Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ida Fink. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ida Fink. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 października 2012

PODRÓŻ, IDA FINK


„Podróż” Idy Fink została uznana przez National Yiddish Book Center w Nowym Jorku za jedną ze stu największych dzieł współczesnej literatury żydowskiej. Dorobek literacki Idy Fink nie jest duży, ale bardzo ceniony na świecie. Zmarła w 2011 roku w wieku 90 lat Autorka, sama często powtarzała, że pisze wolno. Mimo skromnego dorobku, została dostrzeżona na świecie jako pisarka tzw. pierwszej generacji po Holocauście i uhonorowana wieloma nagrodami, miedzy innymi nagrodą im. Anny Frank oraz nagrodą Buchmanna przyznawaną przez Instytut Yad Vashem.

„Podróż” jest książką niezwykle przejmującą i zupełnie różną od wszystkich książek, jakie przeczytałam na temat Zagłady. Napisana po wielu latach historia ucieczki Autorki i jej siostry z getta na kresach wschodnich, niesie powiew nadziei, że się uda, mimo tych podłych ludzi, których bohaterki spotkały na swojej drodze i dzięki tym dobrym, których dane im było również poznać. Ida Fink wydobywa z mroków pamięci skrawki wspomnień i opowiada nam to, co i jak pamięta. Czasami ma sama wątpliwości i nie potrafi zapełnić żadnymi obrazami czarnych luk pamięci. Ida z siostrą uciekają z getta do hitlerowskich Niemiec, ich ojciec ma pomysł, aby same zaciągnęły się do pracy w Rzeszy. Najbardziej szaleńcze plany mają największe szanse powodzenia. Tak im powiada ojciec. Pierwsze strony książki zawierają także obrazy znane mi z „Roku 1941”, teraz wiem, że między innymi opowiadanie o „Odpływającym ogrodzie” powstało na motywach autobiograficznych. W wywiadzie  z 2003 roku dla Gazety Wyborczej Ida Fink mówi: To nie jest powieść, tylko fikcja autobiograficzna. Wszystko odbyło się naprawdę, chociaż opisuje to stylem innym niż styl autobiografii. Użyłam pierwszej i trzeciej osoby, żeby zdobyć się na pewien dystans, na spojrzenie z zewnątrz.

Mimo iż znałam finał książki, to jej strony przewracałam z ogromną niecierpliwością, a w piersiach tłukł mi się strach. Tyle razy nie miało prawa im się udać, a jednak los chciał inaczej.  Wszystkie wydarzenia opisane są powściągliwym, wręcz bardzo oszczędnym językiem, ze sporym dystansem do spraw, w których Autorka sama uczestniczyła, a jednak udało się jej wzbudzić we mnie duże emocje. We wspomnianym już wywiadzie Ida Fink mówiła:
Pewien poeta powiedział mi, że tak się nie pisze o okupacji. Mówił, że ja uchylam okno i zostawiam małą szczelinę, przez którą patrzę na świat. A potem opowiadam o tym, co widzę, cichym głosem, szeptem. A przecież okno trzeba otworzyć na oścież i krzyczeć! (…)
Mimo rad, których mi udzielono, nie przestałam pisać w ten sposób. Nie potrafię inaczej.
Ida Fink - źródło 
To subtelne pisarstwo trafiło do mojego serca. Nie potrafię nawet opisać tego stanu, w który wprowadziła mnie „Podróż”, tego wewnętrznego drżenia i ciągłej obawy, potrafiłam niemal wyczuć ten ciągły lęk zaszczutego człowieka, który biegnie przed siebie i chowa się najbardziej przed samym sobą. Stan permanentnego zagrożenia wrył mi się najbardziej w pamięć,  ten strach, że ktoś spojrzy i dostrzeże w oczach, pozie, geście tą osobę, którą najbardziej chcą ukryć. Ciągły teatr, w którym przyszło im grać role życia, w które musiały tak bardzo się zaangażować, że aż zacząć wierzyć, że to nie gra, a ich prawdziwe życie. W tym samym wywiadzie dla GW Ida Fink wspomina:
Życie na aryjskich papierach było ukrywaniem się bardzo trudnym, bo aktywnym. Kiedy się siedzi w bunkrze czy na strychu, ma się jedno zadanie – czekać. Tutaj jesteś ukryty w innej osobie, którą samemu stwarzasz. Nieustannie narażasz się na spotkania wzrokiem. Nieustannie trzeba być w pogotowiu. Cały czas obmyślałyśmy kolejne nasze wcielenia. Każda osoba musiała być inna od poprzedniej. To był teatr absurdu.
Jak trudno z panien z dobrego, inteligenckiego domu, władających niemieckim, angielskim i francuskim i znających się na muzyce, zmienić się w chłopki mówiące prostym językiem – mogę sobie tylko wyobrazić. A to tylko jedne z oblicz Idy i jej siostry.

