Mongolia. Kraj pomiędzy Chinami i Rosją, który
nie może się bronić przed wpływem tych dwóch państw. Czerwone Góry. Unoszą się
nad mongolskim stepem, bo jak podaje legenda jako jedyne ocalały po przejściu
olbrzymów. Poza nimi nie ma nic, tylko bezkres spalonych słońcem traw. Gdzieniegdzie
można zobaczyć ger, otoczony zapachami chuszury i kumysu a w nim rodzinę, która
zajmuje się wypasaniem owiec i hodowlą koni.
Dzeja zaczyna i kończy opowieść o losach
swoich i innych kobiet, a do jej historii dołączają swe cegiełki jej córka,
matka, oraz dwie siostry – Nara i Ojuna. Na początku siadamy razem z Dzeją w
gerze przykryci śmierdzącą wielbłądzią skórą. Po podłodze walają się skorupy,
resztki jedzenia, a tuż za namiotem piętrzą się odpadki, czujemy woń brudnych,
niemytych ciał, gdzieś w kącie szeleści wypłowiały del. Dzeja, tak jak i inne
kobiety, mówi językiem prostym, potocznym, przetykanym mongolskimi i rosyjskimi
słowami, wyczuwa się w jej mowie braki w edukacji, która zatrzymała się gdzieś na
historii Czyngis-chana.
Historia snuta będzie także na ulicach Miasta.
To Ułan-Bator, szare miasto pozbawione drzew i skrawka zieleni, gdzie
znajdziemy guandze, w których gotuje się podłej jakości chuszury i budze,
brudny targ, burdel, blokowiska z ulicami przemienionymi w ścieki, smutne,
nędzne przedmieścia, które pochłania step.
„Czas Czerwonych Gór” to opowieść o rodzinie,
która po zetknięciu starej, nomadzkiej tradycji z „nowym”, nadciągającym z
miasta oraz od chińskich i rosyjskich przybyszy, przegrywa z kretesem. W gerze
panem jest mężczyzna, tym bardziej
pożądany, im ma więcej tłustych owiec. Kobieta ma sprzątać, gotować, opiekować
się mężczyzną i rodzić synów. Nie-synów spotyka różny los. Tych, którzy uciekają do Miasta wabieni wizją lepszego życia, spotyka spore rozczarowanie i gorzki smak brutalnej rzeczywistości. Pomiędzy członkami
rodziny widać wyraźnie różnice. Jednych się ubóstwia, drugich nie kocha,
trzecich wręcz się wstydzi. Każdy ma jakieś tajemnice, których silnie strzeże nie
tylko ze względu na kultywowane tradycje, a także z obawy przed
niezrozumieniem. Nikt nie jest takim, jakim się wydaje. Nikt nie potrafi
rozmawiać, nawet z siostrą, matką czy ciotką. Wszystkie te sekrety,
przemilczenia, niedopowiedzenia doprowadzają do większych i mniejszych
nieszczęść. W tym wymiarze rodzinno-siostrzano-matczynym powieść jest
uniwersalna, bo z podobnymi historiami możemy się spotkać gdziekolwiek.
Czeszka Petra Hulova, która ukończyła
mongolistykę i kulturoznawstwo, spędziła w Mongolii sporo czasu, zdecydowała
się na ryzykowny zabieg pokazania nam tego kraju oczami rodowitych mieszkanek
tamtych ziem. Czy trafnie? Mam mieszane
uczucia, ale wiem na pewno, że historia rodziny mieszkającej na stepie u stóp
Czerwonych Gór, będzie jeszcze długo błąkać się mi po głowie, jak to zwykle u mnie
bywa po przeczytaniu całkiem dobrej książki.
Petra Hulova, Czas Czerwonych Gór, przeł. Dorota Dobrew, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007.
--------------------
