Po „Gorączkę” Tomka Michniewicza sięgnęłam z
przekonaniem, że przeczytam zgrabnie napisaną książkę i nie pomyliłam się. Sama dedykacja przywołała uśmiech na mojej
twarzy: „Dla moich przyjaciół: Indiany Jonesa, Tomka Wilmowskiego i Pana
Samochodzika”. Bez wątpienia to i moi
starzy, dobrzy znajomi, którzy zabierali mnie nie raz na przejażdżkę w różne
rejony świata, zostawiając porzuconą w swoim pokoju z wypiekami na twarzy i
nadzieją na więcej. Tego samego oczekiwałam po „Gorączce” Tomka Michniewicza.
Autor ma lekkie pióro i doskonały zmysł
obserwacji, potrafi dobrze odmalować otaczający go świat, emocje oraz ludzi,
których spotyka. Nie można również mu odmówić dobrego przygotowania
merytorycznego. Niemal każda jego przygoda jest poprzedzona fascynującym, historycznym rysem, który wprowadza nas w
temat i podnosi temperaturę oczekiwania na opis przygody z udziałem
Autora. Przyznaję, że podziwiam ten głód poszukiwań i pragnienie
urzeczywistnienia marzeń, prawie zawsze obarczony ogromnym ryzykiem. Nie mogę odmówić
Tomkowi Michniewiczowi tego, że kocha życie i czerpie z niego pełnymi garściami.
Któż nie chciałby doświadczyć przygód podobnych do tych z książek o Indianie
Jonesie i Tomku Wilmowskim?
Prawdziwi poszukiwacze skarbów niewiele mają wspólnego z książkowymi awanturnikami o duszy marzyciela. To twardzi,
bezkompromisowi ludzie, ze złotym błyskiem w oku i mroczną, pożądliwą duszą,
którzy dla zdobycia skarbu poświecą wszystko i wszystkich, często mimo prawie
zerowej nadziei na sukces i na przekór wszystkim porażkom. To również ludzie,
którzy w dzisiejszych czasach tworzą firmy, zatrudniając wiele
profesjonalistów od profesorów przeszukujących archiwa na zwykłych nurkach
kończąc i angażują w ten proces najnowocześniejsze zdobycze techniki.
Nieważne, czy to skarb na wietnamskiej wyspie,
pustynnym Nowym Meksyku, zatopionym hiszpańskim statku - każdy powoduje palpitacje serca i niemożliwe
do opanowania u poszukiwaczy pragnienie zdobycia więcej. Podobno każdy, kto w trzymał
w ręce zaginiony, cenny artefakt nie potrafi już przestać myśleć o odnalezieniu
własnych, niezmierzonych bogactw. To jak infekcja, której nie można uleczyć, a
zarażeni nie pragną wyzdrowienia. Ten
ogromny wachlarz emocji, którzy towarzyszy poszukiwaniom skarbów został
doskonale uchwycony w książce.
Najsmutniejszą częścią książki dla mnie jest historia
afrykańska. To nie plaże, na których ciągle można znaleźć diamenty, czy stare
kopalnie złota, ale niestety rogi nosorożców i ciosy słoni są największym
skarbem Afryki. To „złoto” okupione jest śmiercią tysięcy niewinnych,
zagrożonych wymarciem zwierząt i ludzką krwią.
Tomek Michniewicz - idealista o duszy dziecka, zabiera nas w pełną emocji podróż, w której nie jest obserwatorem życia. On w
nim uczestniczy, przeżywa, próbuje naprawiać. W „Samsarze” cel podróży nie był najważniejszy, bardziej
liczyło się podróżowanie. W „Gorączce”
znalezienie skarbu jest istotne, ale ważniejsze jest samo poszukiwanie skarbów
i źródeł ludzkich namiętności, które do tych eksploracji prowadzą.
-----------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: "Trójka e-pik", "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę!", "Z literą w tle".

Ujmująca jest ta dedykacja :)
OdpowiedzUsuńJuż "Samsarą" zachęciłaś mnie skutecznie do tego autora, więc "Gorączka" mimowolnie zostanie mi w głowie :)
Orientujesz się może, czy na okładce znajduje się zdjęcie Michniewicza? Wygląda na bardzo sympatycznego faceta :)
Nie, to jest jeden z poszukiwaczy skarbow.
OdpowiedzUsuńTomek Michniewicz jest tutaj ---> http://www.tomekmichniewicz.pl/o-mnie/
Duuuuzo bardziej przystojniejszy i mlodszy:)
Rzeczywiście wygląda duuuużo lepiej niż ten na okładce :) Mniam :)
Usuń