Sylwestra spędziłam po części z „Kwiatem kalafiora” Małgorzaty Musierowicz, którego akcja zaczyna się 31 grudnia 1977 roku. Specjalnie zachowałam tą książkę akurat na ten dzień. Końcówka roku to zawsze czas refleksji i podsumowań, a w nie każdej sferze życia bilans wyszedł mi dodatni. Postawiłam więc na książkę Autorki, która zawsze poprawia mi humor.
Po poznaniu rodziny Żaków i Kowalików przyszedł wreszcie czas, aby spotkać się po raz pierwszy z rodziną Borejków, którzy mieszkają w słynnej już w całej Polsce kamienicy przy ulicy Roosevelta 5. Wspaniała, prawda? Doskonale mogę sobie wyobrazić, że właśnie tam mieszka ta niezwykła rodzina, a ich lokum jest rzęsiście oświetlone, emanujące ciepłem i swoistym klimatem, który przyciąga wszystkich. Nawet wtedy, gdy w lodówce jest tylko światło, a na stole królują paluszki i herbata. To przecież nieistotne co się podaje, ważni są ludzie, których z największą przyjemnością się odwiedza, a wszyscy oni stanowią taki zbiór osobowości, że nie można obok nich przejść obojętnie.
Końcówka dla Borejków nie była szczęśliwa, mama Mila zostaje zabrana do szpitala z powodu perforacji wrzodu żołądka, a całe życie rodziny zostaje wywrócone do góry nogami. Na co dzień nie zauważamy przecież tego, że ktoś pali w piecu, gotuje, prasuje, przytula zasmuconych, dmucha na skaleczenia i guzy, prawda? To się przecież wszystko samo nie dzieje, chociaż jako dzieci często tak myślimy. Każda matka czuwa, aby jej pisklętom nic złego się nie stało, zazwyczaj milczy, robi po prostu swoje, a jaki to ogrom pracy od świtu do nocy możemy przekonać się wtedy, gdy z jakiegoś powodu jej zabraknie (lub same zostaniemy matkami). Wtedy wychodzą mocne i słabe strony pozostałej części rodziny. U Borejków najmocniej na ziemi stała Gabrysia, która stara się zastąpić mamę najlepiej jak mogła, z nieocenioną pomocą cioci Feli, która uprawia magiczne sztuki kulinarne.
Wzruszyły mnie cudowne listy, które pisały córki i mąż Milki. Proste, traktujące o sprawach ważnych i nieważnych, gdzie miedzy wierszami przemycono dużo miłości, a mama mogła wyczytać co też naprawdę dzieje się w domu. Czy często mówimy lub okazujemy naszym bliskim, że są dla nas ważni, najważniejsi, że ich kochamy, że za nimi tęsknimy? Nie czekajmy na chorobę, na jakieś nieszczęście, znajdźmy każdego dnia czas na zatrzymanie się w biegu, przytulenie, wyręczenie w drobnostce, sprawienie przyjemności.
„Kwiat kalafiora” to książka o czynieniu dobra. „Całe dobro – pomyślała – jakie nas otacza, to właśnie suma pojedynczych odpowiedzi na radosne sygnały dobrych ludzi. Ale te sygnały wysyła każdy z nas. Dobre sygnały. I złe. A im więcej wysyłamy tych dobrych, tym większe szanse, że ludzie odpowiedzą nam tym samym”. Ta myśl na długo przed Gabrysią zaszczepiła mojemu Tacie i mnie moja Babcia, która święcie wierzyła w to przesłanie. A więc staram się, jak mogę.
Dyskusyjna Grupa ESD, jej założenia, przeprowadzenie eksperymentów i finał spowodowały u mnie, jak zwykle salwy śmiechu.
Wspaniała, ciepła książka przypominająca nam o tym, co najważniejsze, o bliskich, o rodzinie, o tym, aby czynić dobro. Czas na kolejny tom z serii.
____________________
Małgorzata Musierowicz, Kwiat kalafiora, Wydawnictwo Akapit Press, Łódź, s. 177.
Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
-----------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: "Czas na Jeżycjadę", "Trójka e-pik", "Z półki - 2013" (1/32),"Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę".


W zeszłym roku powtarzałam całą Jeżycjadę i choć nowe części też mi się podobały, to te starsze mają w sobie jakąś magię. A "Kwiat kalafiora" to obok "Idy sierpniowej", "Szóstej klepki" i "Noelki" mój ulubiony tom.
OdpowiedzUsuńJa do nowszych tomow nigdy nie doszlam. Skonczylam moja przygode na tomie 5, wiec bardzo sie ciesze na te, ktorych nie znam.
UsuńCzytałam dawno temu, ale teraz jak przeczytałam Twoją opinię to aż chce mi się do niej wrócić ;)
OdpowiedzUsuńDo tych ksiazek chyba ogolnie bardzo sympatycznie sie wraca, przynajmniej dla mnie sa to bardzo mile i sentymentalne powroty.
