Gdzieś pod koniec 2010 roku, trudnego dla mnie, zawędrowałam na
blog Chustki. Później zaczęłam ją w miarę regularnie odwiedzać, zazwyczaj po
to, aby wyprostować się nieco do pionu, kiedy życie przyginało mnie do ziemi. Lub tak
mi się wydawało. Bo tam było mądrze, z błyskiem w oku, z poczuciem humoru. Bo
tam przypominano mi o tym, co w życiu ważne i żeby nigdy nie tracić nadziei. Kiedy dowiedziałam się o premierze
książki „Chustka” Joanny Sałygi, zamówiłam ją natychmiast. Zazwyczaj tak nie robię,
włącza mi się zawsze kieszonkowy dusigrosz czekający na tzw. okazje. Jednak tą książkę chciałam mieć w rękach, wertować,
czytać raz po raz i raz jeszcze, śmiać się i płakać, a przede wszystkim zamyślić się. Znowu. Ważna była możliwość podkreślania ulubionych kawałków, ich czytanie bez konieczności
sterczenia przed monitorem mojego maleństwa, które uwielbiam, ale coraz częściej
doceniam chwile bez notebooka, bez internetu, ciszę. Kiedy książka wreszcie do
mnie dotarła zaczęłam ją wertować, wyszukiwać ulubione posty, uśmiechać się, często
przez łzy. Wreszcie któregoś wieczoru wstałam i sięgnęłam po „Chustkę” raz
jeszcze od początku. Cisza, a właściwie prawie cisza, jeśli nie licząc
pochrapywania kota oraz moich Chłopców (czyt. Męża i Antosia), późny wieczór. Skończyłam
bladym świtem, ze łzami, ale i z tysiącem myśli w głowie.
Temat raka wciąż jest tematem niewygodnym. Dla
lekarzy, pielęgniarek, dla normalnego człowieka. Mam wrażenie, że nikt nie wie,
jak się zachować, co powiedzieć, czy w ogóle coś powiedzieć. Najlepiej nie słuchać,
nie wiedzieć, a jak już mówić to zazwyczaj, okazuje się później, nieodpowiednie słowa w nieodpowiednim
miejscu, nieodpowiednim czasie. Najlepiej byc, sluchac, prowadzic normalną rozmowę, przynajmniej, tak mi się wydaje, tego oczekiwała Asia. A o ileż trudniej jest pisać, mówić na ten
temat osobie, która w środku pięknego życia dowiedziała się, że zawisł nad nią
wyrok, może w zawieszeniu, może będzie można się odwołać, a może nie. Joanna o
tym mówiła, szczerze, otwarcie, ze śmiechem, goryczą, złością, strachem. Pomimo
wszystko jednak pisała:
“lubię
dotykać życia.
mam tak
odkąd pamiętam.
zatrzymuje
mnie tu i teraz.
odczuwam
to, co jest, takim jakie jest.
z tą
różnicą, że kiedyś nie uginałam karku.
i teraz mam
trochę więcej cierpliwości.
zgadzam się,
akceptuję.
po prostu
tak ma być.
przyjmuję
wszystko, co otrzymuję.
i uważnie
się przyglądam.
i cieszę
się, że jest.
tego samego
uczę Syna.
i lubię
patrzeć, gdy zatrzymuje Go codzienność w swojej niezwykłości.
szadź na
łące, kot w oknie, kształt chmury, smak kanapki.
żyjemy.
ale to
fajne”.
