„Już nic nie muszę” to napisana z wdziękiem i klasą książka autobiograficzna, do której powstania pewnie by nie doszło, gdyby nie dziennikarka Beata Bęczkowska oraz córka Stefanii Grodzieńskiej – Joanna Jurandot-Nawrocka. Na pierwszych stronach swojej książki pani Stefania wyjaśnia skąd się wziął tytuł. Otóż będąc uczennicą szkoły baletowej podlegała różnym wymogom, także jedzeniowym, wspomina więc rozmowę ze swoimi koleżankami:
„- Jak będziemy stare…
- Będziemy grube. Nie będziemy musiały się podobać.
- W ogóle nic nie będziemy musiały!”
Według Stefanii Grodzienskiej pisząc tą książkę miała właśnie tyle lat, że już nic nie musiała.
Stefania Grodzieńska, jak zwykle z humorem, ale jednocześnie z dystansem opowiada o swoim życiu, o najważniejszych chwilach i osobach. Tym najbliższym, wciąż przez nią podziwianym mężczyzną był jej mąż Jerzy Jurandot (któremu zadedykowała książkę), poeta, dramaturg, satyryk, autor piosenek z uwielbianych przeze mnie filmów np. „Ada! To nie wypada!” czy „Pani minister tańczy”. Niesamowite małżeństwo dwóch wielkich indywidualności, ona otoczona wianuszkiem adoratorów, on zawsze w towarzystwie pięknych kobiet, które jednak przetrwało wiele lat. Tak wspomina słynne oświadczyny:
„ Gdy Jurandotowi wydano zbiorek tekstów kabaretowych „Niedobrze panie
Bobrze”, przyszedł z książką w ręku i uroczyście mi ja ofiarował. Podniosłam okładkę, na pierwszej stronie, tuz pod tytułem była wydrukowana dedykacja „Żonie”. Spojrzałam na niego z ciężkim wyrzutem: „Mogłeś mi powiedzieć, ze jesteś żonaty”. Jurek na to: „Jeszcze nie jestem, ale niedługo będę”. Po miesiącu pobraliśmy się. Był moim mężem przez czterdzieści dwa lata”.
„Już nic nie muszę” czyta się wspaniale. Niektóre zamieszczone tam humoreski znane mi są z audycji radiowych, czy gazet, jednak czytane pomiędzy wspomnieniami pani Grodzieńskiej bawią tak samo, o ile nie bardziej. Można również dowiedzieć się dlaczego poproszona o wymienienie osobistego przedmiotu kultowego powiedziała: „Jest taka książka: Romain Gary „Obietnica poranka” oraz co znaczą udomowione powiedzonka w stylu „Babcia wylała kawę” czy „Szklana dupa”. To także wspomnienia z pierwszego i jedynego polskiego radia w Lublinie z 1944 i 1945 roku, historia wyprowadzki warszawskiej „Syreny” z Lublina do Łodzi i wiele innych, ciekawych historii o wielkich postaciach polskiej kultury i sztuki.
Uwielbiam zaglądać do życia słynnych osób przez okno, czy kuchenne drzwi, tym razem jednak czułam się tak, jakby wpuszczono mnie na salony. Bardzo dobra, ciepła, niepozbawiona autoironii opowieść Grodzieńskiej o Grodzieńskiej i jej bliskich, która zachęca, aby sięgnąć natychmiast po jej inne teksty. Jak zwykle po spotkaniu z panią Stefanią jestem zauroczona.
Uwielbiam zaglądać do życia słynnych osób przez okno, czy kuchenne drzwi, tym razem jednak czułam się tak, jakby wpuszczono mnie na salony. Bardzo dobra, ciepła, niepozbawiona autoironii opowieść Grodzieńskiej o Grodzieńskiej i jej bliskich, która zachęca, aby sięgnąć natychmiast po jej inne teksty. Jak zwykle po spotkaniu z panią Stefanią jestem zauroczona.
Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Stefania Grodzieńska, Już nic nie muszę, Wydawnictwo Akapit Press, 2003, s. 173
Pierwsze zdanie: Proszę mnie nie oskarżać. To nie moja wina, że w okresie życia, w którym przystoi zastanawiać się, co komu zapisać, zabieram się do nowej książki.
Ostatnie zdanie:
PS Po mojej śmierci proszę nie zwracać się do dyletanta, który opowie, że ze wzruszeniem wspomina dzień, kiedy jako pięcioletniego chłopca mama zabrała na mój jubileusz. Proszę zwrócić się do porządnej, fachowej hieny, która dobrze dobierze odpowiednią anegdotę, myląc mnie z Ćwiklińską, co będzie dla mnie prawdziwą radością.
Spytałam Beatę: co mówi fachowy dziennikarz na zakończenie wywiadu?
Dziękuję za rozmowę.
A co dodaje fachowy dziennikarz telewizyjny?
Gościem państwa była Stefania Grodzieńska.
I właśnie takie epitafium zamawiam.
--------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Nie tylko literatura piękna, Polacy nie gęsi, Pochłaniam strony bo kocham tomy.

Wstyd się przyznawać, ale niewiele wiem o pani Stefanii Grodzieńskiej. Chyba wypadałoby poszerzyć tą wiedzę! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńZapewniam Cie, ze nie ma nic przyjemniejszego niz czytanie tekstow pani Grodzienskiej, przynajmniej dla mnie.
UsuńMam nadzieje, ze Twoje poszerzanie wiedzy bedzie rownie przyjemne.
Zgadzam się z Tobą, to kobieta wspaniała, warta uwagi i naśladowania. Brakuje mi takich postaci w polskiej kulturze. Teraz wszystko trzeba forsować krzykiem i kłótnią...
OdpowiedzUsuńPo pani Grodzienskiej zostala luka, ktora juz nikt nie wypelni. Niestety.
UsuńNieprzeciętna kobieta :)
OdpowiedzUsuńKlasa, klasa, i jeszcze raz klasa.
UsuńPolecę mojej mamie tę książką. Będzie zachwycona :)
OdpowiedzUsuńJesli lubi pania Stefanie, to z pewnoscia bedzie zachwycona nie mniej niz ja:)
UsuńMam tę książkę na liście książek, które chciałabym przeczytać w tym roku ;-)
OdpowiedzUsuńJjon, tak, dosyc sporo mamy tych wspolnych punktow w planach lub wsrod przeczytanych ksiazek:)
UsuńGrodzienska powinna Ci sie spodobac.
Ze wstydem przyznaję, że moja wiedza o pani Grodzieńskiej jest właściwie żadna. Ale mimo to książkę chciałabym przeczytać, zwłaszcza, że przytoczone przez Ciebie cytaty bardzo do tego zachęcają. Lubię taki sympatyczny humor.
OdpowiedzUsuńUwielbiam pania Grodzienska takze za to, ze o rzeczach waznych potrafila pisac i mowic bez nadecia, a z ogromnym humorem. Brakuje mi takich osob w dzisiejszym swiecie kultury.
UsuńMuszę przeczytać! Pani Stefania mnie zawsze jakoś onieśmielała, ale byłam pod jej urokiem nieustannie.
OdpowiedzUsuńPani Stefania pisze swietnie, podczytuje juz druga jej ksiazke i jestem pod wrazeniem. Mysle, ze Tobie rowniez powinno przypasc do gustu jej pioro.
Usuń