środa, 6 marca 2013

CHŁOPIEC Z SALSKICH STEPÓW, IGOR NEWERLY

Igor Newerly to pisarz, z którym nie miałam do tej pory do czynienia. Jakoś wszystkie lektury szkolne mnie omijały, a ja o nim zapomniałam. W zeszłym roku udało mi się okazyjnie kupić trzy książki tego autora, ale odłożyłam je grzecznie na półkę gratulując sobie po cichu wspaniałych łupów, jak to często zresztą u mnie bywa. Nadeszło wreszcie wyzwanie „Jubileuszowe lektury”, z którego dowiedziałam się, że 24 marca Igor Newerly będzie obchodził 110 rocznicę urodzin. Stąd też lektura „Chłopca z Salskich Stepów”.


Majdanek 1943 rok. W baraku tyfusowym leży ciężko chory Igor, który marzy jedynie o cukrze. Za jedną kostkę jest w stanie oddać wiele pajd chleba, które przechowywał na czarną godzinę. Do nieuczciwej wymiany doszłoby, gdyby nie nieznajomy z górnego siennika, który nie pozwolił na taką niesprawiedliwość. Numer 3569, Wowa, „Ruski Doktor”, tajemniczy osobnik, który nie lubi o sobie opowiadać, a do którego ludzie lgną jak do miodu, przynosząc mu różne dowody sympatii. To właśnie on ratuje po raz kolejny Igora, zabierając go do Bloku Czternastego w charakterze pisarza. Tam ma szansę przeżyć. I tak rodzi się wielka, głęboka przyjaźń. Kim jest „Ruski Doktor”, noszący na piersi literę „P” sugerującą, że jest Polakiem, ale nie mówi dobrze po polsku, nie zna też Roty, ani Warszawianki? Po kilku miesiącach znajomości Wowa decyduje się opowiedzieć Igorowi historię swojego życia. Opowiada, jak z chłopca z Salskich Stepów dręczonego głodem nauki zmienia się w „bezprizornego”- wychowanka ulicy. Łut szczęścia powoduje, że dostaje się do domu wychowawczego Niny Pietrownej, dzięki której zdobywa wyksztalcenie, a potem pracę. Zdanie po zdaniu przybliża nas do wyjaśnienia, jak to się stało, że znalazł się na Majdanku. Poznajemy Kiczkajłę, Lońkę i „Klukwę jagodę charoszają”. Dalsze losy bohaterów łączą się aż do obozu w Oświęcimiu, gdzie  w 1944 roku Diergaczew decyduje się na dołączenie do transportu osób cierpiących na malarię. I tak się kończy książka...

Szczęśliwie na jej końcu znajdziemy między innymi „Prawdziwe przygody autora i bohaterów tej książki”, gdzie Igor Newerly wyjaśnia genezę powstania „Chłopca z Salskich Stepów”. Wyjaśnia, że prawdziwe nazwisko bohatera Włodzimierza Iljicza Diegtiariewa zmienił na Włodzimierza Łukicza Diergaczowa, aby nie było skojarzeń z Leninem, ponieważ „Przypadkowa zbieżność imion mogłaby czytelnikowi sugerować, że autor zrobił to specjalnie i nie bez powodu zaznaczył takie podobieństwo”.  Jeden z moich ulubionych bohaterów – Kiczkajło- niestety jest postacią fikcyjną, którą autor stworzył, ponieważ w meandrach pamięci znalazł, że główny bohater po ucieczce z obozu był pielęgnowany przez mężczyznę ogromnego wzrostu. Newerly, pochodzący z Białowieży, uczynił go członkiem faktycznie istniejącego „leśnego rodu Kiczkajłłów, którzy byli, są i będą w Białowieży, póki puszcza szumi”.  Wyjaśnia również, że Diegtiariew wcale nie ukrywał się na Kurpiach, ani nigdy nie poznał Heleny Grzelakowej. Faktycznie było to u wdowy z dwójką dzieci, ale w innym miejscu. Prawdziwa bohaterka nazywała się Adela Narowska i dane było Newerlemu poznać ją w przyszłości.
Igor Newerly przez wiele lat sądził, że jego przyjacielowi nie udało się przeżyć. Dopiero w 1957 roku spotykają się ponownie. Newerly pisze, że „Chłopiec z Salskich Stepów” przysłużył się Diegtariewowi, który za rządów Stalina był szykanowany jako były więzień niemieckich obozów. Dzięki tej książce jego imię zostało nieco oczyszczone.

