Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philippa Gregory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philippa Gregory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2013

WŁADCZYNI RZEK, PHILIPPA GREGORY


Każdy  kto czyta książki Philippy Gregory wie, że nie pisze swoich książek w kolejności chronologicznej.  Cykl o Wojnie Dwu Róż także ma to do siebie. Należę do tych osób, które lubią czytać wszystko po kolei, więc moją przygodę z Gregory i jej książkami na temat angielskiego dworu, zaczęłam właśnie od „Władczyni rzek”, która jest historią Jakobiny Luksemburskiej, matki Katarzyny Woodville znanej czytelnikom z książki „Biała królowa”.  Pisarka przyznała, że dopiero podczas pracy nad „Białą królową” dotarła do różnych źródeł i odkopała zapomniany już nieco kawałek historii. Jakobina Luksemburska była arcyciekawą kobietą wywodzącą się nie tylko ze wspaniałego rodu, ale także według podań, od samej wodnej boginki Meluzyny i ten motyw jest dosyć istotny w książce, ale nie dominujący. Od razu przypomniał mi się wątek Meluzyny w "Opętaniu" A. S. Byatt.

„Władczyni rzek” przenosi nas do XV wieku na chwilę przed rozpoczęciem krwawej wojny pomiędzy Lancasterami i Yorkami.  Poznajemy Jakobinę jako młodą dziewczynę, która odkrywa, że odziedziczyła dar przepowiadania przyszłości. Ten fakt nie jest wielką tajemnicą, a znany jest z pewnością angielskiemu regentowi Francji – Janowi Lancasterowi, księciu Bedfordu, który po śmierci swojej pierwszej żony Anny, postanawia ożenić się z młodą Jakobiną, aby wykorzystać jej magiczne zdolności. Młoda, niekochana, wykorzystywana Jakobina kieruje swe oczy ku Ryszardowi Woodvillowi, który jest giermkiem księcia Bedfordu. Po śmierci męża Jakobina daje ponieść się porywowi serca i bez zgody angielskiego dworu, popełnia mezalians wychodząc za mąż za szlachcica bez kropli królewskiej krwi. Młodzi popadają w niełaskę, ale po czasie Jakobina ma szansę zrehabilitowania się przywożąc z Francji małżonkę dla króla Henryka VI- Małgorzatę Andegaweńską, której przez lata będzie służyć jako dwórka i najbardziej zaufana przyjaciółka.

Philippa Gregory stworzyła wiele pełnokrwistych postaci, na których tle Jakobina jawi się naprawdę wyjątkowo. U schyłku średniowiecza kobieta miała jasno określoną pozycję, jej zadaniem było nie wychylać się z cienia męża, a z pewnością wielce niepożądanym było, aby miała jakakolwiek wiedzę wychodzącą poza obowiązki domowe, jak na przykład wróżbiarstwo  czy zielarstwo. Jakobina była świetną dyplomatką, która nie tylko potrafiła wpłynąć na swego męża, ale także na samą królową Małgorzatę Andegaweńską, musiała jednak kryć się ze swoją tajemnicą, aby nie zostać spaloną na stosie jak Eleonora Cobham, czy wspomniana na początku książki, Joanna d’Arc. Odważna, ambitna, nieustraszenie parła do przodu, była doskonałą dyplomatką, lawirującą wśród dworskich zwyczajów i potyczek, dlatego zawsze osiągała zamierzony cel.

Pisarka wyśmienicie połączyła prawdę historyczną z fikcją literacką, ukazując w swojej książce w sposób niezwykle jasny źródła konfliktów pomiędzy Lancasterami i Yorkami, ówczesną sytuację na dworze oraz klimat tamtych burzliwych czasów.  To powieść o wielkiej namiętności i żądzy zdobycia władzy i oczywiście o wspaniałej, wielkiej kobiecie. Wielobarwna i świetnie napisana bardzo przystępnym językiem, jest doskonałą lekturą, która pochłania się w zastraszającym tempie. Z największą przyjemnością przeczytam kolejną książkę o córce Jakobiny. 



