czwartek, 26 września 2013

OPERACJA "LAWINA". Dzieje przemilczanej zbrodni UB, Maciej T. Nowak


Bezdomni i Podziemni, jak w bajce szli widmowi.
Z niczyjego rozkazu, z własnego wyboru.
Już tylko na te próby męstwa i honoru.
Już tylko, by tych prochów nie oddać wrogowi.
/Marian Hemar “O wielkim bojowniku”/

Operacja „Lawina” była jedną z największych pod względem liczby ofiar prowokacji UB, eksterminacją bez jakiegokolwiek postepowania sądowego. (...) książka jest próbą rekonstrukcji zdarzeń opartą na dostępnych materiałach, zaprotokołowanych zeznaniach i rozmowach z żyjącymi świadkami tamtych wydarzeń. Pokazuje nie tyle historię całego oddziału „Bartka”, co losy poszczególnych osób”.

Książka Macieja T. Nowaka jest bardzo dobrze napisaną i udokumentowaną pozycją. Przystępny i żywy język sprawia, że książkę czyta się w niezwykłym tempie. Ważniejsze jest jednak to, że przybliża historię, która nigdy nie miała wyjść na światło dzienne, historię ludzi z oddziału „Bartka”, którzy zostali zamordowani przez UB i NKWD na Opolszczyźnie we wrześniu 1946 roku. Warto sięgnąć po tą książkę, aby nie zapomnieć i uczcić ich śmierć. 
Grupa kpt. Henryka Flame ps. „Bartek” działała na Podbeskidziu w okolicach Baraniej Góry w ramach VII Okręgu Sląskiego NSZ. Prowadziła ona walkę z radzieckim okupantem, a „Bartek” po wielu udanych akcjach stał się legendarnym dowódcą, do którego przyłączały się różne partyzanckie oddziały i grupy zbrojne. Byli sami, nękami i inwigilowani przez UB, w marnych szałasach i ziemiankach schownaych gdzieś w górach, z problemami zaopatrzenia militarnego i żywnościowego. W czasach największej świetności było ich 350.
Najgłośniejszą akcją „Bartka” było zorganizowanie uroczystej defilady przez Wisłę 3 maja 1946 roku, w Święto Konstytucji. Nie padł ani jeden strzał, MO i UB zabarykadowali się w swoich jednostkach, a wiadomość o tym czynie rozniosla się gromkim echem po Polsce, dotarła do samego Bieruta, którego bardzo rozsierdziła.
Czasy były coraz cięższe, marzyli o dołączeniu do Brygady Świętokrzyskiej pod dowództwem Bohuna, która zdołała przebić się na zachód. Jako że ich teren coraz bardziej się kurczył, być może także i dlatego operacja UB polegająca na wywiezieniu żołnierzy „Bartka” na zachód, była takim wielkim sukcesem.

Po niezliczonych polskich lasach
 błąkają się niedobitki zbrojnych oddziałów,
z orłami na czapkach, z ryngrafami na piersiach,
nie pogodzone z przegraną,
walczące z zaciśniętymi zębami o głodzie i chłodzie,
już tylko dla honoru, dla protestu,
bez nadziei na zwycięstwo, same i opuszczone.
/Stefan Korboński “W imieniu Kremla”/
Ryngraf - zdjęcie własne 


Kurhan na Polanie Śmierci w miejscowości Barut na Opolszczyźnie
zdjęcie własne  
Pytań jest wiele. Wiadomo, że w strukturach NSZ byli agenci UB, także na stanowiskach najwyższego szczebla,  oraz że jednym z głównych mózgów całej operacji był agent UB Henryk Wenderowski, w szeregach NSZ znany jako „Lawina”. To właśnie on namówił „Bartka” na zorganizowanie transportów na zachód. Wiadomo o trzech takich transportach, pierwszy wyjechał około 2 września, a ostatni około 25 września 1946 roku. W sumie było to prawie około 200 osób, dokładna liczba jest nieznana. Ich pierwszy przystanek był na Opolszczyźnie. Jeden z nich w rejonach lotniska w okolicach Starego Grodkowa lub Łambinowic, drugi w małej wsi na pograniczu województw śląskiego i opolskiego – Barucie. Scenariusz był ten sam: suta kolacja zakrapiana alkoholem z dodatkiem środków odurzających, nad ranem bądź wysadzano budynek w którym spali żołnierze, bądź ogłuszano ich granatami, a następnie dobijano tych, którzy przeżyli.
Zastanawiajace jest to, że „Bartek” uwierzył „Lawinie” i zgodził się na organizowanie transportów w nieznane, tymbardziej, że został ostrzeżony przez swojego podwładnego Antoniego Bieguna ps. „Sztubak”, który dowodził jednym z udziałów, że w ich szeregach są agenci UB, wyraźnie też wskazał „Lawinę” jako jednego z nich. „Sztubak” nie zgodził się, aby jego żołnierze brali udział w przerzucie, uratował im tym samym życie.
Do tej pory nie odnaleziono masowych grobów, bowiem akta UB dotyczące „Planu likwidacji B” w tajemniczy sposób zniknęły, a osoby, które pracowały w tym czasie w UB, a z poszlak wynika, że miały związek ze sprawą, milczały bądź odmawiały zeznań, poza nielicznymi, którzy znacznie umniejszali swoją rolę w tej akcji. Zatem historia tej zbrodni sprzed 67 lat pozostaje zagadką. Wszystkie postępowania w tej sprawie zostały umorzone z braku materiału dowodowego. Poszukiwania jednak nie ustają.