Nie da się ukryć, że książka w zamiarze była napisana dla młodszych czytelników, to się wyczuwa w użytym języku, skrótach myślowych, prostszych opisach. Część obozowa została jednak napisana bardzo dobrze, przemawia do wyobraźni, a jednocześnie opisy nie przerażają. Mimo trudnego tematu, to ciepła, żywa opowieść, w której akcja toczy się wartko, postacie są wyraziste i pełnokrwiste. Część tocząca się w domu wychowawczym nosi znamiona ducha korczakowskiego, wszak Newerly nie tylko był sekretarzem Janusza Korczaka, ale później przejął od niego "Mały Przegląd", który redagował aż do wybuchu wojny. Jednakże nie mogę przymknąć oczu na to, że pewne fakty zostały przemilczane, niedopowiedziane, a  pewne rzeczy zasugerowane w sposób niezgodny z prawdą historyczną. Nie mnie wyrokować, czy książka została napisana tak, bo inaczej nie przeszłaby przez cenzurę, czy odzwierciedla prawdziwe lewicowe odczucia i przekonania autora. Jako książka bazująca na biografii Włodzimierza Iljicza Diegtiariewa podobała mi się i  z chęcią sięgnę po “Leśne morze” tego autora.



Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki. 

_______________
Igor Newerly, Chłopiec z Salskich Stepów, Świat Książki, Warszawa 2010, s. 222.

Pierwsze zdanie: Są ludzie, na których od dawna czekamy.

Ostatnie zdanie: Wiem tylko, ze beret pasiasty zdarł z głowy, mijając mnie w zwartej kolumnie, ręką w szeregu pozdrowił: "Bywaj, Igor!" - i szedł znów za góry nieznane, za mętne Dunaje, krokiem młodzieńczym, z twarzą pogodną i śmiałą - niespokojny chłopak piegowaty.


----------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Jubileuszowe lektury,  Polacy nie gęsi, Pochłaniam strony, bo kocham tomy, Wojna i literatura, To już było,  Z półki - 2013. 


Image and video hosting by TinyPic

17 komentarzy:

  1. Imani, jeśli podobał Ci się "Chłopiec z Salskich Stepów" to koniecznie przeczytaj "Wzgórze Błękitnego Snu". To przepiękna opowieść o Syberii, o jej przyrodzie, klimacie i oczywiście o ludziach. Bardzo polecam :)
    A "Leśne morze" czyta teraz moja mama i mówi, że też jest piękna, bo podobna do "Wzgórza.."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wzgorze..." niestety jest w Polsce, w domu rodzinnym, musze je sprowadzic :D, natomiast "Lesne morze" mam u siebie i mam nadzieje, ze uda mi sie przeczytac w tym miesiacu i bede zachwycona jak Twoja Mama.

      Tak mi pieknie napisalas o "Wzgorzu...", ze teraz mnie meczyt o, ze go nie mam w domu;), czuje, ze spodobalaby mi sie bardzo.

      Usuń
    2. "Wzgórze Błękitnego Snu" przeczytałam w 2011 roku i od tamtego czasu ciągle wracam pamięcią do tej książki. Przyznałam jej też tytuł Książki Roku. Ale najgorsze jest to, że ciągle nie mam tej książki na własność.

