czwartek, 27 grudnia 2012

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA, LUCY MAUD MONTGOMERY


„Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery to moja ukochana książka z dzieciństwa. Wypożyczałam ja wiele razy z biblioteki, by spędzić czas z bohaterką, przy której nigdy nie należało wspominać jej rudych włosów i piegów. Świat wykreowany przez autorkę powodował, że zatapiałam się w lekturze na wiele godzin, nic i nikt wtedy dla mnie nie istniał, tylko Ania, Zielone Wzgórze i ja. Upłynęło wiele lat i znowu spotkałam się z Anią i jej wielką, romantyczną duszą oraz wyobraźnią, którą można by obdzielić całą grupę dziewcząt. Było dokładnie tak samo – zaczęłam czytać i już mnie nie było dla świata.

Ania. 
"Same gwiazdy spotkaly się na nieba szczycie,
Z ducha, ognia i rosy tchnęły w ciebie życie".
/Robert Browning/
Dziewczynka, którą nie rozpieszczała fortuna do jedenastego roku życia. Przez nikogo niekochana, piętnowana przez wszystkich za swój wyjątkowy, „zły” charakter. Zbudowała sobie swój własny, wewnętrzny świat, dzięki któremu łatwiej jej było żyć w szarej, okrutnej rzeczywistości. Swój dom znalazła  u rodzeństwa Maryli i Mateusza Cuthbertów. To była najlepsza rzecz, która mogła się przydarzyć całej trójce. Ania wreszcie była kochana i mieszkała w cudownym miejscu, które rozwijało i tak już rozbuchaną wyobraźnię. Surowe serce Maryli stopniało pod urokiem Ani, a poczciwy Mateusz po raz pierwszy raz w życiu musiał nauczyć się jak żyć i rozumieć osobę płci odmiennej.

Jako dziewczynka marzyłam, aby w moim życiu zjawił się ktoś taki jak Ania, przyjaciółka od serca, z którą żaden dzień nie mógłby być nudny. Osóbka o przepastnym sercu, bardzo egzaltowana, potrafiąca zachwycać się najprostszymi rzeczami, aby za moment znaleźć się na dnie rozpaczy. Czyż nie piękne jest to, że dostrzegała urodę otaczającego świata? Jak wielu z nas, tych mniejszych i tych większych, to jeszcze potrafi? Przystanąć i zapatrzeć się na kwitnącą jabłonkę, a w myślach nazwać ją Królową Śniegu?  Ania cieszyła się z pięknego dnia, kolorowych liści na klonie, zawilców, a szczególnym miejscom nadawała specjalne nazwy: Jezioro Lśniących Wód, Aleja Zakochanych, Dolina Fiołków czy niefortunny Las Duchów. Chociaż zawsze byłam wrażliwa na otaczający mnie świat i mogłam zniknąć w ogrodzie na wiele godzin obserwując ptaki czy mrówki, to jednak Ania zawsze przypomina mi, żeby nie traktować tych wszystkich pięknych rzeczy, które nas otaczają, jedynie jako element krajobrazu, że warto przystanąć, zatrzymać się w biegu życia, zadumać na chwilę, nacieszyć oczy i serce.

Ania znaczy także kłopoty, jest niczym magnes, który przyciąga różnego typu nieszczęścia. Z jej przygód i teraz zaśmiewałam się nie raz. Upić najlepszą przyjaciółkę Dianę, dodać do ciasta dla uwielbianej pani Allen środku przeciwbólowego zamiast esencji waniliowej, spaść ze szczytu dachu, zafarbować sobie włosy na zielono – tylko ona potrafili wpędzić się w takie kłopoty. A wszystko to było czynione oczywiście w najlepszej intencji. 

„Ania z Zielonego Wzgórza” wpompowała we mnie, po raz kolejny, ogromną dawkę optymizmu. W ten świąteczny czas było to jak spotkanie z niewidzianą przez lata przyjaciółką. Wspaniale spotkanie, pełen wzruszeń, śmiechu i doskonałej zabawy. Doskonałe opisy Zielonego Wzgórza powodowały we mnie tęskne westchnienia i zbudziły dawno uśpione marzenia, aby znaleźć się kiedyś w takim miejscu. Książkę zamknęłam ze wzruszeniem, ale i z radością, że spotkam się z Anią w kolejnych tomach. 


