„Ania z Szumiących Topoli” Lucy Maud Montgomery to zdecydowanie jedna z moich najukochańszych części cyklu o rudowłosej Ani. Bardzo podoba mi się to, że książka zawiera listy Ani do Gilberta, dzięki czemu mogę pobuszować w głowie rozfantazjowanej panny Shirley i poznać jej niezwykle spostrzeżenia, myśli i marzenia. W nowym tłumaczeniu Ania obejmuje posadę nie kierowniczki wyższej szkoły w Summerside, a dyrektorki liceum. Tłumaczka zrezygnowała też ze spolszczeń imion, moim zdaniem dobrze, bo i komu takie zabiegi są potrzebne. Poza tym wszystko jest jak wcześniej i znowu było cudownie znaleźć się w świecie wspanialej Ani Shirley, która ma wyjątkowe szczęście do mieszkania w cudownych domach, tym razem są to Szumiące Topole, mieszczące się przy Alei Duchów. Czyż nie idealne miejsce dla Ani? Jej pokój w wieżyczce jest śliczny, ma okna wychodzące na port i cmentarz, a urocze wdowy z charakterną gospodynią i kotem dopełniają tylko ten uroczy obrazek. Podczas trzech lat, zaręczona z Gilbertem Ania wydorośleje nieco, chociaż oczywiście nie ominą jej problemy, na które nie ma większego wpływu, jak na przykład walka z nienawiścią klanu Pringle’ów, czy tarapaty, w które sama uroczo wpada. Jak zwykle uda jej się wyswatać niejedną parę, odczarować kilka zatwardziałych serc i pozostawić po sobie promienną radość gdziekolwiek się pojawi.
„Ania na uniwersytecie” została napisana przez Lucy Maud Montgomery w 1915 roku, zaś „Ania z Szumiących Topoli” 21 lat później, jako brakujące ogniwo pomiędzy „Wymarzonym domem Ani”, co moim zdaniem widoczne jest w warsztacie autorki. Powieść jest niezmiernie dowcipna, dialogi rewelacyjne, a postacie, szczególnie te czarne lub charakterne, wspaniale opisane. Ania, jako młoda kobieta, wciąż stojąca jedną nogą w dzieciństwie, w swoim świecie fantazji, wydaje mi się szczególnie urocza i o ile to możliwe, to polubiłam ją jeszcze bardziej. Trochę brakuje mi tutaj Gilberta, który nie wymawia ani jednego słowa na stronach tego tomu, nie ma ani jednego opisu ich spotkania podczas wakacji, ale z drugiej strony cieszę się, że jest tyle Ani. Zauroczyła mnie również postać Elżbietki Grayson, która żyje w swoim świecie rekompensując sobie ponurą, codzienną egzystencję, a swoją fantazją dorównuje, o ile nie przewyższa samą Anię. Nie można też zapomnieć o pannie Brooke!
„Ania z Szumiących Topoli” ujęła mnie jak zwykle. Niezwykle milo było mi po raz kolejny czytać o „poważnej” dyrektorce szkoły, w środku której wciąż walczyły o przeżycie dziewczęce marzenia i ideały.
Lucy Maud Montgomery, Ania z Szumiących Topoli, przeł. Ewa Łozińska-Małkiewicz i Katarzyna Małkiewicz, Algo, Toruń 2013, s. 289.
Pierwsze zdania: (List Ani Shirley, licencjatki, dyrektorki liceum w Summerside, do Gilbertha Blythe'a, studenta medycyny na Akademii Redmondskiej w Kingsport)
Szumiące Topole,
Aleja Duchów,
Wyspa Księcia Edwarda,
Summerside,
poniedziałek, 12 września
NADROŻSZY!
Czyż to nie zachwycający adres?
Ostatnie zdanie: To Rebeka Dew nim machała.
------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię, W prezencie.

Wspaniała Ania:) Wszystkie książki Montgomery przeniosłam już do pokoju starszej córki i czekam, kiedy Maja zainteresuje się powieściami o życiu Ani. Ciekawi mnie, czy w ogóle lektury te okażą się dla niej ciekawe...
OdpowiedzUsuńMoże sama powinnam wrócić do tych książek...
Sama wszystkich czesci nie czytalam i nigdy nie mialam "swojej Ani", wypoczyczalam z biblioteki. Teraz wiec nadrabiam i bawie sie setnie.
UsuńCzasami czytam z ogromnym rozczarowaniem opinie mlodziezy jakie to nudne i niezyciowe ksiazki. Mam jednak ogromna nadzieje, ze sa i dlugo jeszcze beda rozmarzone, mlode czytelniczki, ktore docenia urok tej pieknej serii.
Och, uwielbiam całą serię o Ani! Budzi we mnie same ciepłe uczucia i jakąś taką słodką nostalgię. Od jakiegoś czasu książkowy portret Ani nakłada mi się na ten filmowy, ale właściwie mi to nie przeszkadza, mój zachwyt jest absolutny:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Serial ogladalam juz bardzo dawno i na razie nie planuje powrotu, chce najpierw przeczytac wszystkie czesci Ani. Podobal mi sie jednak bardzo! Ania z kazda ksiazka zachwyca mnie bardziej i uwielbiam przeniesc sie do jej swiata.
UsuńSentyment pozostaje do tej serii na zawsze :)
OdpowiedzUsuńRowniez mam ogromny sentyment i z najwieksza radoscia wracam do Ani. Wspaniale mi sie czyta.
