piątek, 12 lipca 2013

DZIECKO PIĄTKU, Małgorzata Musierowicz


Inna to książka, bardziej smutna, nostalgiczna. O ludziach samotnych, niekochanych, porzuconych, szukających drogi do siebie i innych. Znowu pojawiła się moja ulubiona Aurelka Jedwabińska, przez Borejków ciągle nazywana Geniusią. Nie jest to jednak to samo dziecko, które pukało od mieszkania do mieszkania wpraszając się na obiadek. Mama Aurelki umarła rok wcześniej i ta znowu sama, emocjonalnie osierocona w zimnym domu ojca i jego nowej żony. Jak dobrze, że odnalazła drogę do Pobiedzisk i swojej babci Jedwabińskiej, która przytuliła ją do swego serca. Tam padły najpiękniejsze słowa o odchodzeniu: „Różne nam Pan Bóg daje zadania w życiu: umieranie jest też zadaniem. A że każdy ma coś do zrobienia na tym świecie i po to się rodzi, wiąc trzeba się posunąć, żeby dla innych też było miejsce”. Z rozczuleniem czytałam, jak babcia Jedwabińska mówi do Aurelii „Orelko”, wiem, że gdybym miała tak na imię, to moja babcia również by tak do mnie mówiła. Pobiedziska to znowu wycieczka w przeszłość, do świata, gdzie zakupy robiło się w pawilonie (ileż wspomnień to słowo przywołało - zabronionych eskapad do pawilonu, aby obejrzeć rzeczy, które wydawały mi się takie piękne), a prało w pralce bębnowej i było to przedsięwzięcie na przynajmniej pół dnia. Tak przyjemnie było mi na sercu, kiedy Aurelka odnalazła drogę nie tylko do Pobiedzisk, ale i serca swojego ojca, gdzie, mam nadzieję, zamieszka na stałe.

W „Dziecku piątku” znowu pojawili się i inni moi ulubieńcy. Przede wszystkim Gabrysia kwitnąca pod czujnym okiem Grzegorza i spodziewająca się dziecka, a także Kreska i Kozio Bitner, który wyrósł już na Konrada. Wspaniale było znowu ich spotkać. Bardzo cieple uczucia wzbudził we mnie pan Bronek Jankowiak, którego wchłonęła rodzina Borejków przy dużym udziale Pyzy i Tygryska.

Nie wiem jak to jest, ale zawsze podczas lektury kolejnej części „Jeżycjady”  robię się głodna i zaczynam gotować i piec. Stare, proste rzezy jak krupnik, zupę pomidorową, kluski śląskie, robię też sałatę ze śmietaną i surówkę z kiszonej kapusty, placek z kruszonką. Moja kuchnia, raczej międzynarodowa, zmienia się wtedy w typowo polską kuchnię, różne smaki chodzą mi po głowie i koniecznie muszę moje myśli wprowadzić w czyn. Pewnie dlatego, że jedzenie w „Jeżycjadzie” odgrywa dużą rolę. Jak można przejść obojętnie obok kuchni, kiedy tam ciągle zajada się chlebem z miodem i popija go mlekiem, gotuje pyzy na parze, piecze ciasta. Sama wyznaję taka maksymę życiową jak Borejkowie – stół jednoczy, przy nim nie tylko się je, ale i rozmawia. Często jest to jedyne miejsce i czas, kiedy domownicy mogą się spotkać. Toteż celebruję nasze wspólne posiłki tak samo jak u Borejków.



____________
Małgorzata Musierowicz, Dziecko piątku, Akapit Press, s. 175.

Pierwsze zdanie: Od razu czlowiekowi lzej sie oddycha. 

Ostatnie zdanie: - Na wszystko przyjdzie czas.


----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Czas na Jeżycjadę. 

Image and video hosting by TinyPic

14 komentarzy:

  1. Pamiętam to zdanie o którym wspominasz. Dobry cytat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo przypadla i do serca ta madrosc babci Jedwabinskiej. Pieknie napisane.