Barut- ruiny budynku stodoły- baraniarni
zdjęcie własne 

Barut - Hubertus - resztki drutu kolczastego, który okalał polanę w dniu zbrodni
zdjęcie własne 

Barut - zdjęcie własne 

Barut - grusza na której znaleziono szczątki ręki
zdjęcie własne 

Mała wioska Barut na Opolszczyźnie jest mi doskonale znana, przez pierwszych kilkanaście lat mojego życia mieszkałam w jej sąsiedztwie. O Hubertusie, zwanej Polaną Śmierci dowiedziałam się jednak niedawno. Jeszcze kilkoro świadków tamtych wydarzeń żyje, wielu, którzy odeszli, milczało przez całe życie. Czy przekazali potomnym swą tajemincę? Wydaje mi się niemożliwym to, aby wszyscy zabrali wspomnienie tamtego dnia do grobu. Wielu słyszało wybuch nad ranem (prawdopodobnie) 26 września 1946 roku, wielu znajdowało ludzkie szczątki w okolicznym lesie, fragmenty umundurowania, listów czy zdjęć. Stodoła (baraniarnia) stojąca na polanie została wysadzona w powietrze, a przez kilka dni po tym wydarzeniu w powietrzu unosił się specyficzny zapach palonych zwłok. Świadkowie wspominali, że las był otoczony przez ludzi z pepeszami, niektórzy z nich mówili po rosyjsku. Wspólna akcja UB i NKWD? To tylko przypuszczenia, dowodów w tej sprawie nie ma. Kilka lat po wydarzeniach na Hubertusie, w Barucie znowu pojawili się obcy w rejonie Polany Śmierci, prawdopodobnie likwidowali dowody popełnionego mordu. Fakt jest taki, że w ostatnich latach przekopano prawie każdy centymetr Polany Śmierci, oprócz kurhanu na jej środku, na którym stoi krzyż. Znaleziono odlamki kości i fragmenty czaszek, sprzączki od pasow, łuski od nabojów, a w tym roku fragmenty min przeciwczołgowych. Ludzie mówią, że masowy grob znajduje się na Fesztrowym Polu, którego dzisiaj już nie ma. Na tym miejscu rośnie teraz las. Poszukiwania jednak trwają i ma nadzieję, że nie ustaną.

Barut - kurhan na Polanie Śmierci

Barut - krzyż postawiony przez okolicznych
 mieszkańców w miejscu wysadzonej stodoły (baraniarni)
zdjęcie własne

Dzisiaj mija 67 rocznica wydarzeń w miejscowości Barut. Pamiętajmy o żołnierzach NSZ, na których czekano przez wiele lat w okolicach Żywca, Szczyrku i Węgierskiej Górki.
W najbliższą sobotę, jak co roku w ostatnią sobotę września o godzinie 11.00 odbędzie się msza na Hubertusie w intencji Ojczyzny i poległych żołnierzy. Przybędą rodziny zamordowanych i wszyscy ci, którzy pamiętają.
Nie będzie mnie tam, ale byłam tam latem podczas wizyty w rodzinnych stronach. Stałam ze ściśniętym sercem nie mogąc uwierzyć że, jak to powiedzial mój Ojciec, Polacy uczynili to Polakom. 



___________
Maciej T. Nowak, Operacja "Lawina". Dzieje przemilczanej zbrodni UB, Wydawnictwo NOWIK Sp.j., Opole 2012, s. 171.


----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Z półki - 2013, Nie tylko literatura piękna, Z literą w tle, W prezencie.

Image and video hosting by TinyPic

10 komentarzy:

  1. O książce wcześniej nie słyszałam, ale dodaję do listy do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze zainteresowala cie ta historia, a ksiazka napisana jest naprawde dobrze. Mozna poznac i zolnierzy "Bartka", jak i jego osobe. Sam Bartek nie zginal w zadnej z tych egzekucji, mial jechac w kolejym trasporcie, ale nie pojechal. Natomiast wiadome jest, ze jakis czas po tragedii odwiedzil Barut (mial tam znajomego gajowego) i dowiedzial sie o tej tragedii i co stalo sie z jego chlopcami.
      Ksiazka mowi tez o osobach, ktore sa w domysle odpowiedzialne za ta akcje.
      Naprawde interesujaca lektura.

      Usuń
    2. Niestety do "Zakazanej Historii" nie mam dostepu, moze kiedys uda mi sie zlowic jakis numer przy okazji kolejnych odwiedzin w Polsce. Zapamietam tytul.

      Usuń
  4. To ważne, żeby ratować takie historie małych ojczyzn, zanim przebiją się do świadomości ogółu, o ile to się stanie. Zerknęłam natychmiast do "Zakazanej Historii" i jest! Inaczej patrzy się na zdjęcie dowódcy, gdy widać zdjęcia z dzisiejszych dni - choćby drut czy ruiny. Po połączeniu tworzą tragiczną mieszankę. Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksiazkowcu, ta tragedia naprawde mna wstrzasnela, szczegolnie, ze dziala sie tak blisko miejsc, gdzie kiedys mieszkalam. Rowniez uwazam, ze o historii swojego regionu nalezu mowic, pisac, a przede wszystkim wiedziec i byc swiadomym.
      Mala, cicha polana, nieopodal zameczek mysliwski i staw, tak cicho i pieknie, a kryja tyle tragedii.

      Usuń
  5. Nie słyszałam nigdy o tej książce, ale pozycja już dodana do listy do przeczytania. Nie słyszałam też o tej tragedii, dlatego jeszcze bardziej chcę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem warto wiedziec i warto znac. O NSZ dopiero zaczyna sie tak naprawde mowic, mam nadzieje, ze z czasem coraz wiecej faktow wyjdzie na jaw.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)