„Dzionek Satyryka Stefanii Grodzieńskiej po
raz pierwszy został wydany w 1953 roku w nakładzie 8160 egzemplarzy i jeden
takowy posiadam. Uwielbiam humor pani Stefanii, toteż do lektury zabrałam się
po pierwsze niemal z czułością, głaszcząc pożółkle strony, a po drugie z
nastawieniem na sporą dawkę smakowitego humoru.
W „Coś w rodzaju wstępu” autorka w odpowiedzi pewnemu znajomemu, który
czytając utwór satyryczny wykrywający jakąś bolączkę dziwi się, że „to
puścili”, pisze:
„Krytykuje
ten, kto życzy dobrze... Czyli ten, kto chciałby widzieć rezultaty, pozytywne
rezultaty swej krytyki”. I tej krytyki naszych polskich, ludzkich przywar
nam nie szczędzi. Tytuły poszczególnych felietonów można podejrzeć na
Biblionetce. Pani Stefańska zabiera nas do biur, na zebrania związkowe, do
baru, na wczasy, ale także na własne, artystyczne podwórko. Wszystko z właściwą
jej elegancją, czasami bardzo ironicznie-satyrycznie, ale zawsze z wielkim
smakiem. Wyśmiewa nasze polskie słabości, małostkowość, zapatrzenie w siebie, a
większość z tych opowieści po zmienieniu kilku szczegółów można byłoby odnieść
i do czasów obecnych. Moj ulubione
felietony to „Dziura w moście”, „Wokulski” oraz ta, którą umieszczam poniżej.
To obrazek, który często widzę w restauracjach, u znajomych, na piknikach,
ciągle, niestety aktualny, poza drobnymi szczegółami.
„Dzionek satyryka” podobał mi się bardzo, na
koniec zostawiam tekst królowej satyry, który mówi więcej, niż tych moich kilka
niezgrabnych słów.
Z U P
K A
Osoby:
KRYSIA
MAMA KRYSI
TEN PAN
TA PANI
TAMTEN PAN
TAMTA PANI
KTOŚ I WSZYSCY NIEWINNI WCZASOWICZE
Rzecz
dzieje się w domu wczasowym podczas obiadu
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: Zjedz, dobra zupka.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: Jak mama każe, to grzeczne dziecko je zupkę.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: Krysia pokaże wszystkim, jaka grzeczna. Proszę,
niech wszyscy popatrzą, jak ona je zupkę.
W s z y
s c y przerywają jedzenie i rozmowy. Patrzą.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: Ona żartuje. Wszyscy myślą, że Krysia nie zje
zupki, prawda?
W s z y
s c y przerywają jedzenie i rozmowę. Zaprzeczają bez przekonania.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: Mama ci opowie bajeczkę. Raz był jeden chłopczyk,
co zawsze grzecznie jadł zupkę.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: Jak nie zjesz, to ci ten pan zje. Prawda, pan zje
Krysi zupkę?
T e n p
a n przerywa jedzenie i rozmowę. Potakuje kwaśno.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: A ta pani zabierze twoja zupkę dla pieska. Tu jest
taki piesek. Prawda, że pani zabierze zupkę Krysi dla pieska?
T a p a n i przerywa jedzenie i rozmowę. Potakuje
kwaśno.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: A tamten pan niedobry, zbije cię, jak nie zjesz
zupki. Prawda, że pan zbije Krysię?
T a m t
e n p a n przerywa jedzenie i rozmowę. Potakuje
z zapałem.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: Tamta pani bardzo zła. Wyrzuci cię z jadalni, jak
nie zjesz zupki. Prawda, że pani wyrzuci Krysię?
T a m t
a p a n i przerywa jedzenie i rozmowę. Potakuje
z całego serca.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
K t o ś
wybiega z jadalni wyjąc.
W s z y
s c y pospiesznie kończą obiad i opuszczają jadalnię pod niemiłym wrażeniem.
MAMA: Zjesz zupkę, nic ci nie pomoże, zjesz.
KRYSIA: Nie chcę zupki.
MAMA: No, jak nie chcesz, to nie jedz. Moje biedactwo. Chodź,
mama da cukierka.
_____________
Stefania Grodzieńska, Dzionek satyryka, ilustracje i opracowanie graficzne Gwidon Miklaszewski, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1953, s.143.
-----------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Pochłaniam strony bo kocham tomy, Polacy nie gęsi, Z literą w tle.


Książka zapowiada się naprawdę ciekawie. Już sama okładka zachęca do przeczytania:)
OdpowiedzUsuńOkladka tak samo humorystyczna jak wnetrze ksiazki:)
UsuńTej książki nie znam, ale czytałam inne książki Stefanii Grodzieńskiej. Uwielbiam jej poczucie humoru, ciepło i takt, ale też takiego diabełka, który niewątpliwie siedział na jej ramieniu :)
OdpowiedzUsuńMysle, ze tego diabelka lubie najbardziej:)
Usuń