"(...) roku tegoż pańskiego Anno Domini kończył będę lat siedemdziesiąt i siedem, znaczy się, jak to z dawien dawna mawiają, dwie kosy na mnie idą. Druga rzecz: podług kalendarza i podług pogody styczeń mamy. Do marca, jak w sam raz, niecałe dwa miesiące. A przecie stare, a toi znaczy się mądre przysłowie powiada: Szczęśliwy starzec, któren przeżył marzec".
Tak właśnie powstały zapiski Żywotnego Mariana, który w swoim mniemaniu jest człowiekiem bogobojnym, dobrym, świecącym przykładem dla innych do tego stopnia, iż uznał, że powinien opisać swój ciężki żywot dla potomności. Oczywiście głownie po to, aby czerpali garściami z jego życia, a tym samym mogli ulepszyć swoje własne.
Danuta Noszczyńska zastosowała stylizację językową, która na początku może drażnić kogoś, kto ceni poprawną polszczyznę, bowiem tytułowy Marian pisząc swój dziennik popełnia wszystkie chyba możliwe błędy językowe w stylu „poszłem”, „najsamprzód”, jednak zabieg ten jest konieczny, aby pokazać mentalność i wnętrze (pustkę?) owego Mariana. Dosyć szybko można się wciągnać w rytm opowieści, a lapsusy jezykowe zaczynają bawić.
Na tle zmian zachodzących w Polsce, opowieść Mariana wiedzie nas poprzez dzieciństwo, podstępne, wręcz świńskie uwiedzenie najlepszej partii we wsi, życie małżeńskie i wychowywanie dzieci, aż do jesieni życia. Powieść śmieszy, ale do momentu, kiedy to przypomnimy i uświadamimy sobie, że takich Marianów chodzących po świecie jest mnóstwo i to zarówno w wydaniu męskim, jak i żeńskim. „Pod dwiema kosami...” jest opowieścią głównie o Apolonii, żonie Mariana oraz jego rodzinie, o postępującej destrukcji wartości moralnych i rodzinnych, a wszystko to za przyczyną bogobojnego ojca rodziny, który zadając księdzu pytania formułuje je tak, aby dostać z góry założoną odpowiedź.
Ileż w Marianie jest pogardy dla nauki, rozwoju intelektualnego, co jednocześnie nie przeszkadza mu marzyć o kobiecie wykształconej, innej od prostych, wiejskich dziewczyn. Taką kobietę sprowadził do swojego poziomu, łaskawie pozwalając jej żyć u swego boku, odebrał jej wszystkie marzenia, radość życia, czyniąc ją robotnicą i posługaczką, a wszystko przy akompaniamencie totalnego braku empatii. Dzieci terroryzował odbierając im prawo do decydowania o sobie, a wszystko to w przekonaniu, że nie ma na świecie lepszego ojca i męża. Trudno uwierzyć, że tacy osobnicy istnieją, chociaż zdarzyło mi się ich, niestety, spotkać. Niepojęte jest to, że nikt nie reaguje na takie zachowanie, ani rodzina, ani mieszkańcy wsi, dając na to ciche przyzwolenie. Wstrząsające jest to, że nieuk, człowiek amoralny, sprzedawczyk i materialista myśli o sobie w samych superlatywach i jest przekonany o własnej doskonałości, obarczając wszystkich innych winą za jakiekolwiek problemy i kłopoty.
„Pod dwiema kosami...” pod przykrywką humoru obnaża kołtuństwo i podwójną moralność, to dobry satyryczny obraz społeczeństwa polskiego, momentami przerażający. Taki uśmiech przez łzy.
___________
Danuta Noszczyńska, Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana, Wydawnictwo SOL, Warszawa 2011, s. 318.
Pierwsze zdanie: W pierwszych słowach zapisków moich raczej wypada mi przedstawić się wraz z najbliższym otoczeniem moim, co nieniejszym czynię: ja nazywam się Żywotny Marian, żona moja Żywotna Apolonia.
Ostatnie zdanie: I niech się dzieje Wola Nieba, ament.
---------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.
