„Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery to moja ukochana książka z dzieciństwa. Wypożyczałam ja wiele razy z biblioteki, by spędzić czas z bohaterką, przy której nigdy nie należało wspominać jej rudych włosów i piegów. Świat wykreowany przez autorkę powodował, że zatapiałam się w lekturze na wiele godzin, nic i nikt wtedy dla mnie nie istniał, tylko Ania, Zielone Wzgórze i ja. Upłynęło wiele lat i znowu spotkałam się z Anią i jej wielką, romantyczną duszą oraz wyobraźnią, którą można by obdzielić całą grupę dziewcząt. Było dokładnie tak samo – zaczęłam czytać i już mnie nie było dla świata.
Ania.
"Same gwiazdy spotkaly się na nieba szczycie,
Z ducha, ognia i rosy tchnęły w ciebie życie".
/Robert Browning/
Dziewczynka, którą nie rozpieszczała fortuna do jedenastego roku życia. Przez nikogo niekochana, piętnowana przez wszystkich za swój wyjątkowy, „zły” charakter. Zbudowała sobie swój własny, wewnętrzny świat, dzięki któremu łatwiej jej było żyć w szarej, okrutnej rzeczywistości. Swój dom znalazła u rodzeństwa Maryli i Mateusza Cuthbertów. To była najlepsza rzecz, która mogła się przydarzyć całej trójce. Ania wreszcie była kochana i mieszkała w cudownym miejscu, które rozwijało i tak już rozbuchaną wyobraźnię. Surowe serce Maryli stopniało pod urokiem Ani, a poczciwy Mateusz po raz pierwszy raz w życiu musiał nauczyć się jak żyć i rozumieć osobę płci odmiennej.
"Same gwiazdy spotkaly się na nieba szczycie,
Z ducha, ognia i rosy tchnęły w ciebie życie".
/Robert Browning/
Dziewczynka, którą nie rozpieszczała fortuna do jedenastego roku życia. Przez nikogo niekochana, piętnowana przez wszystkich za swój wyjątkowy, „zły” charakter. Zbudowała sobie swój własny, wewnętrzny świat, dzięki któremu łatwiej jej było żyć w szarej, okrutnej rzeczywistości. Swój dom znalazła u rodzeństwa Maryli i Mateusza Cuthbertów. To była najlepsza rzecz, która mogła się przydarzyć całej trójce. Ania wreszcie była kochana i mieszkała w cudownym miejscu, które rozwijało i tak już rozbuchaną wyobraźnię. Surowe serce Maryli stopniało pod urokiem Ani, a poczciwy Mateusz po raz pierwszy raz w życiu musiał nauczyć się jak żyć i rozumieć osobę płci odmiennej.
Jako dziewczynka marzyłam, aby w moim życiu zjawił się ktoś taki jak Ania, przyjaciółka od serca, z którą żaden dzień nie mógłby być nudny. Osóbka o przepastnym sercu, bardzo egzaltowana, potrafiąca zachwycać się najprostszymi rzeczami, aby za moment znaleźć się na dnie rozpaczy. Czyż nie piękne jest to, że dostrzegała urodę otaczającego świata? Jak wielu z nas, tych mniejszych i tych większych, to jeszcze potrafi? Przystanąć i zapatrzeć się na kwitnącą jabłonkę, a w myślach nazwać ją Królową Śniegu? Ania cieszyła się z pięknego dnia, kolorowych liści na klonie, zawilców, a szczególnym miejscom nadawała specjalne nazwy: Jezioro Lśniących Wód, Aleja Zakochanych, Dolina Fiołków czy niefortunny Las Duchów. Chociaż zawsze byłam wrażliwa na otaczający mnie świat i mogłam zniknąć w ogrodzie na wiele godzin obserwując ptaki czy mrówki, to jednak Ania zawsze przypomina mi, żeby nie traktować tych wszystkich pięknych rzeczy, które nas otaczają, jedynie jako element krajobrazu, że warto przystanąć, zatrzymać się w biegu życia, zadumać na chwilę, nacieszyć oczy i serce.
Ania znaczy także kłopoty, jest niczym magnes, który przyciąga różnego typu nieszczęścia. Z jej przygód i teraz zaśmiewałam się nie raz. Upić najlepszą przyjaciółkę Dianę, dodać do ciasta dla uwielbianej pani Allen środku przeciwbólowego zamiast esencji waniliowej, spaść ze szczytu dachu, zafarbować sobie włosy na zielono – tylko ona potrafili wpędzić się w takie kłopoty. A wszystko to było czynione oczywiście w najlepszej intencji.
„Ania z Zielonego Wzgórza” wpompowała we mnie, po raz kolejny, ogromną dawkę optymizmu. W ten świąteczny czas było to jak spotkanie z niewidzianą przez lata przyjaciółką. Wspaniale spotkanie, pełen wzruszeń, śmiechu i doskonałej zabawy. Doskonałe opisy Zielonego Wzgórza powodowały we mnie tęskne westchnienia i zbudziły dawno uśpione marzenia, aby znaleźć się kiedyś w takim miejscu. Książkę zamknęłam ze wzruszeniem, ale i z radością, że spotkam się z Anią w kolejnych tomach.
__________________
Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza, przeł. Agnieszka Kuc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 407
--------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Czytajmy Anię", "Tydzień bez nowości".
