Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignacy Karpowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignacy Karpowicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 stycznia 2015

SOŃKA, Ignacy Karpowicz

W zeszłym roku miałam wrażenie, że „wszyscy” czytają „Sońkę”, a skoro tak, to zażyczyłam sobie książkę pod choinkę. Jak nigdy dałam się ponieść czytelniczej fali. Wcześniej sporo o niej czytałam. Jednym podobała się bardzo, innym tak sobie. Oczywiście korciło mnie, aby się dowiedzieć, po której stronie opowiem się ja sama.

„Dawno, dawno temu...” tak zaczyna się antybaśń, która zostawia nas z listą pytań i wątpliwości. “Tutaj, na końcu niczego, w Królowym Stojle nieopodal metropolitalnej Słuczanki, stały tylko cztery chałupy”, a w jednej z nich stara kobieta – Sońka, ze swoim psem, kotem oraz krową. A pózniej pojawia się on - Ignacy/Igor,  w luksusowym samochodzie, tak bardzo niepasujący do tego skrawka świata, zapomnianego przez wszystkich, który “Długo macał się po kieszeniach, zaglądał do plecaczka, jak gdyby gdzieś tam zgubiła się karteczka z poradami i odpowiedziami na wszystkie pytania świata: co robić i jak żyć, czego unikać i z kim unikać, gdzie unikać i za ile, no ale przede wszystkim - gdzie jest pierdolony numer do jebanego assistance”. Czy to, że zawiódł samochód było tylko przypadkiem, czy przeznaczeniem? Czy Ignacy/Igor faktycznie zgubił się w tej wiosce, czy raczej się w niej odnalazł? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, oczywiste jest to, że stała się jedna z najważniejszych rzeczy w jego życiu – spotkal Sońkę, kobietę niezwykłą, zdrajczynię, dziwkę, szeptuchę. Samotną, wzgardzoną, podeptaną. Ona na niego czekała wiele lat, aby zdąrzyć się komuś wyspowiadać ze swojego życia. Czy spotykając starą kobiecinę na drodze myślimy czasami, co kryje się pod siecią zmarszczek, jaka historia ukrywa się w tym starym, schorowanym ciele? Czy ktoś, kiedyś jej wysluchał? Czy umrze nigdy nieopowiedziana? Historia Sońki po raz pierwszy opowiedziana prostymi, białoruskimi słowami odmienia, nie tylko ją, ale także jej jedynego słuchacza, a przynajmniej chcemy w to bardzo wierzyć. Igor z Warszawy staje się znowu Ignacym z Podlasia. Mimo tego, że Czuł się jak kustosz w muzeum cudzych wspomnień”, to czy faktycznie potrafił tą historię potraktować z pietyzmem? Czy opowie historię po swojemu, przeksztalci ją na swoje potrzeby, na język teatru, uczyni ją efektowniejszą, wzbogacając ją na przykład w “10 zdjęć w tym KONIECZNIE! przynajmniej jedno z dzieckiem”. Wszak czyjeś cierpienie, to temat chodliwy, nie tylko w sztuce.

Dzieje Sońki, to opowieść o młodej dziewczynie, którą połączyła niezwykła więź z esesmanem. Nie wiedziała, że luby nie jest regularnym żołnierzem Wermachtu, tylko katem sąsiedniego miasteczka. Jego opowieść o tym odbiera jako oświadczyny. Mówi: „Kochałam tak do końca, do granicy, za którą już tylko nic. Kochaliśmy się tak bardzo, że czas płynął tylko wtedy, gdy byliśmy razem. Jakbyśmy sami byli czasem. Poza nami czas nie istniał, nic a nic”.
Jej tragiczna historia zaczyna się już w dzieciństwie , bo „dzieciństwo na zawsze w człowieku zostaje, jak pory roku czy okrucieństwo: można się go zaprzeć, ono jednak nie da się zabić, zamalować, zapomnieć - można co najwyżej rozstawić parawan”. A później przyszło jej żyć w czasach, kiedy Za naszymi pagórkami i łąkami  za stodołami i chlewami wartość kobiety to nie więcej niż wartość kozy, choć koza większą miała szansę na przeżycie, bo dawała mleko, a kobieta tylko czasem i nie dla wszystkich”.
Za wszystko przyjdzie jej zapłacić najwyższą cenę, zostanie sama, ze swoimi myślami, cierpieniem i “Gdyby porachować minuty jej życia, okazałoby się pewnie, że przemilczała własne życie. Że towarzyszami rozmów były krowy, kot i pies. Łąka, rzeka i przedmioty”.
Ten jeden raz jednak mówi, mówi przepięknie, o miłości, śmierci, o życiu. Bez zbędnych słów, ozdobników, a jednak w sposób niezwykle liryczny, ściskający gardło ze wzruszenia. Dotarcie do oryginału historii Sońki, ale także dotarcie do oryginału każdej opowieści jest, według mnie, sensem tej książki.

Dobra literatura. Przeczytałam jednym tchem.

_______________
Ignacy Karpowicz, Sońka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 204.

Image and video hosting by TinyPic