Choroba psychiczna wciąż jest tematem tabu. Na
zachodzie robi się różnorakie akcje, aby pozwolić wyjść z cienia osobom, które cierpią
na choroby najwrażliwszego organu – mózgu, aby reszta społeczeństwa zrozumiała,
że to choroba taka, jak inne, z tym, że często powodująca także poczucie
wyizolowania, osamotnienia, niezrozumienia.
Najgorsze jest to, że każdy z nas może
praktycznie zachorować, bo nie wszystko można tłumaczyć czynnikiem
dziedziczenia, nauka wśród wielu przyczyn chorób psychicznych podaje jedną –
idiopatyczną – nieznaną. Smutne jest to, że nie wiedząc, co takie choroby
powoduje, można leczyć jedynie skutki, a nie przyczyny.
Tove Diltevsen, słynna duńska poetka i pisarka, sama przez całe życie walczyła z chorobą psychiczną, aby po 59 latach poddać się.
Zmarła po zażyciu dużej dawki tabletek nasennych.
W „Twarzach” Tove Diltevsen ukazuje nam świat
pisarki Lise, która odniosła sukces pisząc książki dla dzieci. Sława i pieniądze
nie przyniosły jej szczęścia, w jej domu nie dzieje się dobrze, małżeństwo
kompletnie się sypie, z dwójką starszych dzieci nie potrafi znaleźć wspólnego języka.
Po ogromnym sukcesie ostatniej powieści, tym razem dla dorosłych, przestała pisać.
Ten stan trwa już dwa lata. Powoli pisarka otwiera nam drzwi do świata, w którym
żyje Lise, świat wyobrażonych twarzy-masek, które ludzie, według niej, kupują lub wypożyczają na różne okazje oraz głosów,
które siedzą w rurach i do niej mówią. Czująca ogromną presję i głęboko
zraniona Lise, nie potrafi odróżnić świata rzeczywistego od tego wyobrażonego, popełnia
więc samobójstwo zażywając tabletki nasenne. Nie chce jednak umrzeć, chce na
chwilę uciec od bliskich-obcych jej ludzi i mieć chwilę oddechu, od twarzy, które pojawiają się
w jej mieszkaniu i głosów, które ją prześladują...
Straszny i bolesny jest świat Lise. Świat, w którym
czuje się przeraźliwie osamotniona i opuszczona przez wszystkie bliskie osoby, które uznaje za wrogów czyniących jej krzywdę. Z drugiej strony – jakże bolesne to być
musi dla samych tych bliskich, których każda dobra intencja odbierana jest
przez chorą osobę jako atak, zamach na jej niezależność, a niejednokrotnie życie.
Ile wysiłku musi kosztować chorą powrót do normalnego świata, zwalczenie własnych
demonów lub ich ignorowanie, uwierzenie na nowo bliskim i lekarzom, że nie chcą
jej zaszkodzić, a jedynie pomóc.
Licząca sobie tylko 136 stron książka wstrząsa
siłą przekazu, chociaż na chwilę pozwala nam wejść w świat myśli i uczuć osoby chorującej
na schizofrenię. Poczucie bezsilności, strachu wyziera pomiędzy prostych i
szczerych zdań. „Twarze” to powieść, która dotyka czasami bardzo boleśnie. To
apel o zrozumienie dla tych pokrzywdzonych przez naturę, naprawdę bardzo cierpiących
w swoim świecie zwidów i złudzeń, świecie, w którym granica pomiędzy realnością,
a wyobraźnią jest płynna. Czytając tą książkę
nie mogłam opędzić się od myśli, ile własnych doświadczeń wplotła w nią
autorka. Czy to było wolanie o pomoc także dla niej samej?
Dobra i niezwykle poruszająca lektura.
____________________
Tove Ditlevsen, Twarze, przeł. Elżbieta Frątczak-Nowotny, Wydawnictwo Kojro, Warszawa 2007, s. 136.
-------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy literaturę skandynawską, Pochłaniam strony, bo kocham tomy, Z półki - 2013.
