Kiedy zasypiamy co noc wtuleni w poduszkę i odpływamy do krainy snów, świat nie zasypia razem z nami. Za oknem ulice tętnią życiem, niektórzy dopiero się budzą, inni nie potrafią lub nie mogą spać z różnych powodów. Dla jednych noc jest snem, a dla innych bezsennością. W „Po zmierzchu” narracja swymi opisami miejsc i osób przypomina miejscami scenariusz, a każdy rozdział to jakby jedna scena z filmu, czasami kadr zostaje zatrzymamy i przybliża nam niektóre sceny i postaci. Akcja toczy się w ciągu jednej nocy, ponumerowane rozdziały oznaczone są także zegarem, który pokazuje nam aktualną godzinę.
Noc Murakamiego zaczyna się o 23.55. W całodobowej restauracji spotykają się Mari Asai oraz Takahashi, których drogi już kiedyś na chwilę się przecięły, jednakże podczas tej niezwykłej, tokijskiej nocy, los celowo skrzyżował ich życia raz jeszcze. Znajomi sporo rozmawiają, a z ich konwersacji wyłania się sylwetka siostry Mari - Eri, a pośrednio samej Mari. Dwie siostry wychowane przez jednych rodziców, a tak bardzo różne. Eri rodzice wyznaczyli rolę tej pięknej, a Mari tej mądrej. Żyjące pod jednym dachem, a wydaje się, że w zupełnie dwóch światach, z biegiem lat coraz dalsze, coraz mniej wiedzą o sobie. Obydwie samotne i skrycie pragnące odnaleźć drogę do siebie nawzajem, bo mimo, że są tak różne, to się dopełniają. Mari i Eri, różnica jednej sylaby.
Ile wiemy o ludziach, z którymi spotykamy się na co dzień? Co kryje się za ich cielesną powłoką? Czy potrafimy powiedzieć, co skrawają w zakamarkach duszy? Czasami noc odkrywa więcej, niekiedy trzeba przejrzeć się w oczach innej osoby, porozmawiać z kimś przypadkowo spotkanym, aby dowiedzieć się czegoś o sobie, czegoś, czego sobie nie uświadamiany podczas dnia. Pamięć to coś naprawdę dziwnego. Szufladki ma wypchane kompletnie nieprzydatnymi, bezsensownymi rzeczami. A człowiek zapomina jedną po drugiej te ważne, naprawdę potrzebne. O 6.52 noc się wreszcie rozjaśniła. Jest jeszcze czas do nadejścia kolejnej ciemnosci.
Murakami jak zwykle tworzy gęstą, napiętą atmosferę, przeplataną muzyką klasyczną i jazzem. Prezentuje nam galerie intrygujących postaci takich jak Świerszczyk, Shirakawa czy Kaoru. Jak to zwykle u niego bywa, niektóre wątki tylko sygnalizuje, inne nieco rozwija, aby potem porzucić, a pewne sprawy przemilczeć, zostawiając resztę naszym domysłom. Te tajemnice, symbole, niedopowiedzenia, powierzchowne potraktowanie niektórych epizodów, dodaje sporo magii do aury tej krótkiej powieści. Przemilczenia, po przeczytaniu kilku książek Murakamiego, przestały mnie już prawie denerwować, są jakąś stałą, której oczekuję podczas lektury.
Czy podobało mi się? Tak. To zdecydowanie jedne z bardziej udanych moich spotkań z Murakamim, chociaż ciągle nie wiem, za jakim króliczkiem gonię czytając książki Murakamiego i czy istnieje w ogóle jakiś króliczek.
Haruki Murakami, Po zmierzchu/After Dark, przeł. Anna Zielińska-Elliott, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2007, s.199.
Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
-------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle", "Literatura w Azji, Azja w literaturze".