Jakim mądrym była Człowiekiem, Matką, Nieżoną,
Kobietą. Podziwiałam, jak mądrze kochała, jak uwielbiała życie, jak pokazywała,
jak powinno się żyć. Łapać chwile, nie trwonić czasu na głupstwa i niemądrych
ludzi, nabierać dystansu do nieistotnych rzeczy. Również byłam tą jedną z
wielu, która tam wchodziła po to, aby przypomnieć sobie co to jest życie. Że nie zamartwianie się i pogrążanie w rozpaczy i czekanie na najgorsze, a leżenie
w trawie z Synkiem i gapienie się w niebo, piknik w parku, bieg po plaży,
zachwyt nad kwiatem i śpiewem ptaka, wspólne pieczenie ciasteczek, wspólne
długie wylegiwanie się w łóżku i czytanie książek – to nigdy nie są chwile
stracone. Przecież to wszystko wiedziałam. A jednak. Gdzieś tam zagubiłam, zatraciłam
właściwe proporcje życia pomiędzy rozpamiętywaniem poprzedniego roku, pracą i Rodziną. A Joanna miała rację. Znowu wróciła radość dzięki metodzie małych kroczków i otwierania szeroko oczu i uszu. Kiedy wychodzę z mojej ukochanej pracy i wracam do domu, to wiem, że tam mieszka moje szczęście, gdzie jest moje prawdziwe
życie. I pomimo mojego zmęczenia smażymy razem naleśniki i opowiadamy sobie co się
wydarzyło w tym czasie, gdy nie byliśmy razem, a czasami przytulamy się i milczymy.
Chustka była wspaniałą Matką. Matką, która przygotowywała
swego Jasia na swoje odejście, oswajała śmierć i nie bała się trudnych rozmów.
I jak każda matka martwiła się, że tylu rzeczy jeszcze nie powiedziała, nie ostrzegła
Syna przed każdym złem, i że jej po prostu nie będzie w tych ważnych dla niego momentach. Myślę, że
zrobiła jednak więcej, a przede wszystkim ogromnie go kochała.
“kochanie, nie wiem, ile razy jeszcze dam radę wstać z
łóżka, by Ci towarzyszyć w myciu się, podać ręcznik, ogrzać na kaloryferze
piżamkę.
ale wiem, że nigdy nikt nie zrobi tego tak jak ja.
nikt tak jak ja nie umyje Ci plecków, nie nałoży pasty
na szczotkę, nie poprawi rękawów koszulki.
nikt tak jak ja nie okryje kołderką, nie wycałuje i
nie wyprzytula przed snem.
nikt.
nikt.
nikt.
więc póki jestem, póki mogę, zrobię co zechcesz.
to nie jest strata czasu, jasne, że nie, Syneczku...”
Asiu, wiem, rozumiem, też tak mam. Mimo, że
tutaj jestem i na razie nigdzie się nie wybieram, przynajmniej nic mi o tym
nie wiadomo. Ale jestem czujniejsza. Nie pozwalam już tak łatwo życiu przeciekać
przez palce.
„Chustka” ma moc, praktycznie przez ostatnie
tygodnie się z nią nie rozstawałam. Zabrałam ją do parku i czytałam, później karmiłam kaczki i myślałam,
że to by się Asi podobało. A teraz niech stoi sobie na półce, niech jest, wiem,
że jeszcze nie raz będę do niej zaglądać, a gdy będę potrzebowała kopa, to ona mi go
da.
Na pytanie Piotra "czy Tobie przydała się Chustka?" odpowiadam: bardzo. Dziękuję Asiu.
Chwilo, trwaj!
Na pytanie Piotra "czy Tobie przydała się Chustka?" odpowiadam: bardzo. Dziękuję Asiu.
Chwilo, trwaj!
![]() |
| Źródło |
Joanna Sałyga, Chustka, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
Pierwsze zdanie:
mam 34 lata.
ważę 56 kg przy wzroście 171cm.
urodziłam pięć lat temu przez cięcie cesarskie chłopczyka.
od kilkudziesięciu godzin mam raka.
Ostatnie zdanie:
Joanna odeszła w poniedziałek 29 października.
spodziewałem się tego, ale tęsknota i tak jest dojmująca.
życzę każdemu, żeby doświadczył takiej miłości, zaufania i przyjaźni.
Piotr
czy Tobie przydała się Chustka?
----------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Nie tylko literatura piękna, Trójka e-pik, Polacy nie gęsi, W prezencie.


Niesamowita kobieta. Za mną ta książka "chodzi", odkąd pojawiła się w sprzedaży. Jeszcze nie kupiłam, ale to tylko kwestia czasu. I gotowości. Bo ja tej książki pragnę tak samo jak się jej obawiam. Wiem, że ją pokreślę, ze będę płakać. Wiem, że nad wieloma zdaniami się pochylę i o wielu życiowych "banałach" (a te najważniejsze) sobie przypomnę. Tak, chcę tę książkę mieć...
