wtorek, 7 sierpnia 2012

A LASY WIECZNIE ŚPIEWAJĄ, TRYGVE GULBRANSSEN


Są książki, które od pierwszych stron wciskają mnie w fotel i zabierają w zupełnie inny świat. Czytam je duszą, a każda strona ją karmi. Książka „A lasy wiecznie śpiewają” Trygve Gulbranssena sprawiła, że w środku upalnego lata chciałam znaleźć się w drewnianym domku zakopanym w śniegu, zakuta w koce przed kominkiem ze strzelającymi sosnowymi polanami i czytać, czytać, czytać…

„A lasy wiecznie śpiewają” zabrały mnie do Norwegii na przełomie XVIII i XIX wieku, do górskiej osady Björndal zagubionej wśród bezkresnych lasów.  Rządzi tam ród, który jak powiadają legendy, wywodzi się od możnych władców, którzy uciekali z zachodu. Panowie tego rodu to pełnokrwiści mężczyźni wielcy i silni, którzy nie szafują słowem, ale po prostu czynią. To ludzie dumni ze swojego pochodzenia, którzy kultywują tradycję i dbają bardzo, aby wszystko było jak za dziada pradziada. U nich wigilia zawsze wygląda tak samo, od wieków, ten sam porządek przygotowań, te same potrawy, te same słowa padają na początku wielkiej uczty z ust patriarchy rodu. Tak być musi, bo tam we dworze pamięta się o korzeniach. Najbardziej ceniona wartością jest pamięć i honor - ich przodków, najbliższych i ich własny. Wychowani w surowych warunkach nie potrafią mówić o uczuciach, a swoje rozterki rozwiązują  idąc do lasu, gdzie ze strzelbą na plecach i siekierą w ręku odnajdują jedność ze światem i niejednokrotnie prawdę o sobie. Czasami jest to ucieczka, czasami poszukiwanie. Tacy charyzmatyczni mężczyźni potrzebują u swego boku kobiet silnych, które dużo zniosą, także emocjonalny chłód oraz brak empatii i czułości, ale będą potrafiły znaleźć swoje miejsce i rolę.  Nie znaczy to, że ci mężczyźni są nieczuli. Nie, pod powierzchnia  grubej skóry krew się gotuje, a serce jest gorące, ale nikt ich nie nauczył jak to jest i co to znaczy kochać kobietę, jak to jest być kochanym, muszą sami tą wiedzę zdobywać na drodze doświadczeń życiowych.

Strona po stronie zatracałam się w nieśpiesznej historii synów rodu Björndal, zachwycałam się opisami malowniczych, pokrytych śniegiem gór, skutych lodem jezior, zielonych i niebezpiecznych lasów, żywiących, ale i przynoszących śmierć. To nie jest opowieść złożona z błyskotliwych dialogów, ale z mistrzowskich opisów przemian samego grodu i jego panów, które dokonywały się na przełomie wieków. Björndalowie musieli przetrwać wiele, ale siła i mocny charakter zakorzeniony przez przodków im to umożliwiał. Poniżani przez dziesiątki lat przez wykształconych mieszkańców równiny wywodzących się ze światłych rodów, nazywani byli pogardliwie chłopami, uważano ich za półdzikusów.  Dumni robili swoje, dbali o siebie i swych ludzi, a także o swe dobre imię, nie zapominali zniewag. Nauczeni złym doświadczeniem stali się nieufni i odizolowali się od mieszkańców równiny, ale nawiązywali kontakty z miastem, pomnażali swoje bogactwa i ziemie. Znajdowali sobie kobiety, które budziły zazdrość, wnoszące wiele zmian do dworu, do ich życia i światopoglądu. W końcu stali się najpotężniejszymi panami tej części kraju. Poznali ogromną siłę, ale i niszczycielską moc pieniądza. Musieli znaleźć drogę do samych siebie, drogę do Boga, drogę do odkupienia nie tylko własnych win i zaniedbań, ale także ich przodków. Odpowiadali sobie na pytania ile wart jest człowiek i czym jest życie.

