niedziela, 9 września 2012

WYSPA KLUCZ, MAŁGORZATA SZEJNERT

Ellis Island - nazwa zasłyszana na lekcjach historii, przemykająca się na kartach czytanych przeze mnie książek. Moja wiedza na jej temat - znikoma.

Tę lukę nie tylko w mojej wiedzy, ale i wśród książek miała wypełnić „Wyspa klucz” Małgorzaty Szejnert. To zadanie z pewnością się jej udało. Tajemnicza, mała wysepka znana nam jako Wyspa Ellis, położona u wrót Nowego Jorku była przez wiele lat wrotami do Ameryki, kluczem do lepszego życia i spełnienia marzeń wielu milionów emigrantów z całego świata. Jeszcze wcześniej nosiła inne nazwy: Kioshk, Wyspa Mew, Wyspa Ostryg, Wyspa Szubienicy, Klucz i na koniec Wyspa Ellis.
Małgorzata Szejnert odwaliła kawał dobrej, reporterskiej roboty przekopując się przez tony dokumentów, zdjęć, spędzając wiele godzin w archiwach. Podała nam wszystko jak na tacy, w ładnie wydanej książce z piękną, symboliczną okładką, z mnóstwem interesujących zdjęć i ciekawych dokumentów. W tej relacji powstania, a później upadku Ellis Island nie zapomniała o ludziach, a właściwie powinnam napisać - to historie ludzkie tworzą najciekawszą dla mnie część książki. Zaczynając od osób, który sprawowali władzę na tej wysepce poprzez emigrantów, którzy na nią zawitali. Nie brakuje wśród nich i naszych rodaków. Dla jednych Wyspa Ellis była faktycznie początkiem nowego, wspaniałego życia, dla wielu jej kresem, umierali jeszcze przed przybyciem na nią lub później, w szpitalach, wycieńczeni trudnym rejsem na statku. Zanim postawili stopę na stałym ladzie musieli przejść ostry proces selekcji, gdzie nie bawiono się w sentymenty i rozdzielano rodziny. To nie hitlerowcy wymyślili szybką segregację ludzi według chorób, zdolności fizycznych i psychicznych, także przekonań politycznych czy rasy. Pierwsi byli Amerykanie.
Wyspa fascynowała lekarzy i psychiatrów, którzy mogli w jednym miejscu spotkać wiele interesujących przypadków medycznych, intrygowała także ludzi literatury. Jednym z odwiedzających był Henry James, który zainspirowany pobytem na Ellis Island napisał ”The American Scene”. 

Kolejne etapy w dziejach wyspy Małgorzata Szejnert zamyka w pięknych i celnych tytułach rozdziałów: "Przypływ", "Powódź", "Zawieszenie", "Kołysanie", "Odpływ", "Martwa fala", "Poławiacze". Na stronach książki możemy ujrzeć Wyspę Ellis z każdej strony i w każdym świetle poprzez rozwój infrastruktury na politycznym uwarunkowaniu kończąc. 
Mimo, iż książka zawiera wiele suchych faktów czytało mi się ją dobrze, dopiero po połowie utonęłam w morzu szczegółów i z lekką paniką wyglądałam ostatniej strony. To, że udało mi się wytrwać zawdzięczam temu, ze Małgorzata Szejnert potrafi dobrze pleść opowieść o ludzkich losach i mimo mnogości nazwisk wielu z nich nie sposób zapomnieć i chce się dowiedzieć, co się z nimi stało. 
Wartościowa lektura, z której dowiedziałam się mnóstwo ciekawych rzeczy, ale na kolana mnie nie powaliła. Pewnie dlatego, że ja za suchych dań nie lubię, wolę te polane sosikiem ciekawostek lub okraszonych szczyptą emocji czy namiętności.

Przede mną jeszcze "Czarny ogród" tej autorki. Tu spodziewam się znacznie więcej ciepłych uczuć z mojej strony, bo i tematyka znacznie mi bliższa. 

Ellis Island obecnie - źródło
Fragment filmu "Ellis Island" w reżyserii Meredith Monk, o którym wspomina Małgorzata Szejnert w swojej książce, można zobaczyć tutaj:


W tle słyszymy skomponowane i śpiewane przez Meredith utwory.


Małgorzata Szejnert, Wyspa klucz, s. 315, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.

----------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wrześniowej "Trójki e-pik" - literatura faktu

----------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle" - wrzesień litera "S"

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi

    1. Mysle, ze warto sie nia zainteresowac.
      Pozdrawiam cieplo.

      Usuń
  2. Bardzo lubię tutaj zaglądać:)
    Jestem pełna podziwu dla Twojego tempa mając świadomość, że przecież nie tylko czytasz. Mój podziw tym większy że ja nie zawsze potrafię dzielić życia z książką. Ostatnio jest tak że wcale nie czytam:(((
    O książkach Małgorzaty Szejnert czytałam już trochę dobrego, może kiedyś uda się sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Bardzo mnie cieszy, ze tutaj zagladasz. Wiesz, czasami zaczynam kilka ksiazek i mija kilka tygodni, zanim jakas skoncze.
      W zeszlym roku tez bywalo, ze czytalam po 2-3 ksiazki miesiecznie, wszystko zalezy od czasu i mojej kondycji psychicznej. Zycze ci, aby ten czas sie znalazl, a wiec przede wszystkim mniej obowiazkow, a wiecej czasu na przyjemnosci:).
      To moje pierwsze spotkania z pania Szejnert, przede man jeszcze "Czarny ogrod", mam nadzieje, ze mi sie spodoba:)

      Pozdrawiam cieplo.

      Usuń

  3. Nie dane mi było czytać cokolwiek autorstwa pani M.Szejnert, choć polowałam na "Zanzibar. Dom żółwia" Widzę, że jednak powinnam się zmobilizować i coś poczytać, bo "Wyspa Klucz" intrygująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Mam "Zanzibar" i "Czarny ogrod", na pewno siegne w niedalekiej przyszlosci do tych ksiazek. Tematyka mi blizsza i mam nadzieje, ze mi sie spodobaja.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)