W tym roku miałam już przyjemność obcować z
„Przyślę pani list i klucz” oraz „Życie nie jest romansem ale..” Marii
Pruszkowskiej. Obydwie książki mnie zauroczyły, napisane lekkim, żartobliwym
piórem opowieści o rodzinie moli książkowych, w której czytają wszyscy i cenią
sobie najbardziej te chwile, kiedy mogą być sam na sam z książką. W tej
przedwojennej rodzinie imiona maja związek z
postaciami literackimi, sam ojciec zwraca się do córek per „Moje Panny Córki”,
a wszyscy znają nie tylko doskonale klasykę polską i światową, ale mówią cytatami z książek.
Nad tymi książkami rechotałam praktycznie cały czas, wypisywałam cytaty, ale po
jakimś czasie okazało się, ze przepisałam większość tekstu. Dziwiłam się, że
Maria Pruszkowska, autorka takich błyskotliwych, napisanych z ogromnym humorem książek, jest praktycznie nieznana szerzej polskim czytelnikom.
![]() |
| Maria Pruszkowska - źródło |
„Piękne dni Aranjuezu” to nie książka o książkach. We wstępie czytamy:
Perorując pośród gromady zirytowanych koleżanek i kolegów, zawołałam z wypiekami na twarzy:
- Świat został idiotycznie stworzony! Ktoś wreszcie powinien się tym zająć i tak wszystko zorganizować, żeby każdy człowiek te najbardziej potrzebne mu do istnienia rzeczy, jak dach nad głową, skromne jedzenie, skromna odzież otrzymywał bez pracy. Bez harowania na to przez dziesięć godzin na dobę. Słuchajcie! – wrzasnęłam głośniej, porwana tak nadzwyczajną ideą. – To byłoby dopiero życie!
Połowa słuchających oblizała się lubieżnie na widok roztaczanych przeze mnie rewelacyjnych perspektyw, a ja kończyłam:
- To byłaby dopiero epoka „pięknych dni Aranjuezu”, czyli „Aranżuezu”, mówiąc z francuska, „ Aranchuezu” – z hiszpańska – popisywałam się swą erudycją. – Patrz „Don Karlos” Schillera – dodałam już ciszej na użytek bliżej stojących koleżanek.
Z taką to właśnie wizją idealnego świata wystąpiłam publicznie i nawet mi do głowy nie przyszło, że zaczajony miedzy segregatorami diabeł uśmiechnął się złośliwie i zanotował smołą na moim koncie: Zrealizować jej te marzenia. Niech bez pracy ma dach nad głową, niech ma odzież i wyżywienie, niech zrealizują się jej „piękne dni Aranjuezu”. Hi hi – zaśmiał się skrzypiąco, a ja pomyślałam, że odgłos ten wydają zawsze same się otwierające drzwi krzywo ustawionej szafy. Narratorka książki, a jednocześnie główna bohaterka, ktorej imienia nie poznajemy, została wywieziona na roboty do Niemiec. Po raz pierwszy spotykamy ja w powstańczej Warszawie, gdzie ukrywała się w piwnicy. Tam poznaje Irenę – swoją wojenną przyjaciółkę. Spotkanie to ma niebywały wpływ na jej życie, dzięki niemu bowiem wciąga się w wir powstańczych wydarzeń, razem idą przed czołgami pędzone przez Niemców na powstańczą barykadę (jest to wpleciony motyw autobiograficzny). Dostają się do obozu w Pruszkowie, a potem zostają wywiezione na roboty do Niemiec. Na swojej ścieżce znajdują w rowie Sabinę oraz Aurorę-Asie-Paulinę za piecem. Zawierucha wojenna rzuca ich do Lipska, który zostaje zrównany z ziemią przez aliantów, a stamtąd do Neustadt, gdzie w obozie pracy doczekują końca wojny. Los chichocze na stronach książki, ponieważ spełnia się „marzenie” głównej bohaterki, tutaj znajduje swój Aranjuez.