„A lasy wiecznie śpiewają” i grają na moich uczuciach i w sercu. Na pewno powrócę do nich nie raz.
-------

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowego wyzwania "Trójka e-pik" oraz "Tydzień bez nowości",

-------

Pierwsza część trylogii "A lasy wiecznie śpiewają" została napisana przez Gulbranssena w 1933, przetłumaczono ja na 30 języków i jak podaje Wikipedia sprzedano w ponad 12 milionach egzemplarzy. Została również sfilmowana. W Polsce została wydana jako powieść dwutomowa. Książka widoczna na zdjęciu zawiera obydwa tomy: "A lasy wiecznie śpiewają" oraz "Dziedzictwo na Björndal", a ja sama potraktowałam ją jako jedną powieść. Widziałam również dwutomowe wydanie. 

15 komentarzy:

  1. Ha,to są klimaty dla mnie. Przemawia do mnie ten surowy klimat krajów skandynawskich, mitologia, religia i historia. Poszukam w atykwariatach bo mnie przekonałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoją kupiłam za grosze właśnie w antykwariacie, odstała chyba 3 lata na półce. Naprawdę gorąco polecam.

      Usuń
  2. A kojarzysz coś w podobnych klimatach, jak "Krystyna córka Lavransa"? Skandynawia, dawne czasy, saga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam „Sagę Sigrun” Elżbiety Cherezińskiej oraz „Księgę Diny” Herbjorg Wassmo – ta do poszukania w bibliotece. Jeśli lubisz Sigrid Undset, to sięgnij również po „Olafa, syna Auduna”.
      Przyjaciółka polecała mi również gorąco książkę Very Henriksen „Córka Wikingów” (mam, ale jeszcze nie czytałam) oraz cykl „Miedziany ptak” Kaari Utrio – tej niestety nie udało mi się nigdzie zlokalizować, może będzie do dostania w bibliotece.

      Usuń
  3. Jedna z moich ukochanych książek:) Jak dobrze ,że nadal się tak bardzo podoba.Wracałam do tej książki kilkakrotnie, zawsze coś nowego znajdę , odczytam. Nawet musiałam ją 3 razy kupowac, bo pożyczona nigdy nie wracała. Teraz stoi na półce i już nigdzie nie powędruje:)
    Autorstwa Utrio jest też "Jastrząb" , niestety niedostępny , chyba że biblioteka posiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również cieszy, ze ktoś docenia jeszcze takie książki.
      Niestety tej książki Utrio nigdzie nie widziałam, dziękuję za rekomendację, będę się rozglądać, bo z tego co przeczytałam powinna być bardzo ciekawa.

      Usuń
  4. Ta książka stoi u mnie na półce od niepamiętnych czasów, większość życia nawet nie wiedziałam, o czym to jest, i dopiero jak pojawiła się w tych ostatnich rankingach "10 czytadeł", zainteresowałam się nią wreszcie :) Na pewno przeczytam.
    A "Córkę Wikingów" czytałam parę lat temu, bardzo fajna książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również przypomniała się ta książka, gdy przeczytałam ranking u Padmy. Gdyby nie to, to pewnie postałaby na półce jeszcze jakiś czas jakiś czas.

      Usuń
  5. To moja ukochana książka. Należy do książek, których nie oddałabym nikomu. Czytałam ja kilkakrotnie i będę czytać pewno nie raz, a za każdym razem bardziej rozumiem postępowanie Adelajdy Baare chociaż kocham młodego Daga już od lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie zdecydowałam, czy kocham bardziej młodego Daga czy starego. Za mną jednak dopiero jednorazowa lektura, więc trudno mi podjąć decyzję:)
      Ja mojej książki też nie oddam nikomu:)

      Usuń
  6. Co to za książka że budzi takie zachwyty? Kojarzy mi się z"Północną drogą":) Czy ma coś z nią wspólnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem nie ma. Zupełnie inny klimat i sposób prowadzenia narracji. Nie wiem, czy stylem będzie ci odpowiadała, ale warta jest poszukania w bibliotece i chociaż przekartkowania.

      Usuń
  7. Bardzo dziękuję za udział w wyzwaniu i przesłanie linku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Literatura skandynawska to literatura zupełnie mi nieznana. Recenzja entuzjastyczna. Zapisuję sobie tytuł do poszukania - dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli odkrywam literature sknandynawska, ale stronie od oczywistych, kryminalnych historii. Poszukuje czegos innego i "A lasy..." pokazuja mi wlasnie inne oblicze Skandynawii, ktore ukochalam.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)