środa, 31 października 2012

SRDA ŚPIEWA O ZMIERZCHU W ZIELONE ŚWIĄTKI, MILJENKO JERGOVIC


Kiedy 20 października tego roku Miljenko Jergovic odbierał Literacką Nagrodę Europy Środkowej Angelus 2012, byłam w połowie lektury „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki”.  Po cichu gratulowałam sobie wyboru lektury i wyczucia czasu. Od pierwszych stron książka chwytała mnie za gardło, a ja miałam poczucie, że czytam coś świetnego i niezwykłego.

Muszę przyznać, że Miljenko Jergovic opowiadać potrafi. Snuje swoją wielowątkową opowieść z prawdziwym wdziękiem i talentem. Używa plastycznego języka, który nie tylko oddaje świetnie atmosferę, ale także potrafi rozśmieszyć i bawić, aby po chwili zapędzić do najciemniejszych zaułków strachu. Duży ukłon i wielkie wyrazy uznania również dla tłumaczki - pani Magdaleny Petryńskiej. Mnogość postaci, liczne historyczne wtręty zmuszają do śledzenia akcji uważnie i w skupieniu. To nie ten rodzaj książki, przez którą mogłabym się prześliznąć, a zresztą nie miałabym ochoty, bo z przyjemnością smakowałam każde słowo.  Wkrótce po skończeniu lektury przez kilka dni wracałam do wybranych fragmentów, analizowałam je i rozmyślałam. Nieczęsto trzymam w ręku książkę takiego kalibru.

„Srda…” nie jest tym, co na początku się wydaje, bo z pozoru to kryminał traktujący o śledztwie dotyczącego morderstwa kilkunastoletniej dziewczynki.
Już dawno mówili mu o Srdzie Kapurovej, opowiadali o malej Ukraince, Mołdawiance, Rosjance, każdy przypisywał jej inną narodowość, przedstawiali ją jako Cygankę na speedzie, żebraczkę, która zbiera na LSD, szalonego dzieciaka, co nie boi się samochodów, nie boi się śmierci, tylko rzuca się pod koła, a kierowcom serce staje, bo nikt nie chce przejechać dziecka, nawet jeśli jest niczyje, e tam, kota nie chcesz przejechać, a co dopiero dziecka. Prawda jest taka, że o Srdzie nie wiemy prawie nic. Nie znamy kraju, z jakiego pochodzi, nie wiemy jakim mówi językiem. Znane jest nam tylko to, co widzieli i doświadczyli ludzie, którzy się z nią zetknęli.

Książka podzielona jest na pięć rozdziałów, a każdy z nich to opowieść jednego człowieka. Nocny stróż z kostnicy Lazar, śledczy Lovro, przechodzień Ile, założyciel Stowarzyszenia Międzynarodowej Solidarności Svijetlan wcześniej zwany Luciferem, biznesmen Toma – wszyscy oni zetknęli się ze Srdą za jej życia lub po śmierci. Opowiadają oni swoją historię, a także wspominają losy innych ludzi, które są ściśle związane z historią Chorwacji.  Ludzie ci urodzeni często gdzie indziej niż mieszkają, mający różnych przodków, którzy nie zawsze byli poprawni politycznie, mówiący nieco innym językiem, czasami posiadający wygląd lub przekonania religijne zdradzające ich korzenie, mają problem z identyfikacją i tożsamością narodową. A może niekoniecznie zawsze oni, ale ludzie, którzy ich spotykają mają problem? Często nigdzie tak do końca nie pasują i wydaje się, że nigdzie nie przynależą. Gdziekolwiek się znajdują, zawsze podąża za nimi cień podejrzliwości.  Na tle tych historii wychodzi to, co od dawna męczy narody bałkańskie, do głosu dochodzą różne poglądy z tymi skrajnie nacjonalistycznymi i antysemickimi włącznie. Będąc  Polką nie jestem w stanie odróżnić Serba od Chorwata, Bośniaka od człowieka pochodzącego z Czarnogóry czy Hercegowiny. Dla mnie niuanse językowe i wszystkie tak samo obce nazwiska, brzmią w uszach niemal identycznie. Miljenko Jergovic powiedział w wywiadzie dla wrocławskiego radio: „Najstraszniejsze jest to, ze sami Serbowie i Chorwaci nie są w stanie się wzajemnie rozróżnić dopóki nie podadzą swoich imion i nazwisk. Zazwyczaj różnią się oni swoim imieniem i nazwiskiem. Ze wszystkim innym są bardzo do siebie podobni. Nienawiść, która powstaje z tak małych różnic jest straszna i groźna, gdyż bardzo trudno ją zgasić, bo nieustannie się odtwarza. To jest w gruncie rzeczy przekleństwo naszej historii, ale i naszego prywatnego życia”.
Sam autor mówi o sobie: „Z pochodzenia jestem bośniackim Chorwatem, z miejsca mojego urodzenia i miasta mojego dojrzewania, dorastania jestem Bośniakiem. Ale ja także nie traktuję Serbii i Serbów jako obcych, jako cudzoziemców. Z punktu widzenia lingwistyki mówią tym samym językiem, który się minimalnie różni. Z powodów politycznych każdy naród nazywa ten język swoją nazwą". W tym określeniu siebie autor zawarł niejako jeden z problemów, który został dotknięty w książce. 
Kim jest więc Srda? Ten wolny, do nikogo nieprzynależący, rozśpiewany ptak, który tańczył pomiędzy samochodami na środku skrzyżowania? Czymże zawiniła, że doświadczyła tak okrutnej i brutalnej śmierci? Czy została zamordowana dlatego, że do nikogo nie przynależała i nikt się o nią nie mógł upomnieć? Żaden krewniak, żadne państwo? Zaczęła przeszkadzać, bo była inna niż wszyscy wokół i nie chciała się określić kim tak naprawdę jest? Wydaje się, że tak właśnie było. W państwie, gdzie ważne jest nazwisko, język, herb,  przynależność do danego narodu - odmienność i brak samookreślenia się nie są mile widziane i mogą być powodem śmierci.

