środa, 28 sierpnia 2013

NIKT NIE WIDZIAŁ, NIKT NIE SŁYSZAŁ..., Małgorzata Warda


Wyobrażałam sobie, że w „Nikt nie widział, nikt nie słyszał...” Małgorzaty Wardy odnajdę wszystkie obawy i lęki o własne dziecko, które często mnie dręczą. Kiedy mój Syn rok, dwa lata był taki ufny, otwarty i tak chętnie nawiązywał kontakty z obcymi, to z jednej strony patrzyłam na to z uśmiechem, a z drugiej lękiem. Jak bowiem nauczyć małe dziecko, że nie wszyscy dorośli są takimi, jakimi się wydają? Jak to zrobić, aby nie stał się jednocześnie zastraszonym, zalęknionym dzieckiem, ale miał pewną nieufność w stosunku do obcych? Jak to wypośrodkować? Czasami pewnie zachowywałam się jak neurotyczna matka, która słysząc pytanie obcych ludzi ”Pójdziesz ze mną do domu?” aż trzęsłam się ze złości, a takie spotkanie kończyło się niezbyt przyjemnym wywodem skierowanym do osoby, która owe pytanie zadała. Teraz mój już czterolatek rozumie, że od obcych bez pozwolenia rodziców nie bierze się cukierka, nie można się oddalać, nie idzie się z kimś do samochodu czy domu (pomijając, że zawsze jest z jednym z rodziców) itp. itd. Niedawno nasza dalsza, starsza sąsiadka wdała się w konwersację z moim Synkiem, po czym zadała znienawidzone przeze mnie pytanie, otrzymała na nie odpowiedź, że teraz to on idzie z tatusiem do mamy, a jeśli chce, aby ją odwiedził, to musi zapytać mamę o pozwolenie. Byłam dumna. Wiem, że tymi wpojonymi zasadami nie uchronię go przed złem tego świata, ale mam przynajmniej poczucie, że robię co w mojej mocy, dmucham na zimne, mam oczy szeroko otwarte. Oswoiłam już nieco mój lęk przed tym, że coś może się stać Synkowi, ale jestem czujna. Chociaż po lekturze mam uczucie, że to wszystko na nic.

Wierzę, że książka została napisana dla tych, którzy w pełni nie zdają sobie sprawy, że niebezpieczeństwo uprowadzenia dziecka istnieje zawsze i wszędzie, bez względu gdzie jesteśmy i jak bardzo uważamy. Bo „Nikt nie widział, nikt nie słyszał...” jest książką o porwaniach dzieci. Małgorzata Warda została zainspirowana historią Nataschy Kampush i całego tego medialnego cyrku, który tą sprawę otaczał. Według mnie pomoc mediów była tylko pozorna, roztrząsanie życia Nataschy we wszystkich stacjach telewizyjnych i gazetach, z pewnością nie mogło przysłużyć się ani ofierze, ani jej rodzinie. Porwanie dziecka zmienia bowiem wszystko, nie tylko w dziecku, ale w rodzinie i najbliższym otoczeniu. To ogromny, niszczący proces, który kładzie się cieniem na życiu wielu osób. Dla Małgorzaty Wardy temat kidnapingu jest na tyle ważny, że poświeciła mu swoją uwagę aż w czterech swoich książkach.

W „Nikt nie widział, nikt nie słyszał...” Warda pisze o trzech dziewczynkach: siedmioletniej Sarze, młodszej siostrze Leny, Monice Litwin, która została odnaleziona po dziesięciu latach oraz Agnes Koteckiej, która ma tak poplątaną matkę i życie, iż zaczyna podejrzewać, że w przeszłości stało się coś strasznego. Wszystkie wątki przeplatają się, również czasowo, a my od początku snujemy swoją wersję zdarzeń. Przyznaję, że na początku wszystko wydało mi się tak oczywiste, że aż czułam się rozczarowana, ale nie miałam racji. Zakończenie jest szokujące i zupełnie inne, niż się spodziewałam.
To jedna z tych historii, o której wiemy, że bez względu na to jak się skończy, to nie będzie to  szczęśliwe zakończenie. Takie historie nie mają na to szans, także z powodu traumy i zmian psychicznych, które pogłębia upływający czas. Jak wrócić do normalności po dziesięciu latach więzienia, jak na nowo odnaleźć się w rodzinie, której praktycznie się nie pamięta, a której członkowie po tylu latach separacji wydają się (są) obcymi ludźmi?

Zgrabnie napisana powieść, w której umiejętnie połączono przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Trudno mi napisać, że podobała mi się, bo nie w takich kategoriach oceniam takie książki. Skłania do myślenia, wstrząsa naszym, wydaje się, bezpiecznym światem na pewno.



____________
Małgorzata Warda, Nikt nie widział, nikt nie słyszał..., Świat Książki, Warszawa 2010, s. 397.


------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Z literą w tle, Z półki - 2013.


Image and video hosting by TinyPic

14 komentarzy:

  1. Mam Panią Wardę na uwadze i mam nadzieję, że przeczytam jej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do tej pory przeczytalam dwie, jedna byla slaba, powyzsza dobra. moz ekiedys powroce do tworczosci tej Autorki, na razie nie czuje parcia.

      Usuń
  2. właśnie przeczytałam tę książkę i rzeczywiście skłania do refleksji, na pewno jeszcze sięgnę po inne powieści tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bard chce przeczytac, tym bardziej, ze czytam juz druga pozytywna recke.

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze lektura okaze sie interesujaca.

      Usuń
  5. Strasznie jestem ciekawa tej książki ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie prawie 3 lata przelezala na polce;)
      Interesujaca ksiazka, ale jak juz wspominalam - na razie nie planuje kolejnej ksiazki pani Wardy, moze w przyszlosci...

      Usuń
  6. Kupiłam tę książkę dawno, dawno temu. Widzę, że najwyższy czas ją odkopać spod stosu innych powieści, odkurzyć i przeczytać. Na pewno się nie zawiodę.

    Natomiast, co do pytań skierowanych do Twojego synka, to nie miałam pojęcia, że ludzie tak często pytają o takie głupoty. Co to w ogóle ma być "Pójdziesz ze mną do domu?". Gdybym miała dziecko też na pewno zalewałaby mnie krew z powodu takiego pytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojecia o co chodzi z tmy pytaniem, bo zdarzalo mi sie je slyszec i w Polsce i tu gdzie mieszkam. Tak jakby ludzie nie mysleli, o co faktycznie pytaja.

      Usuń
  7. A mnie trochę ta książka rozczarowała. Szczególnie zakończenie. No ale w życiu nic nie jest proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakonczenie zdecydowanie nie jest takie, jakbysmy sobie zyczyli. Tez mi bylo przykro, ale ogolnie ksiazka podobala mi sie.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)