UsuńAkurat tej jednej nie znam. Mój podstawowy zbiór to są trzy dwutomowe książki.Ostatnio czytałam Anię ze Złotego Brzegu, a tej nie.)
OdpowiedzUsuńMoze kiedys nadrobic. Milosniczki Ani, mam wrazenie, nigdy sie nie starzeja, tak samo jak Ania :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCzytałam chyba tylko jedną powieść o Anii, no może dwie i podobały mi się, ale później jakoś nie miałam okazji poznać dalszych losów. Muszę narobić chyba :)
OdpowiedzUsuńJa przeczytalam cztery, czyli kazda nastepna bedzie dla mnie wielka przygoda. Swietnie mi sie czyta, nie czuje uplywu lat ani wlasnych, ani panny Shirley:)
Usuńto dobrze, bo trochę obawiałam się, że będę za stara na przygody Ani :)
UsuńCzytałam Anię wiele razy, nawet sama nie wiem ile :) To są najlepsze książki mojego dzieciństwa, a "Ania z Szumiących Topoli" to jedna z moich ulubionych części.
OdpowiedzUsuńA wiesz, ze sporo osob nie lubi tej czesci? Tak ostatnio podczytywalam w necie. Osobiscie lubie kazda, kazda jest moja ulubiona, a wsrod nich mam te najulubiensze :D
UsuńJa czytałam całą Anię i to z kilkanaście razy i trudno byłoby mi wybrać najukochańszą część, bo każda ma w sobie to coś. Pamiętam jak lata temu zazdrościłam kuzynce, że posiada wszystkie tomy Ani. Ja swoich dorobiłam się będąc na studiach. Z przyjemnością wróciłabym do całej serii.
OdpowiedzUsuńNiestety, ja nie mialam swojej wlasnej serii, ale za to teraz mam :)
UsuńCzytanie skonczylam na "Ani z Szumiacych Topoli". Z tych czterech ksiazek uwielbiam wszystkie, a najbardziej chyba pierwsza i czwarta czesc wlasnie. Przede mna jeszcze tyle do odkrycia :)
Czytałam całość kilkakrotnie, jak zawsze z entuzjazmem. Przyznam, że zaskoczyła mnie pozytywnie nowa okładka. Jest naprawdę fantastyczna, brawa dla wydawnictwa za odwagę, że zdecydowało się zrezygnować ze słodkiego, landrynkowego stylu.
OdpowiedzUsuńDobrze, ze okladki sa mi obojetne, bo ta akurat niezbyt przypadla mi do gustu, wyglada jak grafika komputerowa. I bede sie czepiac, ze Ania nie miala zielonych oczu :D.
UsuńZa to nowe tlumaczenie naprawde jest niezle, wiec przymykam oczy na okladke;).
Ciekawią mnie nowe tłumaczenia Ani, bardzo chciałam je poznać od kiedy tylko usłyszałam o nowym przekładzie. Nawet będąc ostatnio w księgarni sięgnęłam po książkę ale szata graficzna jest moim zdaniem tak szkaradna a ilustracje w środku tak odpychająco bezpłciowe, że z wielkim smutkiem odłożyłam egzemplarz z powrotem na półkę. Doszłam do wniosku, że nie potrafiłabym czytać serii, którą darzę takim sentymentem w tak paskudnym wydaniu :-(
OdpowiedzUsuńTa powyzsza ksiazka nie jest z tej serii ilustrowanej, ta, o ile sie nie myle jest w tlumaczeniu Pawla Boresowicza. Nie moge sie wypowiedziec, bo nie mialam jej w rece, musze przy okazji podpatrzec w ksiegarni.
UsuńTylko dwie czesci mam w nowym tlumaczeniu, reszte w starym, jakos przywiazana jestem do "starej" Ani, kupilam z ciekawosci i nie zaluje (ale pewnie bede polowac na stare tlumaczenie;)), aby miec do kompletu. Ta powyzsza okladka niezbyt mi sie podoba, ale ja nie przywiazuje wagi do okladek, chyba, ze zbieram serie, wtedy lubie miec w jednym wydaniu.
To tlumaczenie (Ewy Łozińskiej-Małkiewicz i Katarzyny Małkiewicz) przypadlo mi do gustu, ale jest tez inne nowe (Pawła Beręsewicza), ktorego nie znam. Wzielam "Anie na uniwersytecie" i "Anie z Szumiacych Topoli" na probe, bo trudno bylo mi zdobyc stare tlumaczenia, a chcialam na juz.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Anię :)
OdpowiedzUsuńNie moge przestac sie zachwycac seria o Ani, tak wiec doskonale Cie rozumiem :)
UsuńKsiążka dzieciństwa, zapraszam http://qltura.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że nigdy nie lubiłam Ani.
OdpowiedzUsuńPrzyznaje, ze nie potrafie zrozumiec dlaczego, ale szanuje Twoje zdanie w kwestii jej osoby.
UsuńAnie z Zielonego Wzgórza zna chyba większość dziewczyn na ziemi. Z kolejnymi tomami bywa już niestety różnie, ale ja tę bohaterkę darzą ogromną sympatią.
OdpowiedzUsuńU mnie wlasnie z kolejnymi tomami jest roznie, ale nadrabiam zaleglosci i bawie sie przednie z kazda czescia.
UsuńNawet nie wiesz jak długo już nie spotykałam się z rudowłosą Anią - w ciągłym zabieganiu przekładm te spotkania. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się wrócić na Zielone Wzgórze i w resztę miejsc :)
OdpowiedzUsuńCudownie jest tam wracac, dla mnie kazde spotkanie z Ania jest magiczne.
Usuń