__________________

Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza, przeł. Agnieszka Kuc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 407


--------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Czytajmy Anię", "Tydzień bez nowości".


Image and video hosting by TinyPic

32 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne masz wspomnienia:).
      Tez trochę się obawiałam tego spotkania po latach, ale było tak, jak za pierwszym razem.
      Ostatnio chętnie wracam do moich książek z dzieciństwa i świetnie się przy nich bawię.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Dziękuję za przypomnienie i do tych książek koniecznie muszę wrócić:)
      Książki Edith Nesbit swego czasu uwielbiałam.

      Usuń
  2. Moja ukochana książka, zresztą jak cała seria, chociaż najbardziej lubię pierwsze trzy części :) Ekranizację też darzę dużym sentymentem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ekranizacja tez jest wspaniała, oglądałam kilka razy. Chętnie do niej wrócę, ale może po przeczytaniu całej serii.
      Tez najbardziej lubiłam trzy pierwsze tomy.

      Usuń
  3. Ania to moja ukochana lektura z dzieciństwa, do tej pory doceniam jej urok :) Ale muszę powiedzieć, że ja jednak jestem zdecydowanie większą fanką części o dorosłej już Ani :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem ciekawa, jak odbiore kolejne tomy Ani. Byc moze pokocham je tak bardzo, jak pierwsze. Czytajac je bylam mlodziutka dziewczyna, a wiec i spojrzenie na wiele spraw mialam inne:)

      Usuń
  4. Jedna z najlepszych ksiązek jakie czytałam,zresztą jak i cała seria :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim prywatnym rankingu ulubionych serii Ania kroluje od lat i raczej nie zanosi sie, aby cos ja zmiotloz ulubionej dziesiatki:)

      Usuń
  5. Jako dziecko zaczytywałam się w przygodach Ani, chętnie do nich wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zycze Ci, abys cieszyla sie z tego powrotu do "Ani..." tak samo jak ja:)

      Usuń
  6. Aż wstyd przyznać, ale nie należałam do osób, które pochłaniały lektury szkolne w podstawówce, a żałuję, bo wtedy były ciekawe. :) ,,Anię..." przeczytałam do połowy, no, może 3/4, ale bardzo mało pamiętam z tej książki. Jak przez mgłę przypominam sobie o co w niej chodziło, ALE zamierzam to nadrobić, bo czuję, że teraz mogłaby mi się ta książka spodobać. Zwłaszcza, że dostałam kiedyś w prezencie pięknie oprawioną ,,Anię z Avonlea", czy z czegoś tam. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nawet nie mialam "Ani..." w kanonie lektur, przynajmniej nie przypominam sobie. Jako dziecko czytalam duzo, wiec i "Ania..." zostala mi polecona przez pania bibliotekarke, co bylo absolutnym strzalem w dziesiatke.
      "Ania z Avonlea" to tom drugi, za ktory zabiore sie chetnie w styczniu badz lutym:)

      Usuń
    2. O, wiedziałam, że coś pokręciłam - cały czas brzęczy mi w uszach ,,Avonlea", a z drugiej strony wiem, że mam którąś z dalszych części. Posiadam ,,Anię ze Złotego Brzegu" a nie z Avonlea. ;D
      Myślę, że jak uporam się w końcu z Jeżycjadą i masą innych książek, które na mnie czekają, to zabiorę się w końcu za Ankę, a potem obejrzę serial dla porównania. :)

      Usuń
    3. Mysle, ze "Ania" tak szybko sie nie zestarzeje, moze spokojnie poczekac na wolny czas i odpowiedni nastroj:)

      Usuń
  7. Jedna z ukochanych książek dzieciństwa, do której potem jeszcze kilkakrotnie wracałam. Jak tu nie lubić tego rudzielca wiecznie pakujacego się w kłopoty, obdarzonego taką niesamowitą wyobraźnią? Przyznaję,ze nawet dziś zdarza mi się zapatrzeć na jakąś brzozę czy polankę , na której pojawiają sie czasem sarny, magła unosi się i prześwituje słońce, co o tyle jest nieostrożne,że zmierzam do pracy autkiem, ale nie szaleję:), tak kątem oka rejestruję.Natomiast nie dorównam Ani w wymyslaniu nazw, zresztą nigdy tego nie robiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moge podpisac sie pod Twoimi slowami:)
      Nazw rowniez nie wymyslalam, ale jej wyobraznia w tej kwestii bardzo mnie porusza:)

      Usuń
  8. Jedna z ulubionych lektur z dzieciństwa, zaraz przy "Matyldzie". Ileż czasu ja z nią spędziłam? Ahh. Kilkakrotnie czytałam oraz oglądałam film na podstawie książki. Uwielbiam :) Chyba jeszcze raz do niej wrócę niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bardoz sie ciesze, ze wreszcie znalazlam czas, aby wrocic do mlodziezowej klasyki. W nawale lekturowych wspolczesnych bylejakosci to prawdziwa perelka.

