Moje trzecie spotkanie z komisarzem Popielskim
odkładałam z miesiąca na miesiąc już od dnia premiery. Powody były przynajmniej
dwa. Pierwszy to taki, ze „Rzeki Hadesu” to ostatnia część trylogii, a drugim
jest okładka. Okładka wstrętna, zapowiadająca sporą dawkę perwersji. Nie pomyliłam się, dokładnie to
otrzymałam, ale tym razem nie w postaci brutalnej, obrzydliwej i krwawej
zbrodni, ale w postaci pedofila wykorzystującego upośledzone umysłowo dzieci.
Czy może być coś bardziej odrażającego? W mojej skali rzeczy, które mnie odrzucają
i wyzwalają mnie najgorsze instynkty -
niewiele.
„Erynie” i „Liczby Charona” podobały mi się, z
tym, że owo podobanie nie ma nic wspólnego z osobą komisarza Popielskiego, który dla
mnie jest kawałem świni ukrytym pod
szykownym ubraniem. Dodam, że również dosyć błyskotliwym, inteligentnym, wypijającym
morze wódki smakoszem. Nie tylko
kobiecych ciał oczywiście, ale i zwyczajnym mężczyzną doceniającym walory
dobrej kuchni. Mimo tego, że jest antypatyczny, to jednak jego przygody i kolejne śledztwa przyciągają mnie jak magnes.
Rok 1946. Wrocław. Tutaj przed UB ukrywa się Edward Popielski. Pod
sutanną. Dosłownie i w przenośni. Tylko
jego kuzynka Leokadia zna jego miejsce pobytu, ale nawet tortury nie zmuszą jej do piśnięcia słowa na ten temat. W tym czasie córka szefa wrocławskiego UB zostaje uznana za
zaginioną, a okoliczności tego zdarzenia wskazują, że mamy do czynienia z tym
samym zbrodniarzem, który grasował we Lwowie w 1933 roku. Zbrodniarzem, który zniknął
z powierzchni ziemi. Popielski łączy swoje siły z Eberhardem Mockiem, znanym
czytelnikom z wrocławskiej sagi... Wszystko zmierza nie tylko do rozwiązania
kryminalnej zagadki, ale do pożegnania się z Breslau Mocka i Lwowem
Popielskiego. Na zawsze. Przez powieść płynie się jak przez mitologiczne rzeki,
najpierw przez Strumień Ognisty, później przez rzekę lamentu, ale i oskarżeń,
aby na końcu bohaterowie wypili szklankę wody z Lete i zapomnieli o przeszłym życiu.
Ja odmówiłam wypicia z tej rzeki. Ciekawa jestem jak się potoczą losy wrednych,
czasami obleśnych, ale wręcz obrzydliwie inteligentnych detektywów. Może kiedyś się dowiemy odnajdując
wspomnienie o nich w kolejnych książkach Markach Krajewskiego, a może nie.
Lubię sugestywne pióro Marka Krajewskiego.
Genialne opisy pięknego przedwojennego Lwowa i brudnego, wstrętnego powojennego
Wrocławia zachwycają. I te opary alkoholu, w których nieustannie poruszają się
bohaterowie powieści, zapach ciał po całonocnym piciu... Brrr! Dokładnie to
czuję! Przemawia do mnie mieszanka
ulicznego slangu, łacińskich cytatów i mitologicznych powiązań. Dobra proza, której
językiem lubię się delektować. Zamierzam więc pospacerować z Markiem Krajewskim
ulicami Breslau. Już wkrótce.
___________________
Marek Krajewski, Rzeki Hadesu, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012, s. 275.
-------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań "Z półki - 2012" (7/32), "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę", "Trójka e-pik", "Z literą w tle".

O rany, z tą okładką mam podobne odczucia - skutecznie zniechęca do lektury. Poza tym nie przeczytałam jeszcze poprzednich tomów, więc wszystko jeszcze przede mną, ale bardzo lubię Krajewskiego i wiem, że znajdę kiedyś w sobie motywację, by i z tym cyklem się zapoznać.
