Wyobrażałam sobie, że w „Nikt nie widział,
nikt nie słyszał...” Małgorzaty Wardy odnajdę wszystkie obawy i lęki o własne
dziecko, które często mnie dręczą. Kiedy mój Syn rok, dwa lata był taki ufny,
otwarty i tak chętnie nawiązywał kontakty z obcymi, to z jednej strony patrzyłam
na to z uśmiechem, a z drugiej lękiem. Jak bowiem nauczyć małe dziecko, że nie
wszyscy dorośli są takimi, jakimi się wydają? Jak to zrobić, aby nie stał się jednocześnie
zastraszonym, zalęknionym dzieckiem, ale miał pewną nieufność w stosunku do
obcych? Jak to wypośrodkować? Czasami pewnie zachowywałam się jak neurotyczna
matka, która słysząc pytanie obcych ludzi ”Pójdziesz ze mną do domu?” aż trzęsłam
się ze złości, a takie spotkanie kończyło się niezbyt przyjemnym wywodem
skierowanym do osoby, która owe pytanie zadała. Teraz mój już czterolatek
rozumie, że od obcych bez pozwolenia rodziców nie bierze się cukierka, nie można
się oddalać, nie idzie się z kimś do samochodu czy domu (pomijając, że zawsze
jest z jednym z rodziców) itp. itd. Niedawno nasza dalsza, starsza sąsiadka wdała
się w konwersację z moim Synkiem, po czym zadała znienawidzone przeze mnie
pytanie, otrzymała na nie odpowiedź, że teraz to on idzie z tatusiem do mamy, a
jeśli chce, aby ją odwiedził, to musi zapytać mamę o pozwolenie. Byłam dumna. Wiem, że tymi
wpojonymi zasadami nie uchronię go przed złem tego świata, ale mam przynajmniej
poczucie, że robię co w mojej mocy, dmucham na zimne, mam oczy szeroko otwarte.
Oswoiłam już nieco mój lęk przed tym, że coś może się stać Synkowi, ale jestem
czujna. Chociaż po lekturze mam uczucie, że to wszystko na nic.
Wierzę, że książka została napisana dla tych, którzy
w pełni nie zdają sobie sprawy, że niebezpieczeństwo uprowadzenia dziecka
istnieje zawsze i wszędzie, bez względu gdzie jesteśmy i jak bardzo uważamy. Bo
„Nikt nie widział, nikt nie słyszał...” jest książką o porwaniach dzieci. Małgorzata
Warda została zainspirowana historią Nataschy Kampush i całego tego medialnego
cyrku, który tą sprawę otaczał. Według mnie pomoc mediów była tylko pozorna, roztrząsanie
życia Nataschy we wszystkich stacjach telewizyjnych i gazetach, z pewnością nie
mogło przysłużyć się ani ofierze, ani jej rodzinie. Porwanie dziecka zmienia bowiem
wszystko, nie tylko w dziecku, ale w rodzinie i najbliższym otoczeniu. To
ogromny, niszczący proces, który kładzie się cieniem na życiu wielu osób. Dla Małgorzaty
Wardy temat kidnapingu jest na tyle ważny, że poświeciła mu swoją uwagę aż w
czterech swoich książkach.
W „Nikt nie widział, nikt nie słyszał...”
Warda pisze o trzech dziewczynkach: siedmioletniej Sarze, młodszej siostrze
Leny, Monice Litwin, która została odnaleziona po dziesięciu latach oraz Agnes
Koteckiej, która ma tak poplątaną matkę i życie, iż zaczyna podejrzewać, że w przeszłości
stało się coś strasznego. Wszystkie wątki przeplatają się, również czasowo, a
my od początku snujemy swoją wersję zdarzeń. Przyznaję, że na początku wszystko
wydało mi się tak oczywiste, że aż czułam się rozczarowana, ale nie miałam
racji. Zakończenie jest szokujące i zupełnie inne, niż się spodziewałam.
To jedna z tych historii, o której wiemy, że
bez względu na to jak się skończy, to nie będzie to szczęśliwe zakończenie. Takie historie nie
mają na to szans, także z powodu traumy i zmian psychicznych, które pogłębia upływający
czas. Jak wrócić do normalności po dziesięciu latach więzienia, jak na nowo odnaleźć
się w rodzinie, której praktycznie się nie pamięta, a której członkowie po tylu
latach separacji wydają się (są) obcymi ludźmi?
Zgrabnie napisana powieść, w której umiejętnie
połączono przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Trudno mi napisać, że podobała
mi się, bo nie w takich kategoriach oceniam takie książki. Skłania do myślenia,
wstrząsa naszym, wydaje się, bezpiecznym światem na pewno.
____________
Małgorzata Warda, Nikt nie widział, nikt nie słyszał..., Świat Książki, Warszawa 2010, s. 397.
------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Z literą w tle, Z półki - 2013.

Mam Panią Wardę na uwadze i mam nadzieję, że przeczytam jej książki.
OdpowiedzUsuńJa do tej pory przeczytalam dwie, jedna byla slaba, powyzsza dobra. moz ekiedys powroce do tworczosci tej Autorki, na razie nie czuje parcia.
Usuńwłaśnie przeczytałam tę książkę i rzeczywiście skłania do refleksji, na pewno jeszcze sięgnę po inne powieści tej autorki :)
OdpowiedzUsuńA ja chetnie o nich u Ciebie przeczytam :)
UsuńBard chce przeczytac, tym bardziej, ze czytam juz druga pozytywna recke.
OdpowiedzUsuńCiekawa ksiazka, powinna Ci sie podobac.
UsuńKoniecznie muszę przeczytać! Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze lektura okaze sie interesujaca.
UsuńStrasznie jestem ciekawa tej książki ;-)
OdpowiedzUsuńA u mnie prawie 3 lata przelezala na polce;)
UsuńInteresujaca ksiazka, ale jak juz wspominalam - na razie nie planuje kolejnej ksiazki pani Wardy, moze w przyszlosci...
Kupiłam tę książkę dawno, dawno temu. Widzę, że najwyższy czas ją odkopać spod stosu innych powieści, odkurzyć i przeczytać. Na pewno się nie zawiodę.
OdpowiedzUsuńNatomiast, co do pytań skierowanych do Twojego synka, to nie miałam pojęcia, że ludzie tak często pytają o takie głupoty. Co to w ogóle ma być "Pójdziesz ze mną do domu?". Gdybym miała dziecko też na pewno zalewałaby mnie krew z powodu takiego pytania.
Nie mam pojecia o co chodzi z tmy pytaniem, bo zdarzalo mi sie je slyszec i w Polsce i tu gdzie mieszkam. Tak jakby ludzie nie mysleli, o co faktycznie pytaja.
UsuńA mnie trochę ta książka rozczarowała. Szczególnie zakończenie. No ale w życiu nic nie jest proste.
OdpowiedzUsuńZakonczenie zdecydowanie nie jest takie, jakbysmy sobie zyczyli. Tez mi bylo przykro, ale ogolnie ksiazka podobala mi sie.
Usuń