Jak miło znowu znaleźć się w domu Borejków, ogrzać
się w ich cieple, wyobrazić sobie, że można usiąść za stołem w ich kuchni i pić z nimi herbatę.
„Pulpecja” zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończyła
się „Noelka”. Jest pierwszy dzień Świat Bożego Narodzenia 1991 roku i Ida
wychodzi za mąż. W domu oprócz Ignacia pojawia się drugi mężczyzna, zapracowany
neurolog, który obdarzany jest wielkim uczuciem szczególnie przez córki Gabrysi .
To jednak Patrycja vel Pulpecja jest główna
bohaterką książki. Z rozmarzonymi oczami, cerą jak mleko i burzą loczków
zawraca w głowie wielu młodzieńcom. Ona sama jednak postanawia skuć swe serce
lodem i zachowuje się wobec wielbicieli niczym lodowata królowa śniegu. Sama myśli
o sobie jak o Atalancie. Do czasu, kiedy pojawia się uroczy Bobek, teraz już
zwany Baltoną, młodzian, który szuka swego miejsca w życiu. Właściwie to
Florian vel Baltona był w życiu Patrycji od zawsze, ale na zasadzie kumplostwa.
Sprawy się komplikują, kiedy Patrycja odkrywa, że jej serce zachowuje się
inaczej niż zwykle, boi się i nie potrafi (nie chce?) odczytać prawidłowo drgnień
serca. Scena nad jeziorem – piękna i zapadająca w pamięć.
„Pulpecja” jest kolejnym wzruszającym, ciepłym
tomem „Jeżycjady”. Czytałam go z uśmiechem na ustach współczując biednej Pulpie
tego skoku w dorosłość i szamotania się z emocjami. Miło jest poczytać o miłości,
której okruchy wysypują się z każdej strony książki. I pięknie, że kończy się
happy endem, a przynajmniej tak nam sugeruje pani Musierowicz. Jak dla mnie wcale nie za słodko, a w sam raz.
____________
Małgorzata Musierowicz, Pulpecja, Akapit Press, s. 180.
Pierwsze zdanie: Czwarta rano. W ciszy i mroku nadciągnęła nad Poznań ławica ciężkich chmur.
Ostatnie zdanie: - Proszę wuja, zagramy w makao?
------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę, Polacy nie gęsi, Z półki - 2013.





