Miło było przeczytać kolejny tom „Jeżycjady”, spotkać się ze starymi bohaterami i poznać nowych. Chociaż nie, Anieli Kowalik nie lubiłam i dalej nie lubię. Żyjąca we własnym świecie egocentryczka, która z pozoru czyni przysługę swojej kuzynce Józefinie Bitner opiekując się Bebe i Koziem. Jak zwykle bez mieszkania, za to ze sporym zapasem kłamstw, którymi sypie jak z rękawa. Nie, nie lubię jej i już. Podobnie jak braci Lisieckich, na których reaguję prawie alergiczną wysypką.
Tytułowa Bebe to zagubiona licealistka, próbująca odnaleźć receptę na samą siebie. „ – Ja – powiedziała Bebe zagubiona – właściwie mało wiem o sobie. Zawsze mi się zdaje, że jestem dopiero projektem siebie samej. Brulionem. Dużo różnych głupstw. Bałagan. Nic jeszcze nie jest na czysto.”
Zbyt dobrze pamiętam to nieprzyjemne uczucie, kiedy nie jest się już dzieckiem, ale jeszcze nie dorosłym i świat oczekuje zdefiniowania mnie, jako osoby. A kimże jestem, jeśli nie wiem, co jest słuszne, jaką drogą kroczyć i dokąd, kim być? Rozterki Bebe nie były mi obce, oj nie. To szukanie przebrania, w które można byłoby się wcisnąć i uznać za własne, bo „ja” wydało się zawsze niewłaściwe, nieodpowiednie, niewygodne. Ileż czasu czasami zajmuje to, aby dobrze się poczuć we własnej skórze i zaakceptować, że ja to ja, nawet z całym bagażem genów, które chciałoby się odrzucić i wymienić na nowe.
Nie sposób nie polubić nowych przyjaciół Bebe – Dambo i Bernarda Żeromskiego, ludzi nie przystających do tamtych czasów, gdzie marzenia sprzedawało się w Peweksie, nosiło chlorowane dżinsy, a artykuły codziennego użytku po prostu się zdobywało, albo i nie.
„Brulion Bebe B.” to książka o czasach, kiedy każdy, kto mógł wyjeżdżał zagranicę, aby się dorobić i mieć możliwość zrealizowania marzeń własnych i bliskich. W 1989 roku zaczynało się powoli mówić o tych, którzy denuncjowali ludzi w czasie stanu wojennego i samych zadenuncjowanych. Trudne czasy, tuż u progu innej Polski. Czyż nie proroczo śpiewał podczas happeningu Bernard „a mury runa, runa, runa...” lub „Odę do radości” Schillera?
Szósta część „Jeżycjady” jest także manifestem przeciwko przemocy, bo „Przemoc jest zawsze taka sami i nienawiść jest zawsze nienawiścią – wszystko jedno, czy jest jej dużo, czy mało. A pod nimi ukryta jest zawsze pogarda dla siebie, nienawiść dla siebie i brak miłości”. Bracia Lisieccy, czyste zło, bardzo niekochane zło.
Kolejny ciepły tom opowieści z poznańskich Jeżyc. Wzruszający, mądry, przemycający ważne treści pod płaszczykiem zwykłych zdarzeń w szarej codzienności. Chociaż nie jest to moja ulubiona część serii, to na samą myśl o „Brulionie Bebe B.” czuję sporo ciepła w sercu.
Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
______________
Małgorzata Musierowicz, Brulion Bebe B., Wydawnictwo Akapit Press, 2009, s. 224.
Pierwsze zdanie: Często mnie zdumiewa, jak zawiłe sa linie kreślone palcem Przypadku i jak bardzo losy nasze zależą od tych poplątanych bazgrołów.
Ostatnie zdania:
- To ojciec - odparł. - Jak zobaczył Bebe, to aż mu się nos przykleił do szyby. I powiada: "ależ z ciebie niedojda, ja na twoim miejscu już dawno bym wyskoczył".
----------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę, Polacy nie gęsi, Z półki - 2013, Pochłaniam strony bo kocham tomy.

