„Wymarzony dom Ani” to pierwsza „dorosła” część
opowieści o rudowłosej Ani Shirley. Ania zmienia się w panią doktorową Blythe i
wreszcie (nareszcie!) łączy się węzłem małżeńskim z ukochanym Gilbertem.
Zostawia Zielone Wzgórze i przeprowadza się do małego domku z widokiem na Zatokę
Czterech Wiatrów. Zawsze zazdrościłam Ani tych wspaniałych domów i malowniczych
miejsc, w których mieszkała. Tym razem
wkracza jako trzecia młoda mężatka do Wymarzonego Domku otoczonego
starym sześćdziesięcioletnim ogrodem. Pojawiają się i charakterni sąsiedzi –
kapitan Jakub, który marzy o wydaniu książki o swoim życiu, nielubiąca rodu męskiego
panna Kornelia oraz piękna i nieszczęśliwa Leslie Moore. Wszyscy oni należą do
Rodu Józefa, ludzi, którzy doskonale się rozumieją i uwielbiają.
W „Wymarzonym domu Ani” kończy się dziewczęca
beztroska, Ania przeobraża się w młodą kobietę,
której dorosłe życie od razu daje trudną lekcję. Jest w tej książce sporo
melancholii i i zadumy, jest trochę mroków dorosłości, ale to wciąż bardzo ciepła
opowieść, niemal sielankowa.
Uroczy jest wątek romansowo-sensacyjny, który dodaje
smaczku całej historii.
Przyjemnie było mi czytać o tym, jak Ania
rozkwita pod wpływem kochających spojrzeń Gilberta, jak po raz kolejny zjednuje
sobie wszystkich wokół i oczywiście nie może zostać całkiem obojętna, gdy w grę
wchodzi szczęście dwojga zakochanych osób. Ania po prostu musi się wmieszać w
historię tak, aby miała szczęśliwe zakończenie.
Nie dziwię się, że “Wymarzony dom Ani” do dziś
potrafi wzruszać młode (i starsze) dziewczyny. Któż nie marzy o oddanym, kochającym
mężczyźnie i wspaniałym, bajkowym domku na początku wspólnej drogi?
Ja również się wzruszyłam, ale trochę szkoda mi tej malej, rudowłosej dziewczynki.
Dobrze, że czasami dochodzi do głosu i powoduje, że dorosła Ania wciąż potrafi tańczyć
na plaży i snuć swoje marzenia.
____________
Lucy Maud Montgomery, Wymarzony dom Ani, przeł. Stefan Fedyński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013, s. 305.
Pierwsze zdanie: Chwała Bogu, koniec z geometrią! - rzekła z uczuciem ulgi Ania Shirley.
Ostatnie zdanie: Żegnaj, drogi, mały Wymarzony Domku!
--------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Book-Trotter, Czytajmy Anię.

Za mną dopiero pierwsza odsłona jej przygód a tam strasznie mnie irytowały jej rozegzaltowane monologi. Mam szczerą nadzieję, że w dalszych odsłonach będzie ich mniej :)
OdpowiedzUsuńHa ha! Raczej nie. Ania to po prostu Ania i taka wlasnie jest :)
UsuńAnia była ukochaną bohaterką mojego okresu wczesnodziewczęcego. Nie mogłam tylko zrozumieć dlaczego jej kontrowesyjna ale w sumie skuteczna metoda postępowania z Gilbertem (tj. walenie go tabliczka po głowie) zupełnie się nie sprawdzała w przypadku moich rówieśników :(
OdpowiedzUsuńRozegzaltowanie leży w charakterze głównej bohaterki, która ucieka od trudnych doświadczeń w świat wielopiętrowych fantazji, i składa się na urok całego cyklu. Ponadto, książka jest z początku XXw. i mozna zaryzykować twierdzenie, że jak na ówczesne standardy jest nawet powściągliwa (mniej więcej w tym samymy czasie powstała np. "Trędowata"). Oczywiście, dojrzewając, Ania trochę okrzepnie, ale nie zatraci przy tym dziewczęcej wrażliwości.
Lubię te "późniejsze" Anie np. "Ania ze Złotego Brzegu" w której bardzo interesujący jest bohater zbiorowy w osobie mieszkańców miasteczka, albo "Rilla ze Złotego Brzegu", akcja której toczy się podczas I wojny światowej.
