Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po „Marzenia Joy” Lisy See. Wcześniej przeczytałam „Dziewczęta z Szanghaju”, które bardzo mi się podobały, o czym pisałam tutaj. Byłam więc bardzo ciekawa dalszych losów Pearl, May i Joy.
Lisa See przenosi nas do lat pięćdziesiątych XX wieku. Joy, dziewczyna o bardzo czerwonym sercu, ucieka do Chin, pragnie znaleźć swojego ojca. Marzy również o wcieleniu w życie wszystkich ideałów Chińskiej Republiki Ludowej, o których dowiedziała się w USA, a które gorąco popierała. W jej głowie tworzy się wizja kraju idealnego, pełnego szczęścia, harmonii, gdzie wszyscy są równi i pracują wspólnie ku chwale Chin i Mao. Niekoniecznie w tej kolejności. Jej tropem podąża Pearl, która pragnie uchronić córkę przed niebezpieczeństwem i wywieźć ją z powrotem do Stanów. Chińska rzeczywistość okazuje się zupełnie inna, nawet od najgorszych przeczuć. Okazuje się, że do kraju można wjechać, ale wyjazd jest prawie niemożliwy.
Pearl dociera do Szanghaju, zamieszkuje w swoim byłym domu, oczywiście na zupełnie innych prawach. W domu rządzi były kucharz, który należy teraz do komitetu osiedlowego i wspiera czerwonych, a pozostałe pokoje zajmują ci sami lokatorzy, którym ojciec Pearl wynajął pokoje jeszcze przed ich ucieczką z Szanghaju. Joy pławi się w socjalistycznej iluzji, nie myśli nawet o powrocie do Stanów, szczególnie, ze zapalała uczuciem do Tao z Zielonego Smoka…
Przyznaję, że książki traktujące o Chiny czasów Mao Tse-tunga zawsze omijałam. Wystarczyło mi to, co wiedziałam z historii o kampanii przeciwko prawicowcom i „Wielkim Skoku”. Pamiętałam o dziesiątkach milionach osób, które straciły życie wskutek polityki Mao. Lisa See posiada jednak wyjątkowy dar opowiadania o sprawach trudnych w taki sposób, że nie sposób oderwać się od książki. Barwnie odmalowuje na stronach powieści Szanghaj tamtego okresu oraz prowincję. To właśnie bardzo sugestywnie ukazana chińska wieś tamtej epoki oraz jej mieszkańcy skradła moje serce. Przerażała mnie bezkrytyczna wiara i ufność wieśniaków w słowa Mao, zatrważała mnie polityka, która czyniła z ich prostych mózgów jedną wielką, czerwoną papkę. „Marzenia Joy” to historia upadku i totalnej klęski chińskiej wsi, ukazująca degradację człowieczeństwa w obliczu ogromnego głodu, kiedy ludzie przestawali być ludźmi, a stawali się zwierzętami, które marzą tylko o tym, aby zaspokoić swoje instynkty. Chłopiec wpatruje się w ryż. Potem zaczyna odliczać po jednym ziarenku – jedno dla Z.G., jedno dla mnie, jedno dla siebie – układając je na stole w trzy małe kopczyki. Więc tak jadali. Życie i śmierć oddziela cienka kreska - w tych czasach usypana z ziaren ryżu.
Jak bardzo trzeba być głodnym, aby jeść ziemię wymieszaną z sianem? Jak bardzo trzeba być głodnym, aby jeść swoje dzieci, czy ćwiartować na posiłek ciała zmarłych?
Wątek obyczajowy jest bardzo interesujący, ale losy matki i córki – nie mniej ciekawe. Nie raz i nie dwa miałam ochoty ściągnąć klapki z oczu Joy i mocno nią potrzasnąć, aby się opamiętała. Podziwiałam również Pearl za jej determinację, matczyną miłość i za to, ze była gotowa poświecić wszystko, aby tylko być bliżej córki i ją ocalić.
Piękna to, bardzo wzruszająca historia.
„Marzenia Joy” są dużo lepsze od „Dziewcząt z Szanghaju”, ale po książkę polecam sięgnąć po zaznajomieniu się z tomem pierwszym. Wtedy można zrozumieć i ogarnąć wszystkie siostrzano-rodzinne zawiłości. Inaczej lektura „Marzeń Joy” wydaje mi się niepełna.
Lisa See, Marzenia Joy/Dreams of Joy, przeł. Maciejka Mazan, s.399, Świat Książki, Warszawa 2012.
Zdania napisane kursywą są cytatami z książki
-------------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Literatura w Azji, Azja w literaturze".
-------------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle".

Świetnie - chętnie zapoznam się bliżej z tą książką. Poruszają mnie tego typu historie, które pozwalają mi docenić to, co mam. Poza tym ostatnio jestem blisko z powieściami azjatyckimi i Pani See jest na liście do przeczytania. Oczywiście za Twoją radą, najpierw sięgnę po pierwszą część :)
OdpowiedzUsuńMysle, ze nie bedziesz zawiedziona ani historia ani piorem Lisy See :)
UsuńCzytałam niedawno "Dziewczęta" i pomimo że to nie do końca moja bajka to zrobiły na mnie wrażenie. Chętnie sięgnę i po tę książkę.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa jakie wrazenie zrobia na Tobie "Marzenia Joy". Moja ipinie juz znasz:)
UsuńPozdrawiam cieplo:)
już od jakiegoś czasu mam ochotę na tą książkę, ale nigdzie nie mogę jej znaleźć...to znaczy w żadnej bibliotece jej nie dopadłam...
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze Twoje poszukiwania wkrotce zakoncza sie sukcesem, czego z calego serca zycze, bo to swietna lektura:)
UsuńTrudno by mi było powiedzieć, która część podobała mi się bardziej... W pierwszej chyba bardziej pociągały mnie relecje między siostrami, wątki osobiste, tu bardzo wciągnęłam się w ówczesną sytuację Chin, aż trudno uwierzyć, że to nie fikcja...
OdpowiedzUsuńPierwsza czesc mnie oczarowala i stwierdzilam, ze jest bardzo dobra, a druga uznalam za swietna.
UsuńZgadzam sie, Chiny za czasow Mao opisane sa gienialnie.