_____________
Philippa Gregory, Władczyni rzek, przeł. Urszula Gardner, Wydawnictwo Książnica, Katowice 2012, s. 543.


--------------------



Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 5 sierpnia 2012

DZIECKO SZCZĘŚCIA, PHILIPPA GREGORY

Lubię powieści historyczne, postanowiłam więc przeczytać wszystkie książki Gregory, oczywiście jest to plan długoterminowy, a nie tegoroczny. Na razie przeczytalam trzy, w tym pierwszą część sagi rodu Laceyów - "Dziedzictwo". Książkę tą przeczytałam już kilka miesięcy temu, ale nie mogłam się zmusić, aby sięgnąć po kolejny tom. Nie, nie dlatego, że książka jest zła czy nudna. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że saga ta powstała na początku twórczości Philippy Gregory i dopuszczam, że autorka ciągle jeszcze się uczy jak pisać, szczególnie, że późniejsze książki uważane są za bardzo dobre. To była wina głównej bohaterki Beatryce, kobiety bezwzględnej, okrutnej, która tak umiłowała ziemię i majątek Wideacre, że posunęła się do każdej podłości, popełniła każdy grzech, aby tą ziemię zatrzymać. Idea "po trupach do celu" kłóci się  z moją naturą i światopoglądem, więc przy lekturze "Dziedzictwa" towarzyszyło mi wzburzenie, a okrzyki grozy i obrzydzenia nieraz zamierały na ustach. Mimo tego wszystkiego jakaś niezdrowa fascynacja nie pozwoliła mi oderwać się od książki i chciałam ją doczytać do końca. Niesmak spowodowany antypatyczną główną bohaterką pozostał i z miesiąca na miesiąc odkładałam przeczytanie "Dziecka szczęścia". Aż do teraz. Sięgając po tą książkę wiedziałam, że czeka mnie interesująca lektura, ale obawiałam się, że po przeczytaniu jej będę miała pewnego rodzaju poczucie niesmaku. Znowu.

Głównymi bohaterami "Dziecka szczęścia" jest para kuzynów Julia i Richard - kolejne pokolenie Laceyów - panów Wildacre. Ci, którzy czytali "Dziedzictwo" znają ich historię i wiedzą, co ich łączy. Inni dowiedzą się niemal pod koniec powieści. Zawsze są razem i od dziecka łączy ich szczególne przywiązanie i uczucie. Julia odziedziczyła po Beatryce wszystkie jej najlepsze cechy, jest rozkochana w ziemi, w ludziach ja zamieszkujących i chce, aby Wildacre rozkwitło, a wszyscy byli szczęśliwi. Jest tytułowym dzieckiem szczęścia, osobą, która rozumie ziemię, a a jej słucha odpłacając się szczodrze. Miewa również wizje, w których widzi przyszłość, a sami mieszkańcy Acre sądzą, że jest ona kolejnym wcieleniem Beatryce i upatrują w niej swojego wybawienia. Wiele troski włożono też w to, aby wychować ją na prawdziwą młodą damę niczym nieprzypominającą Beatryce, chociaż zawsze można było wyczuć drzemiącą pod skórą dzikość. Richard natomiast jest dokładnym przeciwieństwem Julii, to jego los obdarzył wszystkimi najgorszymi cechami Laceyow, jest  obłudnikiem i sadystą, istnym diabłem wcielonym, co najlepiej wyczuwają zwierzęta. Sam Richard niczego bardziej na świecie nie pragnie jak panowania w Wildacre. Od dziecka wierzył, a później w tej wierze umacniali go inni, że jest jedynym godnym dziedzicem.

Przez większą część książki śledziłam losy Wildacre z ogromnym zainteresowaniem, chociaż uległość i  słodka ulepność Julii często mnie drażniła, tak samo jak nie mogłam wprost uwierzyć, że nikt nie potrafi zdemaskować prawdziwego oblicza Richarda. Pewne zdarzenia są łatwe do przewidzenia, a pewne partie książki są trochę przegadane. Trochę mnie znużyła ta powieść pod koniec, dlatego określiłabym ją jako średnią.

Przede mną ostatnia część sagi "Meridon". Przeczytam na pewno, bo chcę dowiedzieć, jak się zakończyła historia Wildacre, ale na razie muszę odpocząć od rodu Laceyów, bo w sumie żadnego ich przedstawiciela nie polubiłam tak naprawdę. Może polubię kogoś w kolejnej? Zobaczymy.