Zarowno "Ania ze Zlotego Brzegu" jak i "Rilla..." dopiero przede mna. Skonczylam dosyc wczesnie przygode z Ania, za to teraz nadrabiam i bawie sie swietnie (mimo iz wiek dziewczecy daaawno juz za mna). Mnie rozegzaltowanie Ani nie przeszkadza, wrecz jestem nim zauroczona. A i tak! Masz racje -"Tredowata" bije ja na glowe.
UsuńOch, ta nostalgia i smutek dorosłości jest tu wyraźnie wyczuwalny! Czy to w tym tomie była historia z malutką Joy? Płakałam ze wzruszenia, ale cieszyłam się, że Ania i Gilbert przeżywali wszystko razem i wzajemnie się wspierali.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Tak, niestety to w tym tomie jest historia malutkiej Joy. Dla mnie bylo to jak dostanie obuchem w glowe, szczegolnie na tym etapie mojego zycia :(
UsuńJa czytałam w starym wydaniu i imienia bohaterów byly inne. W tej książce czuś, że i do Ani zapukało brutalne życie. Miałam jak Karolina, wyłam strasznie, ale nie tak jak na "Rilli"
OdpowiedzUsuńUwielbiam serię o Ani!
Przegladalam starsze wydanie i byl tam kapitam Jim i Ewa Moore. Tak w ogole, to denerwuje mnie to zmienianie imion. Po co to komu i na co? "Rilla..." jeszcze przede mna, bo te tomy odkrywam po raz pierwszy, ale juz widze, ze bede musiala przygotowac zapas chusteczek (bo ja z tych placzacych rzewnie nad ksiazkami).
UsuńWlasciwie nie wiem dlaczego nie przeczytalam calej Ani, pewnie nie bylo wszystkich tomow w bibliotece, jak bylam w transie, a potem pewnie juz mi przeszla ochota. Za to teraz nadrabiam i jakze swietnie sie bawie!
Uwielbiam cały cykl powieści o Ani i żałuje bardzo że tak wiele osób zatrzymało się na pierwszej części (musieli ja przeczytać, bo była to lektura w szkole podstawowej). Autorka piszę o prawdziwym życiu, nie jest ono cukierkowate. Są tragedie i codzienne smutki.
OdpowiedzUsuńMoją ulubioną książką tej autorki jest jednak Błękitny Zamek.
http://literacka-mimoza.blogspot.com/2013/01/bekitny-zamek-czyli-co-kazda-stara.html
Ja zatrzymalam sie na 3 tomie. Ilez stracilam przez te lata!
UsuńZa to "Blekitny zamek" czytalam kilkakrotnie i do tej pory jest to jedna z najwazniejszych ksiazek mojego zycia:)
O proszę, kolejna wspólna cecha - też kocham "Błękitny zamek" i razem z "Dzbanem ciotki Becky" to moje ukochane powieści spoza cyklu o Ani :) A sam cykl czytałam po kilka razy. Anię uwielbiam w każdej wersji wiekowej.. Z "Wymarzonego.." ciągle zostało mi powiedzonko "ci, którzy znają Józefa" -rewelacyjne! :)
OdpowiedzUsuńTak, powiedzonko jest swietne. Musze kiedys z ciekawosci zajrzec do nowych tlumaczen i zobaczyc, jak tam ugryziono temat Jozefa :)
UsuńAle sentymentalnie się zrobiło, z chęcią przeczytałabym jeszcze raz o Ani. :)
OdpowiedzUsuńChyba kazdy wiek jest dobry, aby czytac Anie. Chociaz sadze wedlug siebie:)
UsuńA ja zatrzymałam się na Ani na uniwersytecie i dalej ani rusz. Czas się zmobilizować :)
OdpowiedzUsuńZapewniam, ze dalej tez jest ciekawie, tak wiec goraco namawiam :)
UsuńChociaż nie pamiętam szczegółów tej książki bo czytałam ją wieki temu, to jednak pamiętam doskonale, że to były cudowne chwile dzieciństwa ;) Magia
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
P.s. Zapraszam do mojego konkursu
I wlasnie za ta szczypte magii bardzo lubie Anie.
UsuńRowniez serdecznie pozdrawiam.
Patrząc na tę książkę, przypomina mi się czas, kiedy miałam "naście' lat i rozczytywałam się w kolejnych tomach Ani. Z chęcią powróciłabym kolejny raz na Zielone Wzgórze i nie tylko... :)
OdpowiedzUsuńPowroty sa cudowne, przynajmniej dla mnie.
UsuńAniu, ja rowniez lubie rudowlosa bohaterke, z kazda czescia, mam wrazenie, bardziej.
OdpowiedzUsuń