OdpowiedzUsuńPoki jej jeszcze nie masz, mozesz zawsze wejsc na jej bloga, przeczytac pare archiwalnych wpisow, nastroic sie na to, co moze Cie czekac.
UsuńSama, mimo, ze czytalam jej bloga, bardzo przezylam ksiazke. Znowu doznalam kilku olsnien i przez kilka dni nie bylam w stanie czytac nic innego.
Nie czytałam bloga Chustki, nie wiedziałam nawet kto to był, że ktoś taki w ogóle istniał. Książkę jednak kupiłam. Nie wiem dlaczego. To był chyba impuls. Teraz czeka już na mnie na półce. Jeszcze chwilę poczeka, ponieważ jestem teraz zbyt przygnębiona po przeczytaniu powieści "Gwiazd naszych wina". Za dużo smutku i łez jak na jeden tydzień. Ciekawa jestem czy "Chustka" wywoła we mnie takie uczucia jakie wywołała w Tobie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Aniu, bede zagladac i wypatrywac Twojej opinii. Zycze, abys rowniez w niej znalazla cos i dla siebie.
UsuńNie czytałam bloga, ale słyszałam o Joannie. Gdy byłam dzieckiem moja mama zachorowała na raka, udało jej się pokonać chorobę, ale zostawiło to głęboki ślad w psychice całej naszej rodziny. Wiem, że nie będę w stanie przeczytać tej książki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Agato, wcale Ci sie nie dziwie. Przesylam mnostwo serdecznosci.
UsuńTo trochę przygnębiające, że dopiero takie historie stawiają nas do pionu i uczą doceniać każdą z danych nam chwil... To musi być silne przeżycie, poznawać tę osobę. Słyszałam o jej blogu, słyszałam o historii powstania tej książki, ale boję się. Jestem jedną z tych osób, dla których to faktycznie temat wyjątkowo niewygodny. Może kiedyś, kiedy trochę się wyciszę i poczuję, że jestem gotowa, i ja zaczytam się w tę historię...
OdpowiedzUsuńTo nie tak, ze przed ksiazka nie wiedzialam jak zyc i cieszyc sie chwila. Rok 2010 byl dla mnie trudnym rokiem, rokiem wychodzenia z glebokiej depresji poporodowej, rokiem, kiedy uczylam sie cieszyc moim Synkiem po paru niepomyslnych diagnozach na temat jego zdrowia i przyszlosci. Blog Chustki pomogl mi bardzo w tych chwilach i tego jej nie zapomne.
UsuńNie, nie, ja taką ogólną refleksję wysnułam - trochę w oparciu o Twoje słowa, trochę w oparciu o życie - swoje i innych. Wiesz, ja wyznaję zasadę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i bez zła w życiu, nie potrafilibyśmy dostrzegać i doceniać dobra. I po to los nam daje w kość, żebyśmy uczyli się podnosić. Mogę się jedynie domyślać, co czułaś w tych chwilach - pamiętam, co działo się w mojej rodzinie, kiedy rodził się mój pierwszy bratanek. Zdaniem lekarzy - niewidomy [co - na szczęście - okazało się nieprawdą]. Mały ma padaczkę, oczopląs, nie widzi częścią oka, ma poważną wadę wzroku i blizny w dnie oka [związane z toksoplazmozą]. Do tego ciągle jest rehabilitowany i trzy lata młodsza siostra go już prawie przerasta. Ale ja pragnę wierzyć, że kiedyś to wszystko się odwróci i jego życie przestanie się kręcić wokół szpitali i lekarzy. Chociaż jak słyszę, że jego marzeniem jest być kierowcą autobusu, co przez jego zdrowie nigdy ma nie być możliwe, to aż serce się kraja :(
UsuńMasz racje. Podnioslam sie, bo chcialam wszystkiego najlepszego dla swojego dziecka. I mimo tego, ze lekarze mowili, ze nic nie moge zrobic, tylko czekac i zobaczyc, jak bedzie - nie poddalam sie i pracowalam ciezko. asze zycie tez kecilo sie wokol szpitala i poradni. Oplacilo sie. Moj Antos jest cudownym, zdrowym dziekciem, na pierwszy rzut oka nieodbiegajacym od rowiesnikow i we wrzesniu idzie do normalnej szkoly (u nas juz wczesnie zaczyna sie edukacja, bo w wieku niespelna 5 lat). To, z czym teraz walczymy, to sa drobnostki w porownaniu do diagnoz, jakie mu stawiano. A rzeczy wrodzone, choroba genetyczna... coz, z tym po prostu trzeba zyc, nie ma innego wyjscia.
