Wacław Holewiński jest pisarzem, który porusza
w swoich książkach temat, o którym ciągle mało się pisze. Ile powstało powieści
dotyczących „żołnierzy wyklętych” walczących w Narodowych Siłach Zbrojnych? Niewiele.
Autor „Opowiem ci o wolności” napisał wcześniej już dwie książki na ten temat.
Pierwsza „Lament nad Babilonem” opowiada o losach Komendanta Głównego NSZ
Tadeusza Danilewicza, a druga „Nie tknął mnie nikt” traktuje o dziejach kapitana
Jana Morawca.
W „Opowiem ci o wolności” Wacław Holewiński zajął
się tematem kobiet należących do NSZ, tych, o których się milczy, bo ani nie walczyły
z bronią w ręce, ani nie rządziły, ani nie organizowały leśnych oddziałów.
Prawda jest taka, że bez ich poświęcenia, bez ich ciężkiej pracy, podziemie nie
mogłoby tak długo istnieć. Ani podczas wojny ani po. Być może wojna nie jest
dla kobiet, ale bez nich niejednej wojny nie dałoby się prowadzić.
Maria „Agata” Nachtman oraz Walentyna
„Platerówka” „Żabka” Stempkowska to postacie autentyczne. Autor pozbierał strzępki
wiadomości o nich, rozmawiał z Jerzym Nachtmanem, a także korzystał z nagrania
Jerzego Kułaka z Walą Stempkowską dla Archiwum Wchodniego Ośrodka Karta. Reszta
jest fikcją literacką. Wiadomo, że obydwie odsiadywały swoje wyroki w Fordonie
w tym samym czasie, ale nie ma żadnego dowodu na to, że się znały, a tym
bardziej przyjaźniły, jak to jest w powieści.
„Agata” pochodząca z Mińska Mazowieckiego, „Żabka”
z Brześcia, później mieszkająca w Białymstoku. Obydwie wychowane w
patriotycznych rodzinach, w których Bóg i Ojczyzna wiele znaczyły. To te mocne,
polskie korzenie powodowały, że za sprawą swoich braci stały się kolejnymi
oczkami w sieci konspiracji. Kiedy składały przysięgę NSZ, te słowa dla nich znaczyły
wszystko, bo przysięga była przysięgą. Walczyły nie tylko podczas wojny, ale także
po jej zakończeniu, bo dla nich wojna wciąż trwała, wszak Polska znajdowała się
wciąż pod radziecką okupacją. Nikt ich nie zwolnił z przysięgi, a więc swoją
postawą dawały świadectwo, że wciąż wierzą i walczą o wolną Polskę. To ich doprowadziło
do ubeckich katowni, a Walę jeszcze podczas wojny na przesłuchania w gestapo, a
potem do obozu w Ravensbrück. Widziały i przeżyły wiele, były świadkami jak pękają najsłabsze
ogniwa podziemnego świata. Te mocniejsze również. One się nie ugięły i zapłaciły
za to. Nie tylko trzyletnim więzieniem, ale całym swoim życiem, którego nigdy
rodzinnie sobie nie ułożyły, a i zawodowo nie powodziło im się dobrze. Gdyby
nie okupacja, a szczególnie powojenna działalność w podziemiu, mogłyby być
normalnymi, szczęśliwymi kobietami, takimi z poukładanym życiem, bez
tygodniowego meldowania się na UB czy MO, bez przesłuchiwań z doskoku, wyzwisk.
A nazywane były „faszystowskimi świniami”, były obywatelami najniższej
kategorii.
„Opowiem ci o wolności” to ważna i dobra książka. Czasami drażniło mnie
migawkowe przedstawienie życia Marii i Wali, czasami brakowało pomiędzy nimi jakiegoś
emocjonalnego spoiwa. Zdaję sobie jednak sprawę, że odtworzenie historii tych dwóch
bohaterskich kobiet nie było łatwe. Nie każdą białą plamę da się załatać pisarską
fantazją. Wacławowi Holewińskiemu mrówczą pracą udało się zrobić i tak dużo.
Ile takich kobiet zaginęło bez śladu, ile rozstrzelano czy powieszono – nie
dowiemy się nigdy.
W książce padają słowa wypowiedziane przez
Walę: „Polska jest w nas. (...) To nie ci, którzy rządzą”. Ilu z nas tak
jeszcze myśli? Wielu oddało za to życie. Pamiętajmy o tym.
____________
Wacław Holewiński, Opowiem ci o wolności, Zysk, 2012, s. 469.
Pierwsze zdanie: Najpierw był palec na jego ustach.
Ostatnie zdanie: Całuję cię mocno, Wala.
-------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Z literą w tle, Wojna i literatura, To już było.