      Usuń
  9. Ach, wspomnienie z dzieciństwa! Nie miałam własnej Ani, ale pamiętam, że czytałam z biblioteki wydaną w płótnie całą serię... i zostałam z ambicją kupienia sobie kiedyś takiej. Jeszcze nie udało mi się ambicji zaspokoić :) ale kilka już mam! I też planuję powrót.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie mialam wlasnej Ani, ale teraz zaczelam zbierac :). Nigdy nie jest za pozno, aby realizowac czytelnicze marzenia:)

      Usuń
  10. Pewnego cudownego dnia dostałam od mamy całą serię z Anią i do dzisiaj pamiętam swoją radość. Po tylu latach nadal posiadam wszystkie te książki, a w przyszłości podaruję je swoim pociechom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swietnie, uwielbiam takie stare, zaczytane tomy, z wlasna historia i dusza.

      Usuń
  11. Miałam w domu wszystkie dziesięć tomów "Ani" plus dwa tomy opowiadań z Avonlea, plus pierwszy tom "Emilki", plus dwa tomy o Historynce, plus "Błekitny zamek", plus "W pajęczynie życia"... Jednym słowem, sporo było u mnie Montgomery. Gdzieś to się teraz gnieździ w kartonach, ech.
    Wspaniale mi się czytało Anię - choć Emilka mocno z nią rywalizowała, "Błękitny zamek" i "W pajęczynie" zresztą też. W pewnym okresie moim ulubionym "Aniowym tomem" były "Opowieści z Doliny Tęczy" - przygody dzieci, głównie córek, Ani (cudna Nan i cudna Di, każda z własnym zestawem perypetii!). Poza tym opowiadania - pamiętam, jak mnie urzekały okładki obu tomów.
    Ania to nieśmiertelna klasyka, zdecydowanie. Po Twoim poście nabrałam ochoty na powtórkę i "Ani", i pozostałych książek Montgomery, bo chociaż są nieco naiwne i staroświeckie - a może właśnie dlatego - mają w sobie niesamowity urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże Ci zazdroszczę posiadania tych wszystkich skarbów! Ja niestety nie mam tych wszystkich książek, a Historynki i "W pajęczynie życia" nawet nie czytałam! Takie mam braki do nadrobienia:)
      Ostatnio z największą przyjemnością powracam do lektur z dzieciństwa, które niosą ze sobą tyle wspaniałych emocji i wspomnień. "Anię" czytałam z uśmiechem na ustach, bardzo urokliwa to historia.

      Usuń
    2. "W pajęczynie" to była jedna z moich najulubieńszych "Montgomerych". Polecam, jest urokliwa (a zarazem bardzo poważna w kilku momentach).
      Też chętnie powracam do tych ukochanych książek z dzieciństwa. "Oto jest Kasia" na przykład - mogę ją czytać w kółko.

      Usuń
    3. Nie pozostało i nic innego, jak po skompletowaniu Ani zacząć kupować inne książki Montgomery. Jak zwykle jesteś bardzo przekonująca :)

      Usuń
    4. Obawiam się, że plany niekupowania ciężko będzie wypełnić... ;)

      Usuń
    5. Pewnie tak, ale nie wliczam w to serie i autorów, których kolekcjonuję. Sprytna jestem nie?

      Usuń
  12. Bardzo lubię całą serię ,,Ani z Zielonego Wzgórza'' i mimo upływu lat czuje do niej wielki sentyment. Chyba większość osób czule wspomina perypetie tej zwariowanej dziewczynki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, chociaz jak czytam lub slysze glosy najmlodszego pokolenia, ze ta ksiazka ich nudzi, to z jednej strony ciarki mi chodza po plecach (bo coz oni dzis czytaja!), a zdrugiej jest mi ich troche zal...

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)