UsuńTrzymam kciuki za Twojego bratanka, mam nadzieje, ze jego los tez sie wyprostuje. Nigdy nie mozna porzucac nadziei.
Zaglądałam na blog.
OdpowiedzUsuńNiezwykła z niej była kobieta.)
Tak i sadze, ze jeszcze wiele osob skorzysta z jej zyciowej madrosci.
UsuńTak, ustawia do pionu. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jest na półce. Dobrze, że właśnie teraz napisałaś ten wpis.. Trochę mi się pewne rzeczy skomplikowały w pracy i to przypomnienie (jak człowiek szybko zapomina wpadając w sprawy codzienne tak mocno po uszy!) bardzo mi pomogło :*
OdpowiedzUsuńKasiu, bardzo sie ciesze. Wiem, ze ksiazke masz na polce, wiec zawsze mozesz po nia siegnac.
UsuńMam nadzieje, ze Twoje pracowe sprawy wkrtoce sie wyklaruja. Trzymam mozno kciuki.
Mariolu... dziękuję Ci za tę recenzję. "Chustkę" zamierzam przeczytać od pierwszych wieści o jej wydaniu w formie książkowej - o blogu słyszałam co nieco, ale nie śledziłam go.
OdpowiedzUsuńDzięki za tę recenzję. Za podzielenie się w niej sobą.
Olenko, nie potrafilam napisac o tej ksiazce w oderwaniu od siebie. Zbyt wazne byly slowa Chustki dla mnie w czasach, kiedy bylo mi naprawde zle.
UsuńKazdy moze znalezc w niej cos dla siebie, tak sadze. Moge tylko goraco polecic.
Kompletnie nie słyszałam o tej Pani, aczkolwiek książka wydaje się naprawdę godna uwagi, twoja recenzja też bardzo zachęca. Na pewno przeczytam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Jesli nie jestes na 100% przekonana, to zachecam do zapoznania sie z blogiem Chustki, wszak ksiazka jest niczym innym, jak jego papierowa wersji.
UsuńCiesze sie, ze moje slowa Cie zachecily bo jestem goraca fanka Asi i podziwiam ja calym sercem.
Ja też mam 34 lata i też 5 lat temu urodziłam chłopczyka przez cc.
OdpowiedzUsuńCzytałam bloga na bieżąco, prawie od początku jego istnienia, dostarczył mi mnóstwa przeżyć, mądrości, często też uśmiechu. Byłam tam do końca ale rozpadłam się na milion kawałków. Nie jestem w stanie tej książki przeczytać, znów wracać do tego przerażającego ciężaru jaki musiała dźwigać Chustka, przede wszystkim w związku z sytuacją Jasia. Blog Chustki był pełen mądrości i miłości ale i traumy. Obrazem naprawdę wielkiej tragedii i niesprawiedliwości losu.
Magdo, pieknie napisalas. Dziekuje.
UsuńA Twoje "nie" w stosunku do ksiazki jak najbardziej rozumiem.
Słyszałam wiele o tej książce. Sama Twoja recenzja strrrrasznie mnie wzruszyła - właśnie ocieram łzy. Niesamowita książka, niesamowita kobieta.
OdpowiedzUsuńCokolwiek napisze, to i tak jest niewiele w porownaniu ze slowami Asi. Jeszcze raz moge tylko powtorzyc - goraco polecam.
Usuńczytałam kilka takich powieści, ale nadal jest mi ich mało. mimo ogromnego bólu i smutku jaki opisują, zawsze są też pełne wiary i niosą to trudne do opisana, ciepło drugiego człowieka. Chustce należy się kilka chwil zadumy.
OdpowiedzUsuńBlog rewelacyjny,książka również.Marzę o filmie,w którym mogłabym lepiej poznać Joannę.Może powstanie kiedyś fabularny film,byłoby super. Dla mnie Joanna jest wciąż żywa.
OdpowiedzUsuń