UsuńBardzo ciekawa recenzja (notabene, ta kamienica to architektoniczne cudeńko). Na pewno będę polować na Musierowicz, obiecałam sobie, że w tym roku "rzucę" się na jej twórczość :) Niewątpliwie, stałaś się w tej kwestii moją inspiracją.
OdpowiedzUsuńTo moze dolaczysz do wyzwania "Czas na Jezycjade?" To dwa, dlugie lata na przeczytanie calosci. Mnie zainspirowala Karriba wlasnie takim projektem:).
UsuńAle wyzwań pod to podciągnęłaś :)
OdpowiedzUsuńPewnie:), zawsze tak robie:), a "Trojka e-pik" pod tym wzgledem bardzo mi podpasowala:)
UsuńBardzo miło wspominam "Kwiat kalafiora" podobnie jak całą Jeżycjadę. Postanowiłam, że w tym roku nieco odświeżę sobie pamięć i przeczytam ponownie niektóre książki z tej kultowej serii.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Zycze milych powrotow. Ja nie moge powstrzymac chichotow w niektorych momentach:)
UsuńCzytałam, czytałam, nawet dwa razy. :) Bardzo lubię książki Musierowicz i chciałabym w końcu przeczytać całą Jeżycjadę, bo jeszcze mi się to nie udało.
OdpowiedzUsuńMnie rowniez sie nie udalo. Pomiedzy tomami bardzo uroslam:). Poczatkowo mialam obiekcje, ze moze za bardzo, ale gdzie ta! Bawie sie tak samo dobrze, o ile nie lepiej:)
UsuńPamiętam ją doskonale, gdy byłam w Poznaniu ogladałam tę kamienicę :)
OdpowiedzUsuńJa niestety nigdy nie bylam w Poznaniu, ale jesli bede miala okazje, to ta kamienica bedzie punktem obowiazkowym:)
UsuńO ile pamiętam, to była moja ulubiona część "Jeżycjady" - choć przyznam, że nie mam do tej serii sentymentu i nie kusi mnie, by zrobić sobie powtórkę. W każdym razie Gabrysia była zdecydowanie najbardziej interesującą z sióstr Borejko, bo pozostałe mniej czy bardziej mnie irytowały.
OdpowiedzUsuńPamiętam bibliotekę szkolną, z której wypożyczałam kolejne powieści Musierowicz. Miłe wspomnienie.
Ostatnio byłam w Poznaniu przez parę dni i koleżanka pokazała mi kilka "Jezycjadowych" punktów :)
Ja nadrabiam braki. Jak juz wspominalam, moja przygoda z "Jezycjada" skonczyla sie na 5 tomie, a ze wszyscy sporo osob tak sie zachwyca i uwaza ta serie za kultowa, to postanowilam nadrobic braki. Szczerze mowiac bardzo sympatycznie mi sie ja czyta. Takze dlatego, ze poczatkowe tomy odnosza sie do lat PRL, ktore i ja juz pamietam i wiele kojarze. Nie ukrywam tez, ze tesknie za Polska, szczegolnie z dziecinstwa (sic!). Wypadaloby dodac - paradoksalnie, bo to nie byly najlepsze czasy w historii naszego kraju.
UsuńTak, zdecydowanie to była jedna z takich istotnych młodzieżowych pozycji :) Ja doszłam do "Córki Robrojka", potem jakoś mi Musierowicz zniknęła z czytania. Pamiętam, że mnie też się miło te tomy czytało, a do tego ich okładki były takie... idealnie dopasowane.
Usuń"Mamo. Kacka lubi pływać. Głupia kacka bo tonie. Pa."
OdpowiedzUsuńUwielbiam Jeżycjadę :]
"... bo NIE tonie" oczywiście ;)
UsuńPulpa jest boska:) Te jej dopiski doprowadzaly mnie do lez:)
UsuńGdyby mama byla w domu, to od razy wyczailaby o co chodzi :D
To jedna z moich ulubionych części Jeżycjady. W tym roku postanowiłam powrócić do tej serii i doczytać też te tomy, których jeszcze nie czytałam.
OdpowiedzUsuńTo moze dolaczysz do wyzwania "Czas na Jezycjade"? Wydaje sie byc idealne dla Ciebie:)
UsuńMam już tyle wyzwań więc muszę się zastanowić czy podołam. Ale propozycja jest z tych do rozważenia.
UsuńW ubiegłym roku (jak to brzmi ;D) postanowiłam przeczytać wszystkie części Jeżycjady. Za mną pierwsza część, a dziś wypożyczyłam kolejne dwie. W tym właśnie "Kwiat kalafiora". Zapowiada się miły weekend, bo widzę, że i na tej części się nie zawiodę. :)
OdpowiedzUsuń