Każdy Polak słyszał, co stało się w miejscowości
Jedwabne w roku 1941 roku czy Gniewczynie w 1942. Na kanwie tych wydarzeń
Marcin Pilis zbudował powieść wstrząsającą, bolesną, dotykającą polskiego
wstydu. Wielkie Lipy to fikcyjna miejscowość w której osadzona jest akcja, a która
jest tłem do tego, aby pokazać, jakie były stosunki polsko-żydowskie podczas wojny
i oraz po jej zakończeniu. Nazwa nie jest zresztą istotna, bo wydarzenia mogły mieć miejsce gdziekolwiek
w małej, nieco izolowanej miejscowości. Pytanie, czy konstruowanie fikcyjnej fabuły
na bazie tak bolesnych wydarzeń jest konieczne, potrzebne i moralne? Każdy
musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Sama jestem zazwyczaj na nie, ale w
tej sytuacji mam bardzo mieszane uczucia, pewnie dlatego, że sama powieść okazała
się bardzo dobra. Z gatunku tych, które gryzą i nie pozwalają zasnąć w nocy, bo
przywołują obrazy z książki i pytania o naturę zła.
„Łąka umarłych” nie jest powieścią
jednowymiarową. Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej, w czasach PRL-u
lat siedemdziesiątych i w latach dziewięćdziesiątych. Mamy mieszankę Polaków, Niemców
i Żydów, a wszystkie postaci są ściśle ze sobą powiązane. Konstrukcja fabuły
jest wyśmienita, a narracja równie dobra.
Wielkie Lipy to wieś położona wśród lasów, która
byłaby zapomniana przez świat, gdyby nie istniejący tam klasztor i zabłąkani
pielgrzymi. Tam od wielu lat żyli w symbiozie Polacy i Żydzi, nie
przeszkadzając sobie zupełnie. Do czasu okupacji. W Wielkich Lipach znalazł
swoje miejsce Jerzy Hołotyński, astronom i naukowiec, który miał tam swoje
obserwatorium astronomiczne i prowadził badania. Spędził tam kilkadziesiąt lat,
sporadycznie odwiedzając żonę i syna, a co ważniejsze- nigdy ich nie
zapraszając do swojej samotni. Dwa lata po śmierci Jerzego, już w latach siedemdziesiątych,
jego syn Andrzej przypomina sobie o domu i obserwatorium, które odziedziczył, a
także o obietnicy, którą złożył ojcu na łożu śmierci. Wyrusza więc do Wielkich
Lip odkrywając, że wieś jest tak odizolowana, że nie można dojechać tam żadnym
autobusem, a ostatni odcinek drogi trzeba przebyć pieszo przez las. Już w
drodze do wsi zostaje napadnięty, a na miejscu w Wielkich Lipach przekonuje się,
że nie jest tam chętnie widziany ani przez przeora klasztoru, który udziela mu
pomocy na czas rekonwalescencji, ani przez mieszkańców. Stara się rozwikłać
tajemnicę tej mrocznej miejscowości, co prowadzi do szeregu tragicznych zdarzeń
dla wielu ludzi z nią związanych, również dla samego Andrzeja. Bowiem nie tak łatwo
wydostać się z wsi, do której dostępu broni samo SB „chroniące” resztę społeczeństwa
przed wiedzą o tym, co wydarzyło się w Wielkich Lipach w czasie II wojny światowej.
“Niby wiedział, że
Polacy to nie nadludzie śpiewający
wyłącznie
o chwale, czci, honorze i mesjańskim powołaniu. Są i złoczyńcy bez hamulców. Są. Wszędzie przecież są. Ale co zrobić, kiedy tymi złoczyńcami bez hamulców okazują się zwykli ludzie, i z niepozornego
zbiorowiska przeistaczają się w
krwiożerczy
tłum,
a potem wracają do
swoich codziennych zajęć”.
Chcielibyśmy wierzyć, że Polacy byli wyłącznie
waleczni i braterscy, pomijamy często fakt, że sporadycznie zdarzały się
wypadki, kiedy to Polacy okazywali się bardziej okrutni od okupanta, zwracając się ku
swoim sąsiadom, aby zdobyć aprobatę najeźdźcy, a moze po prostu dlatego, że
żyła w nich pierwotna żądza krwi i mordu.
W latach dziewięćdziesiątych ktoś jeszcze
udaje się do tej zapomnianego przez
wszystkich miejsca. To stary, chorowany Niemiec – Karl Strauch, który był w
centrum tragicznych wydarzeń w Wielkich Lipach...
„Łąka umarłych” to powieść zawieszona gdzieś
pomiędzy dobrem i złem, chociaż w wielu momentach wydaje się, że w Wielkich
Lipach żyje wyłącznie zło. Zło tak potężne, że chce się zamknąć oczy i
zapomnieć o scenach z tej książki jak najszyciej. Tak się jednak nie da. Książka
wwierca się w myśli i boli okrutnie, przeraża i wymusza pytania, kim byłabym w
podobnej sytuacji. Czy katem, czy altruistką? Do jakich czynów bylabym zdolna
lub niezdolna?
Jako przeciwwagę mamy wątek miłosny, który
staje się niejako ratunkiem i dla nas, wstrząśniętych czytelników, a przede
wszystkim dla samych bohaterów.
Jedna z najlepszych książek polskiego autora,
jaką udało mi się ostatnio przeczytać.
____________
Marcin Pilis, Łąka umarłych, Wydawnictwo SOL, Warszawa 2010, s. 383.
——————————
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania W prezencie, Wojna i literatura, To już było, Z półki - 2013.