Miljence Jergovicowi los narodów tułaczy,  ludzi, którzy chcą żyć inaczej, a w szczególności Żydów i Romów, leży bardzo na sercu. Odzwierciedlenie tego znajdziemy nie tylko w osobie Srdy, ale również w wywiadach oraz w książce „Ruta Tannenbaum”.  Sam, we wspomnianym wcześniej wywiadzie radiowym, mówi: „Europa raz była współuczestnikiem wielkiej zbrodni, kiedy była współuczestnikiem unicestwienia swoich Żydów.  To niemiecka zbrodnia, ale Europa była współuczestnikiem. Trzeba nieustannie o tym pamiętać, kiedy się myśli i mówi o prawach Romów. Dopóki Romowie nie będą w Europie obywatelami takimi samymi, jak wszyscy inni, ze swoją specyfiką, że nie chcą żyć w jednym miejscu – nie będzie Europy”.

Po lekturze „Srdy...” aż chciałoby się zakrzyknąć: „Nie bójmy się  innego odcienia skóry, innego akcentu, innej religii, innych przekonań. Ile lat jeszcze lat, wieków, tysiącleci musi upłynąć, abyśmy zaczęli szanować człowieka w człowieku i jego odmienność?”. To przecież nie tylko o narody bałkańskie chodzi, które posłużyły tutaj za przykład, ale o Europę, o świat, o każdego człowieka. 






Miljenko Jergovic, Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki, przeł. Magdalena Petryńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, s. 549


Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

-------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Trójka e-pik".


Image and video hosting by TinyPic

3 komentarze:

  1. Nieładnie, nieładnie... Tak się nie robi komuś, kto próbuje w końcu przestać kupować książki... A tu kolejny tytuł, który aż krzyczy "musisz przeczytać"! Ech.. :D życia nie starczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Mysle, ze ksiazka jest tego warta:)
      Wlasnie sobie postanowilam, ze juz nie kupuje:) poza szczegolnymi przypadkami brakujacych tomow do serii itp:)
      Mysle, ze wytrwam, szczegolnie, ze przede mna urodziny, Swieta, na ktore zazyczylam sobie tylko ksiazkowe prezenty:). Zrobilam juz liste:)
      Musze zmniejszyc ta dluga kolejke ksiazek oczekujacych na przeczytanie, w koncu, tak jak piszesz, zycia mi nie starczy, aby to wszystko przeczytac;)

      Usuń
    2. Właśnie, mam tak samo. Mówię sobie, że nie będę kupować.. I tez czekam na różne okazje :D Lista życzeń więc rośnie. To samo mam z seriami, że są wyjątkiem, ale mam wrażenie, że to (w moim przypadku) samooszukiwanie się, żeby znaleźć jakąś wymówkę (dla samej siebie) do uprawiania niecnego procederu kupowania książek ;) A kolejka długa, oj długa. Żeby sobie uświadomić jak długa wyciągnęłam wszystkie oczekujące książki i poustawiałam obok siebie. Zrobiły się z tego dwie półki! A moje półki do krótkich nie należą..

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)