Ochota na przeczytanie „Domu ze ślepą werandą”
Herbjørg Wasmo naszła mnie niespodziewanie. Tak sobie kiedyś myślałam o książkach, które zrobiły na mnie duże wrażenie i wśród nich jest „Księga Diny” tejże autorki. Zatęskniłam za tym specyficznym prowadzeniem opowieści i zaglądaniem do mrocznych dusz ludzkich. „Pokolenia” jeszcze nie mam, aczkolwiek do mnie leci i pewnie kiedyś doleci, zamówiłam sobie tą książkę u męża z okazji naszej niedawnej rocznicy ślubu. Czytanie „Domu ze ślepą werandą” ma jeden minus – wiem, że to pierwsza część trylogii, dwóch pozostałych tomów nie przetłumaczono na polski, na angielski również nie, a po norwesku już się raczej czytać nie nauczę. Mam jednak nadzieję, że kiedyś doczekam się tłumaczenia na jakiś znany mi język. W końcu jeśli wydano „Pokolenie”, to może i „Dom ze ślepą werandą” też się doczeka. Po przeczytaniu tej książki wiem już, że powinien, bo to doskonała proza. Kilkanaście stron zajęło mi wgryzanie się w powieść, a potem nie mogłam już oczu od niej oderwać, bo bałam się, że coś mi umknie, że coś przeoczę. Skończyłam czytać, gdy prawie świtało, bardzo nierozsądnie mając dwójkę dzieci.
Herbjørg Wassmo potrafi słowem opisać każdy odcień mroku życia, szarość codziennego dnia, ciemność zaułków ludzkiej duszy. Jasnych momentów w tej książce jest niewiele, próbują się przebić, ale zostają stłamszone przez ciemność i „groźność”.
Gdzieś na Lofotach, w małej rybackiej wiosce, mieszka w wieloizbowcu rudowłosa Tora. W trudnych powojennych latach pięćdziesiątych, gdzie nikt nie ma pieniędzy, a wielu także pracy, ubrania przerabia się wielokrotnie, wychodek jest punktem spotkań mieszkańców i miejscem odosobnienia, jest chłodno i głodno -jej dzieciństwo nie jest wesołe. Matka pracuje ciężko oprawiając ryby, a ojczym Henryk... Najlepiej żeby nie istniał. Jej życie jest napiętnowane, urodziła się bowiem ze związku jej matki z okupantem. Z Niemcem. W Norwegii jeszcze nie zapomniano, pamięć o tragicznych latach pod niemiecką okupacją jest wciąż żywa i krwawi, zieje nienawiścią. Co ważne, nie urodziła się z przemocy, a z miłości i to Norwedzy zabili jej niemieckiego ojca.
Powieść nie miałaby może aż tak tragicznej wymowy, gdybyśmy nie patrzyli na wszystkie wydarzenia oczami Tory. To ona nam obnaża swoje lęki, przerażenie, niemoc, nienawiść. To ona słowami skrzywdzonej dziewczynki opowiada nam o tym, jak to jest być dzieckiem molestowanym seksualnie, które nie może uwolnić się od swojego oprawcy. Dla Tory bowiem nie jej pochodzenie jest przekleństwem, ale owa groźność. Opowiada o tęsknocie za matką, która chociaż jest blisko, to jednak jest daleka, bo sama nie może się uporać ze swoimi demonami. A Tora nie ma nikogo, tylko ją. A przecież „Dzieciaki zawsze były sprawą kobiet”.
Tora nie prosi o pomoc, nie skarży się nikomu, sama niesie swój krzyż, bo nie przyszłoby jej do głowy, że może być inaczej i że mozna coś zmienić. Strach to jej drugie imię, a beznadzieja trzecie. I ten strach oraz beznadzieja udzielają się czytelnikowi.
Mroczna i bardzo smutna to opowieść, aż chciałoby się mieć możliwość doczytania jak potoczą się losy Tory i innych mieszkańców wieloizbowca. Czy można jednak mieć odrobinę nadziei? Myślę, że nie. Może kiedyś się przekonam, czy miałam rację.
Jeśli ktoś, kiedyś będzie miał możliwość przeczytania, to polecam ogromnie, mimo trudnej tematyki. Wassmo jest mistrzynią opisywania ludzkich dramatów, jest jedną z niewielu pisarzy, którzy potrafią naprawdę wstrząsnąć czytelnikiem.
Herbjørg Wassmo, Dom ze ślepą werandą, przeł. Adela Skrentni, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1991, s. 214.

Strasznie ciężka ta historia, więc nie mogę zadeklarować, że będę jej szukać, zwłaszcza że nie przetłumaczono dalszych części. Jeśli powieść wywarłaby na mnie wrażenie, to nie mogłam wytrzymać bez znajomości kolejnych tomów.
OdpowiedzUsuńTez mi sie tak wydawalo, ale teraz mysle, ze depresyjny tom pierwszy wystarczy mi na dlugi czas.
UsuńTrochę się tego depresyjnego wydźwięku obawiam też.
UsuńPrzygnębiająca opowieść - czasem lubię takie wyzwania, ale póki co zwyczajnie nie mam na to siły.
OdpowiedzUsuńRozumiem to doskonale.
UsuńSerdecznie pozdrawiam.
Ja na razie teraz też wolę coś w lżejszych klimatach.
UsuńNie dziwie sie, to nie jest ksiazka rozrywkowa, ale moze wlasnie dlatego warta przeczytania.
UsuńW tym roku planuję nieśmiale lekturę "Stulecia". Przerażają mnie tylko (trochę) gabaryty tej książki..
OdpowiedzUsuńz serdecznymi pozdrowieniami
tommy z Samotni
"Ksiega Diny" tez do najcienszych nie nalezy, a czytalo sie swietnie. Licze na to samo z "Pokoleniem" :)
UsuńRowniez serdecznie pozdrawiam.
Mam na uwadze te pisarkę, bo coraz częściej czytam o jej książkach.
OdpowiedzUsuńJa ogromnie sie ciesze, ze w Polsce nowu pojawiaja sie jej ksiazki po tylu latach zapomnienia! Mam nadzieje, ze zostanie pokochana i bedzie mozna liczyc na wiecej polskich przekladow.
UsuńA wiec kochajcie Wassmo! :D