Przygody głównej
bohaterki, napisane są z ogromną dawką humoru. W jednym z artykułów na temat Marii Pruszkowskiej przeczytałam:
„Pytana o dewizę życiową, zapewniała, że
jeżeli człowiek już żyje, to powinien żyć jak najprzyjemniej dla siebie i dla
innych, jak najżyczliwiej dla siebie i dla innych. Cóż jeszcze? Dać
czytelnikowi pogodny humor i udowodnić, że życie ma w sobie wiele wdzięku,
tylko trzeba umieć żyć.”. To dokładnie
dostajemy w tej książce. Ciężkie warunki obozowe, strach przed
bombardowaniami, konieczność walki o poprawienie swojego bytu, czy chociażby historia
Aurory-Asi-Pauliny osnute są mgiełką śmiechu. Autorka w sprytny sposób pokazuje
nam, że nawet takie życie nie musi być pozbawione humoru przedstawiając nam komiczność pewnych sytuacji czy zachowań. Jej
postacie są bardzo realne, nie ma tutaj bohaterów bez skazy, ludzie są ludzcy
ze swoimi słabościami, bolączkami i strachem.
Książka podobała mi się, ale moim zdaniem
daleko jej do "Przyślę panu list i klucz" oraz "Życie nie jest romansem, ale...", a może zwyczajnie miałam zbyt
wysokie wymagania.
Edit: Sięgnęłam po "Piękne dni Aranjuezu" głównie dlatego, że kilka razy w internecie natknęłam się na informacje według których należałoby ją zaliczyć do wspomnianego cyklu. Pamiętam, że Alinę wywieziono na roboty do Niemiec, jednakże bezimienna bohaterka oraz brak odnośników w tekście do uwielbianej przeze mnie rodziny moli książkowych sugerowałoby, że to po prostu błąd. Ktoś ma jakieś informacje na ten temat, oprócz Dabarai w komentarzach pod tym tekstem (której, a propos, dziękuję za zwrócenie uwagi)?
Edit: Sięgnęłam po "Piękne dni Aranjuezu" głównie dlatego, że kilka razy w internecie natknęłam się na informacje według których należałoby ją zaliczyć do wspomnianego cyklu. Pamiętam, że Alinę wywieziono na roboty do Niemiec, jednakże bezimienna bohaterka oraz brak odnośników w tekście do uwielbianej przeze mnie rodziny moli książkowych sugerowałoby, że to po prostu błąd. Ktoś ma jakieś informacje na ten temat, oprócz Dabarai w komentarzach pod tym tekstem (której, a propos, dziękuję za zwrócenie uwagi)?
Maria Pruszkowska, Piękne dni Aranjuezu, s. 190, Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1965.
Zdania napisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.
-----------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań "Wojna i literatura" oraz "Tydzień bez nowości".



Piękne dni Aranjuezu to książka zupełnie osobna, nie należy do cyklu.... Zresztą autorka napisała jeszcze kilka innych książek, które też są osobnym tworami. :-)
OdpowiedzUsuńDzieki Dabarai. Opieralam sie na Bilionetce i na innych zrodlach w internecie, ktore podaja, ze nalezy do cyklu. Byc moze te informacje sa mylne, co nieco sugerowalaby tresc. Bede wiec zglebiac ten temat.
Usuń"...jeżeli człowiek już żyje, to powinien żyć jak najprzyjemniej dla siebie i dla innych, jak najżyczliwiej dla siebie i dla innych" - to bedzie moje motto :)
OdpowiedzUsuń
UsuńPrawda, ze piekna mysl?
Szkoda, ze tak malo mozna znalezc w sieci na temat tej autorki.
Tak, ja też rzuciłam się na "Piękne dni Aranjuezu" jako na upragnioną kolejną część cyklu, a tu nici :) to trochę rozczarowało mnie do książki, a przecież niesłusznie, jeśli spojrzymy na nią jako na osobną całość.
OdpowiedzUsuńCóż, trzeba się pogodzić z tym, że dalszego ciągu losów panien Córek nie było i nie będzie :)
UsuńAno widzisz. nie tylko ja dalam sie wpuscic w maliny.