Dawno już nie miałam tak, że ponad
500-stronicową książkę pochłonęłam z taką przyjemnością. „Wysepka” Andrei Levy to
wielokrotnie nagradzana książka, która zdobyła między innymi w 2004 roku Orange
Prize i szczerze mówiąc to właśnie spowodowało, że kilka lat temu ją kupiłam. Lubię
po prostu wiedzieć dlaczego. Jak to w życiu
bywa, czasami z werdyktami jury się zgadzam, czasami nie mogę wyjść z podziwu,
że jakaś przeciętna książka zdobywa tyle laurów, co powoduje, że coraz częściej
do różnorakich nagród podchodzę bardzo sceptycznie. „Wysepka" jednak zdecydowanie
nie jest kolejnym czytelniczym zawodem.
Andrea Levy, córka jamajskich imigrantów, napisała
powieść utrzymaną w starym, dobrym, klasycznym stylu, a jednak na wskroś
nowoczesną. Głos oddala czwórce bohaterów, dwóm małżeństwom.
Jest zima 1948 roku. Wielu imigrantów z
kolonii brytyjskich przybywa do Kraju Macierzystego, który jest dla nich wyidealizowanym
rajem, gdzie ma ich czekać szczęśliwsze, lepsze życie. Wielka Brytania nie jest
jednak już wielkim imperium bytyjskim, a znękanym wojną wyspiarskim krajem,
którego obywatele każdego dnia muszą się mierzyć z szarą, trudną, powojenną rzeczywistością.
Wśród imigrantów jest Gilbert, były żołnierz
RAF-u, który po wojnie uznaje, że Jamajka jest już dla niego za mała. Jego żona
Hortense –Jamajka o jasnej, złotawej skórze. Odcień skóry i otrzymane wykształcenie
pozwalają jej mniemać, że jest kimś lepszym, do Anglii zaś przyjeżdża z głową pełną
marzeń o domu z dzwonkiem i posadzie w ekskluzywnej szkole dla dziewcząt.
Gilbert i Hortense mieszkają w domu innego małżeństwa,
można by powiedzieć typowego przeciętnego, londyńskiego, białego małżeństwa
-Quinny i Bernarda. Ona blond piękność, córka rzeźnika, on urzędnik bankowy,
podczas wojny walczący w Indiach i jeszcze z nich niepowrócony.
Każda z tych postaci opowiada nie tylko o teraźniejszości,
ale także o tym, co wydarzyło się wcześniej. Dzięki temu zabiegowi ciągle
odkrywamy nowe poszlaki i zależności które łączą te dwa, na pierwszy rzut oka,
bardzo różne małżeństwa. Mimo, że wszyscy oni są poddanami Korony Brytyjskiej,
wszyscy mówią do siebie po angielsku, ale siebie nie rozumieją. Gilbert mówi jamajskim
dialektem, Hortense wyszukaną, staromodną angielszczyzną, zaś Quinny językiem
potocznym klasy średniej. Nie tylko język
podkreśla różnice pomiędzy nimi. Przede wszystkim jest to kolor skóry. Okazuje
się, że Jamajczycy, którzy walczyli w drugiej wojnie światowej za swój Kraj
Macierzysty, po wojnie nie są witani w tym kraju z otwartymi ramionami, wywołują
zdziwienie, odrazę i strach. Oddając swoje życie i krew nie doczekali się nawet
tego, aby Anglicy wiedzieli o tym, że Jamajka nie leży w Afryce. Ale czyż nie było
przedsmaku tegoż już podczas wojny? Gilbert nie mogli marzyć o tym, aby zostać
nawigatorem, tylko ze względu na to, że był kolorowy, odesłano go na tył frontu
do obsługi naziemnej. Dzielił co prawda swoje żołnierskie życie z białymi, ale
czy faktycznie był szanowany tak, jak na to zasługiwał? Oczywiście dla złagodzenia
tego obrazu mamy pokazane wojsko amerykańskie, w którym biali i kolorowi chłopcy
musieli mieć nie tylko dwa różne obozy, ale nie mogli mieszać się na ulicach
podczas przepustek. To, że u Brytyjczyków było lepiej, nie oznacza wcale tego,
że było dobrze. I to wyraźnie widać już
po wojnie. Mający taką, a nie inną kolonialną przeszłość Brytyjczycy nie potrafią
i nie chcą inaczej traktować czarnoskórych imigrantów, nie oferują im pracy, odmawiają
mieszkań. Nic dziwnego, że początkowa euforia Jamajczyków szybko przekształca się
w niechęć, frustrację i rozczarowanie. Najlepiej zaś odmalowane jest to ksenofobiczne
społeczeństwo w oczach Gilberta i Hortense.
„Wysepka” to powieść, która bez zbędnego
patosu, w barwny sposób pokazuje początki kształtowania się wielokulturowego społeczeństwa
w Wielkiej Brytanii. Nie brak w niej humoru i wyrazistych bohaterów. Dobra książka o rasizmie, pełna niespodziewanych
zwrotów akcji i zaskoczeń i chociaż odnosi się do wydarzeń sprzed ponad 60 lat, to dotyka wciąż aktualnych problemów, bo przecież rasizm nie zniknął z powierzchni ziemi, tylko przyczaił się nieco w niektórych rejonach.
___________
Andrea Levy, Wysepka, przeł. Izabela Matuszewska, Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2006, s. 512.