OdpowiedzUsuńPrzede mną cały cykl o Breslau, który dosyć długo zbierałam. Tak już mam, że lubię sięgać po książki po kolei i wtedy, kiedy mam ochotę. Mam nadzieję, że spodoba mi się tak samo, jak cykl o Lwowie.
UsuńJestem ciekawa, jak odbierzesz trylogię, wiele osób uważa ją za słabszą od breslau'owskiego cyklu. Mnie się podobała.
Trochę przeraża mnie fabuła tej książki (nie będę wspominać o strasznej okładce) i teraz będę długo zastanawiać się nad sięgnięciem po tę trylogię...
OdpowiedzUsuńTak, cala trylogia jest mroczna i nurza się w brudzie. Dosłownie i w przenośni. Czytało mi się znakomicie. Może kiedyś skusisz się na próbkę talentu Marka Krajewskiego? Kto wie.
UsuńOj koniecznie muszę przeczytać, zwłaszcza, że Erynie i Liczby Charona już za mną;)
OdpowiedzUsuńJeśli tak, to nie sposób ominąć tej pozycji:)
UsuńKrajewskiego czytałam jedną z powieści o Mocku i podobała mi się, muszę poszperać w bibliotece i zobaczyć czy są książki z komisarzem Popielskim w roli głównej. Chyba będę jedyną osobą, którą intryguje, a nie odstręcza okładka :)
OdpowiedzUsuńWiesz, znając już dwie poprzednie powieści wiedziałam, ze okładka zapowiada środek... Co oczywiście nie zniechęciło mnie do zakupu książki zaraz po premierze;) Musze tylko być w odpowiednim nastroju, aby sięgnąć po tego typu książki.
UsuńO moim mieście zawsze chętnie czytam w powieściach, ale w Krajewskim mi się zaległości porobiły. Muszę ponadrabiać.
OdpowiedzUsuńJa w ogole lubie czytac powiesci o miejscach, ktore znam, po ktorych spacerowalam. Jakos blizsze mojemu sercu zdaja sie byc takie ksiazki.
UsuńJestem ciekawa, jak Ci wyjdzie nadrabianie i czy kolejne ksiazki Krajewskiego przypadna Ci do gustu:)
Też lubię takie spacery, a czasem sprawdzanie jak się zachowały pewne budynki / ulice teraz :)
OdpowiedzUsuńO tak! Taki literacki spacer jest wspanialy. Jest tyle miejsc, ktore chcialabym zwiedzic w ten sposob...
UsuńMusze chyba sobie zrobic jakas liste i zaczac ja realizowac:)
Od ładnych paru lat sporo słyszę o Krajewskim, a jeszcze się z nim nie zapoznałam. Chcę i planuję - kiedyś, kiedyś - ale trochę blokuje mnie wiele elementów, o których piszesz; chyba zdecydowanie wolę kryminały "salonowe", w których mordercy zabijają konkretne osoby dla konkretnych korzyści i czasem aż czytelnik trzyma kciuki "żeby tę jędzę i tego parszywca ktoś utłukł".
OdpowiedzUsuńMimo to chciałabym poznać kryminały Krajewskiego - myślę, że też będę potrzebowała na to odpowiedniego nastroju.
Zgadzam się co do okładki, we mnie też budzi wstręt.
Zapewniam, ze opisy nie przekraczaja pewnych granic, co dla mnie jest bardzo wazne. Oczywiscie tematyka nie jest przyjemna, ale nie czulam sie az tak zniesmaczona, jak sie tego obawialam.
UsuńKlasyczne kryminaly tez lubie. Przypomnialam sobie, ze na polce wciaz czeka Waltari w odslonie kryminalnej, ktorego zaoszczedzilam sobie na pozniej:)
O, ja Waltariego też mam ochotę przeczytać, dzięki za przypomnienie :)
UsuńDla mnie Krajewski jest zbyt mocny, choć komisarz z "Widm w mieście Breslau" całkiem, całkiem :-)
OdpowiedzUsuńTo tym bardziej cieszę się na spotkanie z Mockiem :)
Usuń