      Usuń
  2. Do Jeżycjady zawsze będę wracała, bo to ważna część mojego świata. Z rodziną Borejków dorastałam i czekam na moment, gdy po "Szóstą klepkę" sięgnie moja córka. Cała seria już zamieszkała na regale w pokoju dziewczyn, co nie znaczy, że mama pożegnała się z ulubionymi bohaterami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama watpie, czy bede miala komu ofiarowac moja Jezycjade, bo moj czteroletni Syn raczej sie nie zainteresuje ;)
      Zazdroszcze zatem, ze masz kogo oprowadzac po musierowiczowym Poznaniu.

      Usuń
  3. Szczerze mówiąc Jeżycjady jeszcze nie przeczytałam. Od początku tego roku postanowiłam sobie, że to uczynię i zaczęłam czytać tom, po tomie całą tę serię. Jestem na "Brulionie Bebe B." i coraz bardziej mi się podobają książki pani Musierowicz. Jestem ciekawa co się wydarzy w następnych tomach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja tez nie czytalam tej serii wczesniej, kazdy kolejny tom jest dla mnie odkryciem. Uwielbiam borejkow i pozostalych bohaterow ksiazki i swietnie sie bawie podczas czytania, a czasami i jakas lezka zakreci sie w oku...

      Usuń
  4. Właśnie niedawno w ramach przypomnienia sięgnęłam po "Szóstą klepkę".
    Czasy się zmieniają, ale to, co ważne w tych książkach się nie starzeje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham "Szosta klepke"! I masz racje, wartosci, o ktorych pisze Musierowicz nie starzeja sie mimo uplywu lat, dlatego tez te ksiazki wzruszaja mnie i w tej, zupelnie innej, rzeczywistosci.

      Usuń
  5. Ileż dobrych wspomnień przywołało mi czytanie Twojej recenzji ;) "Dziecko piątku" czytałam już szmat czasu temu, ale z chęcią bym powróciła do tej książki. Po to, by znów usłyszeć babciny głos mówiący "Orelko" i zasmakować rodzinnego ciepła Borejków. Aż mnie zmotywowałaś do tego, by w końcu zabrać się za kolejną część Jeżycjady i znów ruszyć w tą sentymentalną podróż ;)Jak tylko będę w bibliotece wypożyczam więc "Kalamburkę"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do "Kalamburki" to mam jeszcze kilka ksiazek. Teraz pewnie zrobie sobie mala przerwe, ale jestem pewna, ze po niedlugim czasie znowu wroce do Poznania ogrzac sie troche na Roosevelta 5.

      Usuń
  6. Cykl, który się nie starzeje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeslania, ktore niosa te ksiazki nigdy sie nie starzeja i pewnie dlatego, nawet po wielu latach wciaz rozczula kolejne tabuny nastolatek, ich mam i babc. :)

      Usuń
  7. W każdym etapie życia dobieram sobie inną książkę z Jeżycjady. Teraz przyszedł czas na "Dziecko piątku". Jakbym odkrywała je na nowo. Tak jak powiedziałaś w pierwszych zdaniach - najsmutniejsza, najbardziej refleksyjna z części. Wspaniała.

    A z tym jedzeniem i ja mam podobnie. Pamiętam, czytałam "Dziecko piątku" za pierwszym razem i o północy zachciało mi się tych kiszonych ogóreczków, które jadła Gabrysia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam sie bardzo i staram sie nie zagladac zbyt czesto do ksiazki Musierowicz "Lasuch literacki", gdzie jest masa przepisow na potrawy z Jezycjady. Gdyby nie pozna godzina, pewnie popedzilabym do kuchni i robila "zlote jablka Hesperyd" z "Dziecka piatku" czy "Paluskzi Aspazji".
      A takie ogorki tez chetnie bym zjadla. Milosc pachnaca koperkiem i ogorkami malosolnymi. Jak pieknie!

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)