść ziemię wymieszaną z sianem? Jak bardzo trzeba być głodnym, aby jeść swoje dzieci, czy ćwiartować na posiłek ciała zmarłych?

Wątek obyczajowy jest bardzo interesujący, ale losy matki i córki – nie mniej ciekawe. Nie raz i nie dwa miałam ochoty ściągnąć klapki z oczu Joy i mocno nią potrzasnąć, aby się opamiętała.  Podziwiałam również Pearl za jej determinację, matczyną miłość i za to, ze była gotowa poświecić wszystko, aby tylko być bliżej córki i ją ocalić.

Piękna to, bardzo wzruszająca historia.

„Marzenia Joy” są dużo lepsze od „Dziewcząt z Szanghaju”, ale po książkę polecam sięgnąć po zaznajomieniu się z tomem pierwszym. Wtedy można zrozumieć i ogarnąć wszystkie siostrzano-rodzinne zawiłości. Inaczej lektura „Marzeń Joy” wydaje mi się niepełna.





Lisa See, Marzenia Joy/Dreams of Joy, przeł. Maciejka Mazan, s.399, Świat Książki, Warszawa 2012.

Zdania napisane kursywą są cytatami z książki


-------------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Literatura w Azji, Azja w literaturze".
-------------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle".

Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 16 sierpnia 2012

DZIEWCZĘTA Z SZANGHAJU, LISA SEE


„Dziewczęta z Szanghaju”  Lisy See opowiadają o dwudziestu latach życia dwóch sióstr: Pearl i May. Ich życie jest pretekstem do pokazania Szanghaju tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, a później losów emigrantów chińskich „na Złotej Górze” – czyli w Stanach Zjednoczonych.

Siostry poznajemy w 1937 roku. Szanghaj nazywany jest Paryżem Azji, miastem różnych kultur, bardziej zachodnim, niż chińskim. Takie są też Pearl i May, modelki pozujące do kalendarzy, nazywane pięknymi dziewczętami. Wywodzą się z wyższej klasy społecznej, opływają w luksusy, noszą zachodnie ubrania i prowadzą życie niczym prawdziwe paryżanki. Ich beztroska dola kończy się, kiedy ich ojciec przegrywa fortunę i aby zdobyć pieniądze na pokrycie długów aranżuje im małżeństwa z rodakami mieszkającymi w Ameryce. Nowe związki mają być gwarancją na nowe, lepsze, dostatnie życie. Początkowo pragnęły uciec i nie wypełnić woli ojca, są przecież młodymi kobietami, które podążają zgodnie z duchem czasów, nie kultywują chińskich tradycji, nie wierzą w przesady i zabobony, a tym bardziej w aranżowane związki. Niestety Japonia uderza na Chiny i dołączenie do małżonków wydaje być się jedyną szansą i nadzieją na lepsze życie…

Powieść Lisy See opowiada o relacjach, przede wszystkim tych siostrzanych. Pearl i May pomimo wszystko nigdy się nie rozstają, kochają się i nie lubią, kłócą się  i godzą, są egoistyczne i altruistyczne, zazdrosne i wspaniałomyślne. Każda z nich jest przekonana o swojej racji i krzywdzie, zazdrości „lepszego” losu tej drugiej…  Lektura ta pokazała mi jak powstają fundamenty chińskiej rodziny, zrozumiałam, że syn gwarantuje nie tylko przedłużenie rodu i nazwiska, ale także pamięci o przodkach, którzy będą dalej czczeni i niezapomniani.

„Dziewczęta z Szanghaju” pokazują, że proces asymilacji w nowym kraju jest bolesny i długotrwały, zamiast lepszego życia spada się na sam dół drabiny społecznej, gdzie trzeba zaczynać od zera, walcząc o każdy dzień i mając świadomość bycia obywatelem trzeciej kategorii. W oczach rodzimych mieszkańców amerykańskiej ziemi kolor skóry i język ojczysty determinuje ich, uchodzą za obcych, a nawet wrogów. Najpierw utożsamiani są ze znienawidzonymi Japończykami, a później ze znienawidzonymi komunistami i nie ma znaczenia, jak długo tam mieszkają, czy się tam urodzili, co zrobili dla samych Amerykanów. Wtedy też, tak daleko od kraju, zaczyna się doceniać swoje korzenie i tradycje, albowiem nigdy nie pozwolono im poczuć, że są u siebie.

Nieśpieszna to lektura, bez gwałtownych zwrotów akcji, opowiedziana z punktu widzenia Pearl, której przyszło walczyć o siebie i swoich bliskich w tak trudnych czasach i warunkach.  Zakończenie jest otwarte i pewnie wzbudziłoby we mnie mieszane uczucia i spory niedosyt gdyby nie to, że kolejna część tej opowieści „Marzenia Joy” – czeka na półce. Książkę czyta się dobrze, więc z chęcią dowiem się, jak potoczyły się losy sióstr.