A ja właśnie Anielę zaczęłam trochę lubić od tej części, bo właśnie tu jednak pokazała, że tą egocentryczką tak do końca nie jest..;) Ale zdecydowanie Bernarda lubię bardziej :D Dambo też jest fajny i zawsze chętnie wczytywałam się we wszelkie, niestety epizodyczne informacje, w częściach kolejnych, o jego i Bebe dalszych losach :)
OdpowiedzUsuńNie potrafie polubic Anieli, ktora zajela sie rodzenstwem tylko dlatego, ze sama nie miala dachu nad glowa, nie wykazala sie wspolczuciem i zrozumieniem, gdy mieli problemy, zaprzatnieta wlasnym "ja" i wlasnymi problemami. Koncowe sceny ksiazki z dentysta nie zrehabilitowaly jej w moich oczach, to dla mnie wciaz za malo, chociaz doceniam ten gest.
UsuńSzkoda, ze nie bedzie juz Bebe i Dambo tyle, ile bym chciala w kolejnych czesciach :(, bo wiesz ta czesc czytalam po raz pierwszy, a i kolejne tez bede :)
Nie mówię, że to jest łatwa postać do lubienia, ale może właśnie przez to, że dość inna na tle niemalże ideałów (np. wśród Borejków - może też dlatego trzpiota Idę tak lubię , bo jest inna, choć nie ukrywam, że moją ulubienicą jest Gabrysia) a przy tym dość naturalna - ciekawa jestem ile dziewczyn na jej miejscu by zareagowało inaczej? W wieku dwudziestu paru lat? W końcu to nie małe dzieci przypadły jej w udziale do opieki.. A dwójka w zasadzie samowystarczalnych, dorastających dzieciaków. Oczywiście, masz rację, że przesadzała w pewnych momentach (to kłamstwo o adopcji, albo brak zainteresowania co się dzieje z Konradem), ale z drugiej jednak strony trzymała się mocno swoich przekonań. Bo w końcu adopcja była kłamstwem prawda? A jednak samo trzymanie się zasad kazało jej zrezygnować z dentysty. Gdyby była tak zapatrzona w siebie to jednak by po prostu powiedziała, że kłamała i że nie ma żadnego problemu z dziećmi. A jednak tego nie zrobiła. Mi to zaimponowało, gdy czytałam pierwszy raz, no ale czytałam to jako dużo młodsza osóbka ;) W każdym razie, ja miałam więcej pretensji do mamy Bebe i Kozia ;) To w niej widziałam problem, nie w Anieli. To ona zostawiła dzieci i nie zainteresowała się ich losem za bardzo. A nawet gdyby Aniela była dużo lepszą opiekunką to mamy nikt nie zastąpi..
UsuńJa też żałuję, że w późniejszych tomach jest niewiele o Bebe i Dambo.. Ale też brakowało mi wieści o Aurelii czy o córce Robrojka.. No ale dobre i te fragmentaryczne wieści ;)
Glownie mi chodzi o to, ze podejmujac sie opieki nas dziecmi kuzynki nie myslala o obowiazkach, tylko o tym, zeby miec dach nad glowa. Nie gotowala, nie sprzatala, nie robila zakupow, zostawiala to z radoscia innym. Najbardziej jednak razi mnie u niej brak empatii.
UsuńDwadziescia kilka lat to nie jest az tak malo, a ona wciaz bujala w oblokach, tanczyla i biegala po miescie boso:) (chociaz to swoj urok tez ma).
Oczywiscie dobrze, ze taka postac, jak Aniela pojawia sie dla rownowagi, inaczej byloby nudno.
Postepowanie mamy Bebe w ogole nie miesci mi sie w glowie:(
Rownie znajbardizej lubie Gabrysie, a potem zaraz Ide :)
Uwielbiam tę książkę, to chyba jedna z moich ulubionych części Jeżycjady. :) Czytałam ją kilkukrotnie i wciąż bardzo mi się podoba. ;)
OdpowiedzUsuńGdybym byla w wieku Bebe, to tez mialaby szanse, aby stac sie ta ulubiona, a tak tylko wzdycham przy niej troche nostalgicznie :)
UsuńZaczynałam czytać książki Musierowicz już kilka razy i nadal nie udało mi się przeczytać całej serii. Na pewno to nadrobię, bo uwielbiam Borejków i styl autorki, ale póki co, to Brulion Bebe B. był tę książką, na której skończyłam moją przygodę z Jeżycjadą. Właściwie to nawet nie doczytałam jej do końca, bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia.
