niedziela, 28 października 2012

GORĄCZKA. W ŚWIECIE POSZUKIWACZY SKARBÓW, TOMEK MICHNIEWICZ


Po „Gorączkę” Tomka Michniewicza sięgnęłam z przekonaniem, że przeczytam zgrabnie napisaną książkę i nie pomyliłam się.  Sama dedykacja przywołała uśmiech na mojej twarzy: „Dla moich przyjaciół: Indiany Jonesa, Tomka Wilmowskiego i Pana Samochodzika”.  Bez wątpienia to i moi starzy, dobrzy znajomi, którzy zabierali mnie nie raz na przejażdżkę w różne rejony świata, zostawiając porzuconą w swoim pokoju z wypiekami na twarzy i nadzieją na więcej. Tego samego oczekiwałam po „Gorączce” Tomka Michniewicza.
Autor ma lekkie pióro i doskonały zmysł obserwacji, potrafi dobrze odmalować otaczający go świat, emocje oraz ludzi, których spotyka. Nie można również mu odmówić dobrego przygotowania merytorycznego. Niemal każda jego przygoda jest poprzedzona fascynującym, historycznym rysem, który wprowadza nas w  temat i podnosi temperaturę oczekiwania na opis przygody z udziałem Autora. Przyznaję, że podziwiam ten głód poszukiwań i pragnienie urzeczywistnienia marzeń, prawie zawsze obarczony ogromnym ryzykiem. Nie mogę odmówić Tomkowi Michniewiczowi tego, że kocha życie i czerpie z niego pełnymi garściami. Któż nie chciałby doświadczyć przygód podobnych do tych z książek o Indianie Jonesie i Tomku Wilmowskim?

Prawdziwi poszukiwacze skarbów niewiele mają wspólnego z książkowymi awanturnikami o duszy marzyciela. To twardzi, bezkompromisowi ludzie, ze złotym błyskiem w oku i mroczną, pożądliwą duszą, którzy dla zdobycia skarbu poświecą wszystko i wszystkich, często mimo prawie zerowej nadziei na sukces i na przekór wszystkim porażkom. To również ludzie, którzy w dzisiejszych czasach tworzą firmy, zatrudniając wiele profesjonalistów od profesorów przeszukujących archiwa na zwykłych nurkach kończąc i angażują w ten proces najnowocześniejsze zdobycze techniki.
Nieważne, czy to skarb na wietnamskiej wyspie, pustynnym Nowym Meksyku, zatopionym hiszpańskim statku -  każdy powoduje palpitacje serca i niemożliwe do opanowania u poszukiwaczy pragnienie zdobycia więcej. Podobno każdy, kto w trzymał w ręce zaginiony, cenny artefakt nie potrafi już przestać myśleć o odnalezieniu własnych, niezmierzonych bogactw. To jak infekcja, której nie można uleczyć, a zarażeni nie pragną wyzdrowienia.  Ten ogromny wachlarz emocji, którzy towarzyszy poszukiwaniom skarbów został doskonale uchwycony w książce.

Najsmutniejszą częścią książki dla mnie jest historia afrykańska. To nie plaże, na których ciągle można znaleźć diamenty, czy stare kopalnie złota, ale niestety rogi nosorożców i ciosy słoni są największym skarbem Afryki. To „złoto” okupione jest śmiercią tysięcy niewinnych, zagrożonych wymarciem zwierząt i ludzką krwią.

Tomek Michniewicz - idealista o duszy dziecka,  zabiera nas w pełną emocji podróż, w której nie jest obserwatorem życia. On w nim uczestniczy, przeżywa, próbuje naprawiać. W „Samsarze”  cel podróży nie był najważniejszy, bardziej liczyło się podróżowanie.  W „Gorączce” znalezienie skarbu jest istotne, ale ważniejsze jest samo poszukiwanie skarbów i źródeł ludzkich namiętności, które do tych eksploracji prowadzą. 




-----------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: "Trójka e-pik", "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę!", "Z literą w tle".

Image and video hosting by TinyPic

3 komentarze:

  1. Ujmująca jest ta dedykacja :)
    Już "Samsarą" zachęciłaś mnie skutecznie do tego autora, więc "Gorączka" mimowolnie zostanie mi w głowie :)

    Orientujesz się może, czy na okładce znajduje się zdjęcie Michniewicza? Wygląda na bardzo sympatycznego faceta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, to jest jeden z poszukiwaczy skarbow.
    Tomek Michniewicz jest tutaj ---> http://www.tomekmichniewicz.pl/o-mnie/

    Duuuuzo bardziej przystojniejszy i mlodszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście wygląda duuuużo lepiej niż ten na okładce :) Mniam :)

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)