W książce znalazłam szeroki wachlarz postaci, od tych białych poprzez różne odcieni szarości do typowych schwarzcharakterów. Opisy różnych osób i sytuacji pozbawione są wartościowania i pozastawiane do interpretacji czytelnikowi, ale często ta prawda rzucona prosto w twarz powodowała, że kuliłam się w sobie z przerażenia i grozy.  Od tej chwili przedwojenny szlagier „Ta ostatnia niedziela…” Mieczysława Fogga będzie znaczył dla mnie zupełnie co innego, niż dotąd. Niezwykłe są opisane relacje pomiędzy Idą Fink i jej siostrą. Ida ma „dobry”, aryjski wygląd, ale jej siostra typowo żydowski, mimo tego ich więzi zawsze są mocne, a Ida nigdy nie miała wątpliwości, że zrobiła dobrze uciekając z siostrą. Właściwie tylko dlatego, że miały siebie i  były dla siebie jedynym oparciem, udało im się zachować własną tożsamość i przetrwać, chociaż odebrano im prawo do istnienia.

„Podróż” Idy Fink nie była dla mnie lekturą jednorazową. Wiem, że wrócę do niej jeszcze nie raz, aby zobaczyć zdjęcia uśmiechniętej Idy, jej siostry, ojca, aby nie zapomnieć. Ta książka krzyczy szeptem. 



Zdania napisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki

---------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Wojna i literatura".


Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 14 października 2012

WIOSNA 1941, IDA FINK


Rok 1941. Hitlerowcy zmieniają politykę odnośnie Żydów, których zegar, nagle zaczął przyspieszać. Tik tak. Chociaż niebo wciąż było niebieskie, trawa zieleniła się jak zawsze, a czereśnie były ciężkie od soku, dla wielu Żydów i Żydowek było to ostatni rok. Ida Fink pokazuje nam chwile z życia ocalonych do następnego razu, a także tych, którzy nie wywinęli się śmierci.  Te momenty są niczym doskonale skadrowane fotografie, przejmujące swą wyrazistością i prawdą. Dostajesz to, co widzisz, bez komentarza, bez zbędnej koloryzacji.  Dwadzieścia dwa krótkie opowiadania, gęste od emocji, bólu i strachu.
Dziewczyna, która leżąc w trawie śpieszyła się, aby przeczytać książkę. Może zdąży, bo taka gruba znowu nie jest. Tik tak.
Inna, wyjątkowej urody, która pragnęła poznać miłość, bo: Nam nic już nie wolno, nawet kochać się nie wolno, nawet się sobą cieszyć. Nam wolno tylko umierać. Tik tak.
Co wybrać- podzielić się mężem czy żyć? Tik tak.
Co czuje ojciec i mąż widząc za oknem stojące w milczeniu ciężarówki z budami? Tik tak.

„Rok 1941” to cienki album ze szczegółowymi fotografiami ludzi. Także tych nie-Żydów, zwykłych mieszkańców Europy Wschodniej. Znajdziemy niepełnosprawną kobietę , która przegania żydowską dziewczynę z ogrodu, mężczyznę, który żądał zbyt wiele za aryjskie papiery, samotniczkę, która pragnie zapłaty za uratowanie pary małżonków.

Tak niewiele słów, a tyle rozpaczy, bólu, nieszczęścia, strachu i ludzkiej niegodziwości. O Zagładzie napisano już cale tomy. Na tych 198 stronach, które łatwo mogą gdzieś przepaść miedzy innymi książkami znalazłam poruszająca prawdę, wiele ludzkich twarzy z wymalowanym lękiem wątpliwościami, strachem. Tych nieludzkich także. Znalazłam życie i śmierć.

Ida Fink, ta, która przeżyła, której zegar losu wrócił do normalnego rytmu, czerpiąc ze swoich bolesnych doświadczeń opisała okrutną rzeczywistość bez zbędnego patosu i heroizmu, w mistrzowski, przejmujący sposób. Czasami mniej znaczy więcej.


Zdania napisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki. 


Ida Fink, Wiosna 1941, s. 198, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2012.

Opowiadania pochodzą ze zbiorów: "Skrawek czasu", "Odpływający ogród", "Ślady".


----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Wojna i literatura".


Image and video hosting by TinyPic