OdpowiedzUsuńTeż nie przepadałam za Anielą. W ogóle ,,Kłamczucha" była jednym z tych nudniejszych tomów.
Ja skonczylam Jezycjade na 4 tomie, dopiero teraz, po latach postanowilam przeczytac calosc. Jak na razie podoba mi sie:). "Klamczucha" jak do tej pory jest najmniej lubiana przeze mnie ksiazka.
UsuńJa z jednej strony chce przeczytać wszystkie części, a z drugiej nie, bo... nie wyobrażam sobie Borejków we współczesnej Polsce. Klimat dawnego Poznania bardzo mi odpowiadał. :)
UsuńMam takie same watpliwosci co do kolejnych czesci, ale musze sie przekonac czy slusznie.
UsuńChyba jestem jedną z niewielu osób, która Jeżycjady nie zgłębiła. Coś czytałam, ale nawet nie pamiętam, jaka to była część cyklu. Widzę jednak, że cykl ten ma wciąż wielu fanów i to chyba dobrze.
OdpowiedzUsuńJa tez nie zglebilam. jako nastolatka dotrlam do 4 tomu i teraz nadrabiam. Na razie bawie sie dobrze podczas lektury.
UsuńDla mnie to też nie jest numer jeden z 'Jeżycjady', ale chętnie bym wróciła do tej części, aby się przekonać, czy po latach da się polubić Anielę :-)
OdpowiedzUsuńMoze sie i da, ja jednak sie zniechecilam do jej osoby podczas lektury "Klamczuchy" i nic na to nie poradze.
UsuńRównież nie przepadam za postacią Anieli, ale równocześnie uważam że bez niej "Jeżycjada" wiele by straciła.
OdpowiedzUsuńPewnie ze ta, kazda seria musi miec swoj czarniejszy charrrrakterek:)
UsuńTej części akurat nie czytałam, chodzi jednak za mną myśl, żeby też sięgnąć po całą Jeżycjadę od początku :)
OdpowiedzUsuńTaka wlasnie mysl zaswitala mi w glowie, kiedy Karriba zapraszala do dwuletniego wyzwania i nie zaluje, ze sie go podjelam.
UsuńTrzeba będzie przeczytać :)
OdpowiedzUsuńzachecam:)
UsuńImani, zazdroszczę ci, że czytasz sobie teraz całą Jeżycjadę:)Jak już pisałam wcześniej, jakiś czas temu również ją sobie odświeżałam, ale znowu naszła mnie ochota:) Pewnie jak się ogarnę ze stosami na biurku, to pobiegnę znów do biblioteki. Marzy mi się, żeby uzbierać całą serię do swojej prywatnej biblioteczki:) Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńWlasnie kompletuje calosc, ale jeszcze duzo mi brakuje.
UsuńPozdrawiam cieplo:)
Chciałam napisać, że obok "Noelki" , "Brulion Bebe B." jest moją ulubioną częścią Jeżycjady. Ale zaraz potem przypomniałam sobie o "Kwiecie kalafiora" i "Kłamczusze" :) Trudno wybrać, który z tomów jest najlepszy - chyba wszystkie mają w sobie to coś:)
OdpowiedzUsuńUwielbiam "Kwiat kalafiora", to ciagle moj numer jeden:)
UsuńJak zwykle kusisz, a ja zacieram rączki na samą myśl o Musierowicz - do dzisiaj nie rozumiem, jak mogłam nie sięgnąć po Jeżycjadę :)
OdpowiedzUsuńJa tez nie rozumialam i sie skusilam. Moze tez sie skusisz?
UsuńUwielbiam Jeżycjadę, co prawda "Brulion Bebe B." nie est moim ulubionym tomem ale nabrałam ochoty, żeby go sobie przypomnieć. A Anielę bardzo lubię :)
OdpowiedzUsuńPamiętam , że zawsze jak to czytałam żartowałam , że to książka o zeszycie ( patrz Brulion).
OdpowiedzUsuńBardzo trafny zart :)
Usuń