      Usuń
    3. Zycze, aby kiedys trafila w Twoje rece, a ja ide lkac, ze jej nie mam u siebie, inaczej wlasnie bylaby w trakcie czytania:) :)

      Usuń
  2. Wstyd straszny, ale jakoś mi nie po drodze było z tą lekturą:) Ciekawa jestem tych nieścisłości historycznych, choćby dla nich chciałabym przeczytać tę książkę:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze to zaden wstyd:) i ze Ty pewnie docenilabys ta ksiazke, moze nawet bardziej niz ja.

      Usuń
  3. Ja chyba tego chłopca musiałam kiedyś czytać. Z obowiązku? Może. Nie pamiętam nic. Nazwisko autora zapala we mnie ostrzegawcze światło. Choć myślę że może pieknie pisać. Czytałam( słuchałam) coś jeg syna i bardzo mi się podobało. A Ty aż taka zachwycona nie jesteś))) chyba nie?

    Mam zaległości w czyniu Twoich rewelacji( Łażę na rehabilitację i ledwie żyję...a tutaj tyle smaczków!
    Pozdrawiam)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, az taka zachwycona nie jestem. Ksiazka dobra i tylko lub az tyle:) Zreszta nei nastawialam sie na zachwyty. moimi typami byly "Lesne morze" lub "Wzgorze...", skierowane do doroslego czytelnika i maja wszystko, tak mi sie wydaje, co moze mnie uwiesc.

      Zdrowia Ci zycze! Niech sie to wszystko juz wreszcie skonczy!

      Usuń
    2. Tez chce to leśne morze i wzgórze jakieś tam;-)) czytaj szybko i opowiadaj!

      Usuń
    3. "Lesne morze" na pewno przeczytam w tym miesiacu, ale ni juz bo jestem w trakcie czytania "Czasu honoru" i chyba od razu siegne po drugi tom:)

      Usuń
  4. Bardzo dobrze wspominałam tę książkę jeszcze ze szkolnych czasów, toteż ją sobie parę lat temu przypomniałam. Ada z Kraków i okolice poleciła mi wówczas Wzgórze błękitnego snu, zaraz kupiłam, ale jeszcze nie sięgnęłam :(
    Mam też trzecią rzecz Newerly'ego - Zostało z uczty bogów, to w ogóle nie wiem, o czym, z darmówek w bibliotece przywlokłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zostalo z uczty..." nie planowalam przeczytac, bo to sa wspomnienia pisarza z pobytu w rewolucyjnej Rosji, niezbyt mnie interesuje ta tematyka.
      Szczerze mowiac "Wzgorze..." bylo najtrudniejsze do zdobycia i chyba nadal tak jest, nawet na Allegro nie bywa zbyt czesto. Moze to Cie zmobilizuje do siegniecia po nie w blizszej przyszlosci :D

      Usuń
  5. Oczywiście muszę napisać, że chętnie przeczytam tę książkę - chociażby ze względu na tematykę obozową, która jest jest dla mnie bardzo ważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie musisz ;):), ale wiem, o co ci chodzi:)
      Osobiscie najbardziej cenie w tej ksiazce to, ze o rzeczach strasznych pisze niestrasznie, nie omijajac istoty sprawy.

      Usuń
  6. Hmmm, wiem, ze czytałam w podstawówce, ale kompletnie nie umiałabym powiedzieć, o czym był "Chłopiec z Salskich Stepów". Dobrze, że nam przypomniałaś, bo wszystko wskazuje na to, że to wartościowa książka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawde sadze, ze podstawowka, to za troche za wczesnie na ta lekture, mimo, ze nie jest "straszna". Czasami wybory do kanonow naprawde mnie zadziwiaja.
      Ksiazka jest dobra, jesli ma sie w pamieci to, co sie zdarzylo naprawde, a to, co ominieto w "Chlopcu..." lub nieco przeinaczono.

      Usuń
  7. Za moich szkolnych czasów książki tego autora nie były lekturami. Pewnie dlatego nigdy wcześniej nie słyszałam o "Chłopcu z Salskich Stepów". Tematyka obozowa jak najbardziej "moja" dlatego nie omieszkam rozejrzeć się w bibliotece:) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)